Poradnik

#goodlife 30. Nie poddał się w trudnym momencie, a dzisiaj świętuję pierwszą wygraną

Paweł Wolak odnotował spore sukcesy w ostatnich startach. Wygrał kategorię wiekową w Pucku.

Paweł Wolak jest/był uzależniony. Ważył 110 kilogramów. Podbiegnięcie do autobusu było dla niego mega dużym wysiłkiem. Postanowił jednak podjąć jeszcze jedną próbę, może ostatnią i zawalczyć o życie. Takie jak on chce i jakie sobie zamarzył, które sam zaplanuje. Paweł rozpoczął na łamach TriathlonLife.pl opisywać walkę o lepsze życie.

Kolejnymi zawodami na mojej liście startowej był AQUABIKE w Rzeszowie. Po przeanalizowaniu mojej aktualnej formy na podstawie ostatniego startu oraz dużych kosztów dojazdu odpuściłem sobie wycieczkę na drugi koniec Polski. Wolałem te trzy dni wykorzystać na dobry trening. Z każdym kolejnym treningiem czułem coraz większy komfort fizyczny i psychiczny. Postanowiłem również trzymać restrykcyjną dietę, licząc sobie całe makro, co tak naprawdę przy moich treningach było czasami nie do przejedzenia. Ale najważniejsze, że szybko pojawiły się efekty i pianka już mnie nie uciska.

Sztafeta w Charzykowach

W kolejny weekend udało mi się załapać na udział w sztafecie ¼ Charzykowy. Popłynąłem już lepiej niż w Żninie, jednak wiedziałem, że stać mnie na dużo więcej. U boku Christophera Pietruczuka oraz Marcina Bartoszewskiego udało nam się wygrać sztafetę! Z początku nie uznawałem własnego wkładu w sukces, ponieważ dopłynąłem jako 6 z czasem 15:24, a tak naprawdę chłopaki zrobili największą robotę. To właśnie niskie poczucie własnej wartości, które do mnie czasami wraca i próbuje mną zawładnąć, jednak znikło w chwili, gdy stałem pierwszy raz na podium i trzymałem w ręce statuetkę. To był mega szczęśliwy dzień. Dał mi ogromnego motywacyjnego kopa.

Walka ze sobą w Gdańsku

Rozpocząłem mocne treningi pod połówkę w Poznaniu, więc kolejny tydzień był bardzo ciężki, a w sobotę miałem kolejny start – tym razem olimpijka na Challenge Gdańsk. Pobudka o 3:30 rano i wyruszyliśmy w trasę prosto do Gdańska. Miałem lekkie obawy co do pływania w morzu, gdyż wcześniej tego nie robiłem. Po dotarciu na miejsce okazało się, że nie ma wcale fali tak, jak sobie wyobrażałem. Impreza prezentowała się naprawdę bardzo profesjonalnie, jednokorytarzowa strefa zmian jest bardzo praktyczna. Jednak wiedziałem też, że będzie długi bieg w strefie.

Pływanie poszło mi tak, jak zakładałem, czyli tempo 1:41 min/100m, płynęło się bardzo przyjemnie i równo. Po wejściu na rower zacząłem odczuwać bóle kolan, które po chwili były nie do wytrzymania. Prowadziłem straszną walkę z samym sobą, jednak moja prędkość spadła do 25km/h i to było wszystko, na co było mnie stać. Walczyłem z bólem, jednak postanowiłem przerwać zawody na 7km. Zjechałem z trasy przy ochronie. Powiedziałem, że chcę zakończyć. Ochroniarz na całe szczęście nie wiedział, jak mam wrócić. Po chwili nie mogłem patrzeć na to, jak ludzie mnie mijają, a ja stoję na poboczu. Poczułem się wtedy słaby i to mnie zmotywowało, wsiadłem na rower i pomimo sztywnych kolan ruszyłem dalej. Walka z bólem trwała jeszcze chwile, po czym się do niego przyzwyczaiłem. Trasa rowerowa była wymagająca, ale i równie szybka. Niestety podczas drugiej pętli przy wyprzedzaniu kilku zawodników, nie dałem rady z jednym na podjeździe i schowałem się za niego. Reakcja sędzi była natychmiastowa w ciągu kilku sekund, nie zdążyłem nawet zwolnić. Dostałem pierwszą karę, z czym z początku strasznie się nie zgadzałem, jednak finalnie zaakceptowałem to w sobie. Przed biegiem musiałem odczekać 2min w namiocie, co się przydało moim kolanom, które i tak miałem całe zdrętwiałe. Na biegu utrzymałem tempo 4:17 co dało mi finalnie 2:24:17. Pomimo postoju i kary byłem bardzo szczęśliwy, że udało mi się ukończyć te zawody.

Wygrana w kategorii w Pucku

Kolana odczuwałem jeszcze przez dwa dni, jednak zacząłem biegać w nowych butach i bóle ustały. Rozpoczęły się upały. Postanowiłem nie rezygnować w tym tygodniu z treningów w słońcu, ponieważ weekend startowałem na olimpijce w Pucku i chciałem się zaaklimatyzować do wysokich temperatur. Wystartowaliśmy wszyscy równo z brzegu, co jest moją ulubioną formą startu. Długi czas była płycizna, jednak po wypłynięciu dalej w morze poczułem fale. Były dosyć konkretne i dwa razy się zakrztusiłem, jednak po półmetku miałem je z tyłu więc przyspieszyłem tempo.

Popłynąłem tempem 1:38 min/100m i wiedziałem, że jestem w pierwszej 10. Zrobiłem szybkie T1 i pojechałem bardzo dobry rower. Trasa była bardzo przyjemna, miała kilka podjazdów. Po drugiej nawrotce wiedziałem, że jestem 8, a za mną bezpośrednio nie ma nikogo więc miałem wielką motywację, żeby to utrzymać. Średnia roweru to 37,5km/h z czego byłem bardzo zadowolony. Pierwsze chwile biegu były dla mnie bardzo ciężkie, odczuwałem ból w udach oraz strasznie mi się chciało pić. Nie chciałem przepalić również biegu, więc starałem się nie dać wyprzedzić, ale też nie spowalniać. Po oblaniu się wodą nabrałem sił i biegłem swoje. Buzowały we mnie ogromne emocje, wiedziałem, że mam szanse na pudło w kategorii wiekowej i wiedziałem, że muszę to wykorzystać z głową.

Od drugiej pętli zacząłem przyspieszać i mijać kolejnych zawodników, wiedziałem, że jestem 6 lub 7 co dawało mi w danej chwili ogromne zastrzyki sił. No i się stało! Dobiegłem z czasem 02:16:09, co dało mi 6 miejsce open oraz 1 w kategorii wiekowej!!! Byłem niesamowicie szczęśliwy, że wreszcie udało mi się zdobyć pudło (co było jednym z moich celów na ten rok). To był jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia.

Patrząc kilka miesięcy wstecz, jestem z siebie bardzo dumny, że nie poddałem w tym ciężkim okresie. Przetrwałem to, z czym nie mogłem nic zrobić, a to, co mogłem zrobić, robię do tej pory. I właśnie zebrałem plony moich decyzji z ostatnich miesięcy. To jest piękne, niby takie ciężkie, a takie proste…

Paweł Wolak

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X