Wiadomości

IronWOman okute żelazem z pozytywną energii

Wracałyśmy jednym samochodem do domu. Wtedy padły słowa: „Fajnie by było wystartować w sztafecie triathlonowej. Ale jak już, to z grubej rury Ironman! A są takie w Polsce? Są! Okej, ale która weźmie jaką dyscyplinę…”

I w tym momencie, z zatrwożoną miną, żeby zdążyć zaklepać ulubioną, każda z nas wykrzykuje:

Iwona: „ja pływanie!”

Agata: „rower!”

Magda: „ja chcę bieganie!”

To były najważniejsze słowa tego dnia. Jak powiedziałyśmy, tak zaczęłyśmy planować.

Nie ćwiartka, ani połówka. Od razu dystans pełnego Ironmana. Zatem dlaczego tylko jedna sztafeta? Skoro są dwie lokalizacje w Polsce o tym charakterze wyścigu, to wzięłyśmy od razu dwie, nie rozdrabniałyśmy się. Jedynie ze względu na zbyt krótki odstęp czasowy (3 tygodnie) i możliwą regenerację, Magda z Iwoną zamieniły się dysycplinami na czas tych dwóch wyścigów: Bydgoszcz-Borówno Ocean Lava Triathlon oraz Castle Triathlon Malbork.

 

Cel projektu

Mimo wspólnego celu, który wydawałby się oczywisty, każda z nas miała inną motywację w czasie przygotowań.

Dla Agaty  pokazanie, jak ogromna siła drzemie w kobietach. „Ironwomenki” okute żelazem, z dużą dawką pozytywnej energii i wiary we wspólną misję. Iwona natomiast chciała, by kobiety na różnym etapie życia zobaczyły, że triathlon jest dla każdego. Nie tylko dla tych osób, które codziennie wraz z trenerem żyją sportem, ale też dla kobiet pracujących, z nadgodzinami, mających niemało obowiązków domowych związanych z rodziną. Kobieta jest ważnym, (naj)ładniejszym elementem sportu. Z kolei dla Magdy było to pokazanie, że kobieta silna, startująca w zawodach (i to nie byle jakich) wcale nie traci kobiecości.

W dodatku sztafeta uczy pokory, a z niej bardzo lubię zdawać egzamin, bo to jedna z ważniejszych dla mnie cech – przekonuje Magda. – To też bardzo pomagało w walce na trasie w czasie kryzysów psychicznych, czy też fizycznych.

 

Gdy nadszedł czas przygotowań…

Emocji było dużo. Często były one skrajne: od euforii i ekscytacji („To się uda, zrobimy to!”), aż po „jestem już zmęczona, a jeszcze się nie zaczęło”. To właśnie fakt, iż byłyśmy w trójkę powodował, że łatwiej było przez to przejść. Jak to bywa w świecie kobiet, każda ma inny charakter i temperament – to była też doskonała szkoła, by nauczyć się współpracować i dochodzić do kompromisów, aby osiągnąć wspólny cel

 

„Godzina zero” – zawody sztafetowe na dystansie pełnego

Starty były nagrodą za okres przygotowań. Nigdy nie wątpiłyśmy, że się uda, choć momentami bywało ciężko. Wzajemne wsparcie i obecność dziewczyn, które kibicują na trasie, dodawało niesamowitej siły.

W Borównie dla Iwony maraton był przesiąknięty strachem, ale obecność Magdy od samego rana, która miała już za sobą 3,8 km pływania, zdecydowanie pomagała. Możliwość jednoczesnego startu i kibicowania pozostałym dziewczynom na ich odcinkach nadawał inny wymiar zawodom. Wzruszenie pojawiało się dopiero na następny dzień, kiedy przychodziła świadomość tego wyczynu oraz …zakwasy.

Ostatnie kilometry na bydgoskiej lub malborskiej trasie kolarskiej wprawdzie nie wymazywały wielogodzinnego zmęczenia, ale były przepełnione całkowitym spełnieniem – że to już za moment będzie upragniony 180 kilometr, a tam będzie czekała „biegowa zmienniczka”. Agata doskonale pamięta trzęsące się ręce podczas odczepiania chipa z nogi i łzy radości spływające po polikach. Iwony koncentracja na zadaniu tuż po założeniu numeru startowego oraz niesamowita duma Magdy, która aż dusiła się w sercu z radości! To wszysko są emocje nie do opisania…

 

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy

Oba starty, zarówno w Borównie, jak i w Malborku, były dla nas niesamowite, przepełnione wsparciem znajomych, ale to w Malborku czułyśmy, że zwieńczamy coś, nad czym pracowałyśmy nieco ponad rok czasu. Były mieszane uczucia. Z jednej strony radość, że TO zrobiłyśmy, z drugiej zaś świadomość, że trzeciego startu nie będzie. Jedynie gdzieś w głowie pojawiające się „a może w przyszłym roku?”, ale każda z nas ma własne życia i ciężko pogodzić indywidualne plany startowe oraz tę odpowiedzialność, która musi być w takim projekcie. Zrealizowałyśmy nasz cel.

Wiele kobiet pisało do Iwony z prośbą o rady, jak zacząć trenować. Sporo osób dziękowało za motywację, którą dawałyśmy przykładem. Część osób miało żal, ale taki pozytywny, że projekt się zakończył. Agata z kolei czuła i ma namacalny dowód rozwoju i progresu każdej z nas. Podczas roku przygotowań wielokrotnie robiłyśmy duże rzeczy – na treningach, innych startach inywidualnych.

Dla niej Malbork był zakończeniem sezonu triathlonowego i swoistą kropką nad "I(ronman)" na 2018 rok. Ja, Magda, poprzez Malbork utożsamiłam się ze wspomnianą na samym początku pokorą. Mój maraton do 23 km szedł idealnie, według planu, jednak nagle zaczęły się problemy żołądkowo-jelitowe, które fizycznie uniemożliwiły jednostajny bieg. To właśnie ta moc sztafety doprowadziła mnie do mety o prawie 50 minut później, niż planowałam. (Nie)stety taki jest sport. Dla mnie „stety”, ponieważ takie doświadczenia właśnie uczą.

 

Podziękowania

Wspomniałam wcześniej o znajomych. Nie ma słów, które wyraziłyby naszą wdzięczność za kibicowanie nam i wsparcie. Szczególnie chcemy podziękować całej drużynie Kujavia3Team, Piotrowi Końcowi, znanego w sieci jako Iron Tata oraz jego Magdzie, Mateuszowi Mikołajczykowi, Oli Heland, Pawłowi Marcinko, Agacie Masiulaniec, którzy ubarwiali fotorelacją nasze zmagania w czasie trwania projektu, ekipie iSport i Kobiecej Stronie Sportu, dzięki którym mogłyśmy mieć wsparcie treningowe oraz okazję startu w roli Ambasadorek „Złotej Fali” – tylko kobiecego startu! – podczas Super League Triathlon Poznań, and last but not least: pozostałym znajomym i nowopoznanym – dziś już bliskim kolegom i koleżankom, którzy wspierali nas od początku do końca projektu.

Agata, Iwona i Magda
Foto materiały prywatne

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X