Poradnik

#goodlife 29. Proste sprawy potrafią przygnieść. Ale warto szukać wyjścia

Paweł Wolak ma za sobą pierwsze starty w sezonie. Nie omijały go problemy zdrowotne, ale czekały go i inne wyzwania.

Paweł Wolak jest/był uzależniony. Ważył 110 kilogramów. Podbiegnięcie do autobusu było dla niego mega dużym wysiłkiem. Postanowił jednak podjąć jeszcze jedną próbę, może ostatnią i zawalczyć o życie. Takie jak on chce i jakie sobie zamarzył, które sam zaplanuje. Paweł rozpoczął na łamach TriathlonLife.pl opisywać walkę o lepsze życie.

Dobra passa zdrowotna, o której pisałem w poprzednim blogu niestety, szybko się skończyła. Na szczęście udało mi się w tym krótkim czasie świetnie przygotować do półmaratonu poznańskiego oraz zrobić jeden challenge. W Poznaniu zakładałem sobie od początku cel pobiec poniżej 1:35:00. Kilka dni przed startem, byłem tak pewny formy, że zdecydowałem się na próbę złamania 90 minut. Samo wydarzenie było niesamowite, w pełni profesjonalna organizacja, ogrom ludzi wypełniający szczelnie ulice, a ja uwielbiam biegać w takim tłumie. Był asfalt, było płasko, zaczynałem w słońcu, a kończyłem w śniegu. Więc chłodzenie na końcowym podbiegu pomogło – ogólnie warunki były idealne. Pomimo 81kg (nad)wagi i niedługiego okresu w treningu, uczepiłem się pacemakera i poleciałem na 1:29:24 z czego jestem cholernie dumny! Na początku miałem wrażenie, że biegniemy bardzo powoli, więc biegnąc sam przepaliłbym pewnie start i było by mi ciężko wykręcić taki czas.

Wyzwanie urodzinowe

W kolejną sobotę, na moje 35 urodziny postanowiłem sobie zrobić challenge i przepłynąć 10km w basenie. Zrobiłem to w systemie 100x100m w ciągu czterech godzin, licząc z przerwami, a średnie tempo to 1:40 min/100m. Towarzyszył mi mój brat Maciek, który podawał mi jedzenie i picie. Pilnował, czy ze mną wszystko ok. Byłem mega dumny i szczęśliwy, przyjemnie zmęczony, jednak nie zajechany.

W moim życiu zaczęło występować bardzo wiele stresu związanego z decyzjami odnośnie remontu naszego domu, przygotowaniami do matury, którą postanowiłem zdawać w tym roku (jest to moja trauma od liceum), przygotowaniami do naszego wesela, które mamy w sierpniu. Z braku czasu bywało tak, że jedyną opcją było odpuścić trening, co wprawiało mnie w ogromne poczucie winy i generowało złość na siebie. Koło się zamykało i ewoluowało. Do tego w tej samej chwili rozpoczęły się moje problemy zdrowotne.

Problemy zdrowotne

Miałem strasznie silne bóle głowy, zawroty, omdlenia. Całe dnie poświęcałem na wizyty u lekarzy i zdiagnozowanie problemu. Wszystkie badania wychodziły mi dobrze. Emocje mnie przerastały i momentami ciężko było sobie z nimi poradzić. Bardzo dużo zajadałem, motywacja treningowa spadła do zera. Byłem tym wszystkim przerażony. Jednak wiedziałem, że muszę to wszystko przetrwać z zaciśniętymi zębami. Mam przy sobie i trochę dalej kilka ważnych dla mnie osób, które mnie bardzo wspierają i to dzięki nim udało mi się to wszystko przetrwać.

Po wizycie fizjoterapeutki oraz ćwiczeniach, które mi wskazała moje bóle ustały, bardzo możliwe że był to jakiś ucisk na kręgosłup. Pomimo bardzo słabego przygotowania podszedłem do matury. Nie uciekłem, jak kiedyś bym to zrobił, a sprawy z remontem i weselem zostały w większości już załatwione. Może się to wszystko wydawać jako codzienne, proste sprawy, jednak mnie przygniotły do ziemi. Doszedłem do wagi 83kg, z bardzo niską motywacją do treningów, bez formy i chęci do działania jak kiedyś, jednak nie postanawiam się poddać. Zbyt mocno pokochałem triathlon.

Początkowe starty

W między czasie pobiegłem również 10km RUN Toruń, na którym chciałem docelowo złamać 40 min. Ze względu na moją aktualną formę, podjęliśmy z Dawidem decyzję o zrobieniu tam zwykłego treningu – aby się nie uszkodzić. Na RUN Toruń wreszcie po długim czasie udało się spotkać i pobiec razem z osobami z naszego Klubu Biegacza T2/4 z czego się cieszę i co również dało mi trochę mocy.

Miałem startować w Sierakowie, jednak ze względu na wesele mojego kolegi przepisałem się na Żnin blisko Torunia. Byłem bardzo podekscytowany pierwszym startem, ale równie wystraszony. Po wystartowaniu pływanie, którego byłem najbardziej pewny, okazało się totalną porażką. Niestety przez nabranie masy, pianka uciskała mnie tak strasznie, że nie mogłem złapać oddechu i zatrzymywałem się co kilka ruchów. Myślałem już o rezygnacji, ale jakoś dopłynąłem do końca. Rower i bieganie zrobiłem nie najgorzej, co w sumie dało mi 28 miejsce z czasem 01:14.

Potrzebowałem takiej weryfikacji tego, gdzie aktualnie się znajduję. Myślę, że ten start odblokował trochę mój umysł. Przypomniał, jak piękny jest triathlon i że to jest ogromna walka nie tylko na zawodach. Zdecydowałem się również na restrykcyjną dietę dostosowaną pode mnie, ponieważ chcę znowu wchodzić swobodnie w piankę. Motywacja wraca. Mam ogromną nadzieję, że wychodzę z tego dołka. Jednak nie będę jeszcze skakał z radości, wolę pozostać czujnym.

Paweł Wolak
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X