Rozmowa

Ewa Komander pływa w ogrodowym basenie

Przebywa na kwarantannie w Hiszpanii od pięciu tygodni. Ewa Komander stara się utrzymywać formę m.in.: za pomocą basenu ogrodowego.

Przebywasz piąty tydzień na kwarantannie w hiszpańskiej Gironie. Jak samopoczucie?
Dziękuje, samopoczucie całkiem dobre (śmiech). Daje radę. Jestem pozytywnie nastawiona. Lubię trenować i na tym skupiam się w ciągu dnia!

Ostatnio na Twoim oficjalnym profilu na Facebooku pojawił się filmik, na którym pokazujesz  jak wyglądają obecne treningi. W jakim stopniu udaje się Tobie podtrzymywać formę w domowych warunkach?
Tak, pojawił się filmik na moim profilu. Mam nadzieję, że się podoba. Chciałam pokazać, że da się trenować triathlon w obecnej sytuacji, jaka panuje w Hiszpanii. Formę utrzymuje taką  jak sprzed okresu pandemii. Trenuje tak samo, jak wcześniej. Oczywiście intensywność została zmodyfikowana. Treningi realizuję na maszynach. Jestem osobą, która akurat lubi trenażer, czy bieżnię mechaniczną. Nie mam z tym problemu. Przystosowałam się do zaistniałej sytuacji i trenuje dalej (śmiech).

Jak wygląda Twój typowy rozkład treningowy w przekroju tygodnia?
Trenuję średnio 20- 25 h tygodniowo.

Na filmiku jest też wstawka z treningu na basenie ogrodowym. Czy taki zamiennik pozwala podtrzymać tzw. czucie wody lub inne korzyści?
Na basen ogrodowy zdecydowałam się po niespełna trzech tygodniach kwarantanny. Myślę,  że był to dobry pomysł. Basen posłuży teraz jako „bieżnia basenowa” i w gorących miesiącach będę miała, gdzie się pluskać pomiędzy treningami. Pływalnia w Gironie szybko nie zostanie otwarta. Nie wiadomo, jak długo jeszcze potrwa kwarantanna, a basen pozwala mi na imitacje pływania. Takie pływanie na uwięzi jest całkiem fajne (śmiech). Woda jest troszkę zimna, bo ma około 17 stopni, ale spokojnie realizuję 1-1,5 h „wiosłowania”.  Czuję, że to wzmacnia ręce, a z czuciem wody ciężko powiedzieć, bo pływam w piance i tak,  jak wspomniałam, woda jest troszkę zimna.

komander

Zobacz też:

Wojciech Łachut: Chcę otworzyć klub triathlonowy w Szklarskiej Porębie

Stawiasz na różnorodność treningów, czy bardziej taką rutynę w treningach?
Treningiem zajmuje się Rafał Medak. Więc trening jest różnorodny, ale i wymagający. Oczywiście lubię powtarzalność, ponieważ pokazuje mi to, czy trening idzie do przodu, ale trener dba o to, żebym się nie nudziła (śmiech).

Jak spędzasz czas wolny poza treningami?
Tak dużo wolnego czasu to ja nie mam (śmiech). Trenuję podobnie jak sprzed czasu pandemii. Chcę być gotowa, kiedy przyjdą starty, jeśli w ogóle będą. Trening został lekko zmodyfikowany, ale godzinowo wychodzi podobnie. Jak już zdarza mi się mieć troszkę więcej wolnego czasu, to oglądam filmy lub zajmuję się pieczeniem lub uczę się hiszpańskiego.

Obecnie w Hiszpanii obowiązują bardzo zaostrzone restrykcje m.in.: można wyjść z psem na 100 metrów od domu, do apteki oraz na zakupy.
Tak w Hiszpanii są bardzo zaostrzone obostrzenia dotyczące pandemii. Przez pierwsze dwa tygodnie mogłam wychodzić z psem na dłuższe spacery, a nawet zdarzało mnie się biegać z nim wcześnie rano w górach. Natomiast po dwóch tygodniach obostrzenia zostały wzmocnione i nakazano wychodzenie z psem tylko na 100 metrów od domu.

Ile razy dziennie starasz się wychodzić na te krótkie spacery z psem?
Wychodzę z Riko 3-4 razy dziennie po około 30 minut. Mieszkam w dość komfortowym miejscu, dokładnie na szczycie górki, gdzie dosłownie około 150 metrów od domu roztaczają się góry. Dlatego mam, gdzie wyjść, aby Riko mógł pobiegać, a ja pobyć na zewnątrz i się dotlenić.

W tej sytuacji rywalizacja odbywa się wirtualnie m.in.: w Wielką Sobotę Jan Frodeno pokonał Ironmana w domowych warunkach. Jakie jest Twoje nastawienie do tego typu pomysłów?
Jan Frodeno pokonał dystans IM w szczytnym celu. Była to bardzo fajna inicjatywa z jego strony. Środki zebrane za oglądalność oraz różne rzeczy, które można było wykupić, zostały przekazane na pomoc szpitalowi w Gironie. Sama podłączyłam się do niego na etapie kolarskim na zwifcie, aby wziąć udział i przejechać parę kilometrów w tym wydarzeniu.

komander

Czytaj także:

Jakub Kimmer: Forma nie zając, życiówki poczekają

Czy takie rozwiązanie w pełni może zastąpić tradycyjny start na zawodach?
Osobiście wolę starty w realu, pewnie jak każdy. Takie wirtualne trenowanie i ściganie bardzo motywuje i to jest na plus w obecnym stanie. Można wejść na całkiem wysokie obroty. Dopiero poznaję ten wirtualny świat. Miałam okazję stanąć na linii startu podczas rozgrywanego wyścigu kolarskiego Gozwift triathlon (dla rankingu PTO), ale niestety dosłownie stanęłam tylko na starcie. Bo w momencie startu zawiesił się komputer i wystartowałam z opóźnieniem, gdzie grupa bardzo dobrych światowych zawodniczek była już 15 sekund przede mną, zanim ja ruszyłam. Prawdziwego ścigania ramię w ramię taki wirtualny świat nie zastąpi, ale w pełni może urozmaicić trening.

Jakie jest Twoje stanowisko wobec losów tegorocznego roku startowego?
Czekam cierpliwie, aż będą starty. Trenuję i przygotowuje się. Mam nadzieję, że sezon startowy nie jest stracony. Natomiast widząc, co się dzieje szczególnie tutaj w Hiszpanii, czy w samej Katalonii albo Gironie, gdzie zachorowalność jest bardzo duża. Mam oczywiście negatywne myśli, ale wtedy wskakuję do mojego basenu z zimną wodą, aby te myśli szybko odgonić! (śmiech)

Jak na ten moment musiałaś skorygować plany startowe?
Planowaliśmy start w marcu w Challenge Salou oraz na Gran Canarii w kwietniu. Te starty się nie odbyły. W czerwcu planowaliśmy IM, ale wątpię, żeby to było możliwe.

Jak obecnie wyglądają cele startowe na ten rok?
Cele startowe się nie zmieniają. Kwalifikacja na Kone dalej jest moim numerem jeden, ale czy o tę kwalifikację uda się powalczyć w tym sezonie, czas pokaże. Jak będzie, tego nikt z nas nie wie. Trzeba być cierpliwym. Ja na razie o tym nie myślę. Skupiam się na tym, co jest tu i teraz oraz co mogę zrobić w obecnej sytuacji, czyli trenować w domu. Mogę utrzymywać formę, wprowadzić do treningu elementy, na które miałam mniej czasu (jak joga i dobre core) i być pozytywnie nastawioną.
Od siebie życzę wszystkim dużo zdrowia. Uważajcie na siebie. Nie narzekajcie, bo las zamknięty (chociaż już jest otwarty) lub  na potrzebę noszenia maseczki. Ja jestem już od 5,5 tygodnia w domu, tak samo, jak reszta bardzo dobrych zawodników, między innymi Jan Frodeno czy Alejandro Valverde i daję radę. Bądźmy rozważni, cierpliwi. Akceptujemy obostrzenia, bo one mają na celu nasze bezpieczeństwo.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button
X