Rozmowa

Hubert Król: Triathlon jest w moim kodzie DNA

Jest w triathlonie od 22 lat. W różnych rolach. Najpierw był zawodnikiem i odnosił sukcesy. Teraz zgromadzoną wiedzę Hubert Król przekazuje pasjonatom triathlonu. W przeszłości pracował m.in.: z Jackiem Krawczykiem oraz Robertem Czyszem.

W jakich okolicznościach trafiłeś do triathlonu w 1998 roku?
Pierwszym sportem, którym się zająłem był triathlon. Moim wuefistą był jednocześnie triathlonista Tomasz Brett. Zachęcił mnie, abym zapisał się na naukę pływania, którą organizowała szkoła. Następnie zaproponował, żebym przyjechał na trening kolarski. Do biegania specjalnie nie trzeba było mnie namawiać. Miałem wtedy 12 lat. Tak trafiłem do klubu triathlonowego.

Gdzie zadebiutowałeś?
Zadebiutowałem na zawodach w Wąsoszach. Było to na wiosnę 1998 roku. Niestety, nie ukończyłem tych zawodów, ponieważ przestraszyłem się konkurencji pływackiej. Wtedy już umiałem pływać, ale sparaliżował mnie strach przed akwenem otwartym, głębokością i ogólnie stres związany ze startem.

Co było dalej?
Nie poddałem się i jesienią tego samego roku w Sławie, w zawodach, które do dziś w tej miejscowości są organizowane przez Jerzego Górskiego, zająłem drugie miejsce w kategorii wiekowej. To dało mi dużo motywacji do dalszej pracy na treningach.

Od razu byłeś przekonany do tego sportu, czy dalej szukałeś wyzwań?
Nie szukałem. Nie eksperymentowałem z innymi sportami. Od początku bardzo polubiłem triathlon. Co dziś traktuję, jako kapitał, ponieważ przeszedłem przez wszystkie szczeble rozwoju zawodnika od kategorii młodzika, przez juniora, młodzieżowca, aż do seniora. Ten fakt pomaga mi w zawodzie trenera.

Hubert Król

Czytaj także:

TriWise klub triathlonowy na południu Polski

Jak wyglądały Twoje treningi na początku kariery?
Jako dziecko, wstawaliśmy o godzinie 5, żeby dojechać z trenerem na szóstą na basen. Był oddalony o 30 kilometrów od mojej rodzinnej miejscowości. Po południu, po szkole zazwyczaj odbywał się drugi trening. To było bieganie, jazda na rowerze, gry zespołowe, ćwiczenia gimnastyczne, gimnastyka siłowa, sprawność, gry i zabawy.

Rok 2020 jest już 22 sezonem w triathlonie. Czy spodziewałeś się, że na tak długo zakotwiczysz w tym sporcie?
Od kiedy zacząłem trenować triathlon, to polubiłem zmęczenie, obozy, zawody, adrenalinę.  Nadal to lubię. Poza tym wiele pozytywnych aspektów, które wydarzyły się w moim życiu,  mogę przypisać właśnie triathlonowi. Dlatego odpowiadając na pytanie, nie tyle, że się  spodziewałem, lecz bardzo chciałem, aby triathlon był obecny w moim życiu jak najdłużej. Po 22 latach wiem, że jest wpisany w mój kod DNA. Nie ma dnia, żebym nie myślał, nie robił, nie planował czegoś, co związane jest z szeroko pojętym triathlonem.

Patrząc na własne doświadczenie, jak zmieniał się triathlon w Polsce od czasu Twojego debiutu do teraz?
Triathlon to dziś jest prężnie rozwijającą się dyscypliną sportu. Wszystko zmieniło się  zarówno, jeśli chodzi o organizację imprez, sezon startowy, który dziś już może trwać cały rok, ze względu na łatwość, dostępność i cenę połączeń lotniczych. Sam trening też się zmienił. Dziś obozy klimatyczne są standardem. Można je zorganizować w każdym okresie, tak by np. szczyt formy zrobić na koniec roku, jeśli ktoś ma plan startować na innym kontynencie. Kilkanaście lat temu byłoby to wywrócenie metodyki treningowej do góry nogami. Powszechność i dostępność do wiedzy, informacji, wywiadów na tematy triathlonowe i około triathlonowe jest na innym poziomie. Na początku XXI wieku, jeśli ktoś chciał szukać informacji, musiał czytać fora internetowe, gdzie rzetelność też tam głoszonych pozostawiała wiele do życzenia.

W jakim kierunku idą te zmiany?
Trzeba oddzielić dwie kwestie, triathlon w wydaniu komercyjnym, który ma się aktualnie bardzo dobrze i zmiany są pozytywne. Każdy to widzi w liczbach osób startujących na zawodach, czy liczby imprez. Natomiast sport kwalifikowany, już nie jest w takiej dobrej kondycji. Nie mamy zawodników na światowym poziomie i nie będziemy mieć ich szybko.

Dlaczego?
Bo to jest problem złożony i dotykający wiele aspektów: finansów, PZTri, klubów, trenerów i podejścia samych zawodników. W jednym akapicie nie da się tego zawrzeć. Poza tym nie jestem, aż tak blisko sportu kwalifikowanego, bym czuł się na siłach, by wypunktować wszystkie jego słabe strony.

Zobacz też:

W czym tkwi SIŁA Kuźni Triathlonu?

Jak oceniasz swoją karierę zawodniczą?
Nie miałem wybitnych osiągnięć sportowych. Moje warunki fizyczne też raczej predysponowały mnie do uprawiania dyscyplin siłowych niż triathlonu. Mimo to wiem, że dotknąłem własnych maksymalnych możliwości. Myślę, że byłem zawodnikiem reprezentującym dobry, solidny poziom sportowy, ale ciężko oceniać siebie samego. Na ten temat bardziej rzeczowo mogliby się wypowiedzieć moi byli trenerzy: Tomasz Brett, Werner Urbański, czy Michał Bartoszak.

Czy są zawody, których przebieg najbardziej żałujesz?
Pewnie, za czasów udziału w zawodach, będąc juniorem, zdarzały się takie starty, których żałowałem. Bo coś nie poszło tak, jakbym tego oczekiwał. Od kiedy sam decyduje gdzie, kiedy i na jakim dystansie wezmę udział w zawodach, to są straty, które wspominam tylko pozytywnie. Powód jest prosty. Oprócz udziału w zawodach jest coś, co nazywam wartością dodaną. To są destynacje, w których odbywają się te zawody. Udało mi się odwiedzić już 6 z 7 kontynentów, co ważne przy wszystkich podróżach wspólnym mianownikiem był triathlon. Czasami pomagałem podopiecznemu w starcie, a kilkukrotnie sam startowałem w zawodach.

Z którym startem masz najlepsze wspomnienia?
Miłe wspomnienia mam ze wszystkich startów, w których dałem z siebie wszystko i przyniosło to jednocześnie efekt w postaci wyniku na mecie, a nie zawsze idzie to ze sobą w parze. Ostatni taki start to był Ironman 70.3 na Filipinach. Tam zająłem drugie miejsce w kategorii wiekowej i 15 w klasyfikacji generalnej.

Z czego czerpałeś motywację do treningów i startów?
Miałem zawsze dużo motywacji do treningu. Zresztą mam ją do dziś. Z racji tego, że “talentu” do triathlonu miałem mniej, niż inni moi rówieśnicy. Całe szczęście dość szybko zdałem sobie z tego sprawę. Wówczas nadrabiałem systematyką, sumiennością, konsekwencją, które w połączeniu z upartym charakterem, dały niezłą mieszankę. Pozwalała przerobić kolosalne objętości i intensywności treningowe. To z kolei dało możliwość rywalizować z rówieśnikami w kategoriach wiekowych mimo, że Ci warunkami fizycznymi byli wyraźnie lepsi ode mnie.

Hubert Król

Zajrzyj do:

SolidTeam PRO. Nowa triathlonowa siła

W bogatej karierze osiągnąłeś też wiele sukcesów. Który z nich jest dla Ciebie najważniejszy?
Miałem kilka medali w kategoriach wiekowych na Mistrzostwach Polski. W tamtym czasie były najważniejsze dla mnie. Jednak pewne dokonania można ocenić dopiero z perspektywy lat. W związku z tym po 22 latach w sporcie najważniejsze dla mnie jest to, że pomimo tego, że było w moim życiu tak wiele momentów, w których mogłem powiedzieć “dość”, “koniec”, “wystarczy”, to znalazłem w sobie tyle siły, by wbrew wszystkiemu zostać przy triathlonie. Aktualnie to traktuję, jako największy kapitał, czyli lata spędzone w triathlonie i możliwość pracy przy tym sporcie. Do tego dochodzi możliwość obserwacji, jak zmienia się triathlon i otwiera się na nowe, ciekawe projekty.

Kiedy po raz ostatni stanąłeś na starcie zawodów triathlonowych?
Było to w sierpniu 2019 roku. W tym sezonie też planuję startować, bo traktuję to jako naturalną kolej rzeczy w procesie treningowym. Dzięki temu lepiej “czuję”, to co sam aplikuję  podopiecznym. Po prostu łączę teorię z praktyką.

Czujesz się spełniony jako zawodnik?
Raczej tak, wiem, że dotknąłem swoich maksymalnych możliwości. Nie było już rezerwy w rozwoju sportowym. To ułatwiło mi podjęcie decyzji o szybkim spojrzeniu na triathlon z nowej perspektywy, trenera.

Od kiedy zajmujesz się trenowaniem innych?
Od 2012 roku. Wtedy zacząłem prowadzić pierwszych zawodników.

Jak przebiega Twoja kariera trenerska?
Zajmuję się komercyjnie prowadzeniem zawodników. Moi podopieczni startują w kwalifikacjach oraz na samych mistrzostwach serii Ironman. Na ten rok już dwójka zawodników ma kwalifikacje do Nowej Zelandii. W połowie marca dwie kolejne osoby podejmą próbę kwalifikacji także do Nowej Zelandii. Liczę, że obie zakończą się powodzeniem. Przez krótki okres zajmowałem się sportem kwalifikowanym, gdzie miałem przyjemność współpracy z takimi zawodnikami, jak Jacek Krawczyk, czy Robert Czysz. Prócz tego mam na koncie kilka innych ciekawych wydarzeń, takich jak start podopiecznego w triathlonie ekstremalnym Patagonman w Chile lub Ultraman w Australii. Są także projekty, które wykraczają poza świat triathlonu. Przykładem jest całkiem niedawno zakończony 7x7x7. Przygotowywałem zawodnika do biegu w siedmiu maratonach, w 7 dni, na 7 kontynentach.

Dlaczego zacząłeś się zajmować trenowaniem innych?
Byłem coraz starszy. Do klubu, w którym trenowałem, przychodzili młodzi zawodnicy, dla których po wielu latach w triathlonie służyłem radą, pomocą. Jeśli nie było trenera, to często ja zajmowałem jego miejsce. Jednocześnie studiowałem na AWFie w Poznaniu na kierunku trenerskim. Później przyszedł czas na obronę pracy magisterskiej. Wówczas zająłem się tematyką treningu łączonego zawodników przygotowujących się do triathlonu na dystansie olimpijskim. Kiedy skończyłem studia, miałem w ręku wszystkie niezbędne “narzędzia” do trenowania innych w postaci własnego doświadczenia zawodniczego, wiedzy teoretycznej z AWF, praktyki trenerskiej z klubu. Więc poniekąd po latach przygotowywania się do tego zawodu, naturalną drogą było podjęcie się treningu innych.

Co chcesz przekazać podopiecznym?
Przede wszystkim chcę, aby dzięki mojej pomocy spełniali sportowe marzenia. Jedne są większe inne mniejsze, ale każdy je ma. Zatem moją rolą jest pomoc w osiągnięciu realnych celów sportowych poprzez optymalny trening. Muszę przyznać, że prócz samego treningu,  dość ważną wagę przywiązuję do polityki startowej. To mocno pomaga w osiągnięciu celu, a myślę, że wielu trenerów kompletnie nie przywiązuje do tego wagi.

Czy masz jeszcze jakieś marzenia związane z triathlonem?
Może napiszę tylko o marzeniach na 2020 rok. Chciałbym, aby jak najwięcej celów, które ustaliliśmy z zawodnikami, spełniły się w tym sezonie. To w konsekwencji wyznaczy nam nowe wyzwania na 2021 rok.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne, Darek Koperski

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X