Rozmowa

Edyta i Wojtek Litwiniuk: Uprawiamy turystykę triathlonową (video)

Przyjechali do Gdyni, gdzie ona wystartowała w sprincie, a on wcielił się w rolę suportu. Edyta i Wojtek Litwiniuk zdradzili, co będzie ich głównym startem w sezonie i z czego w triathlonie czerpią największą radość.

Co robicie w Gdyni?
Edyta Litwiniuk:
Przyjechaliśmy zwiedzić okoliczne uliczki podczas sprintu. Wojtek będzie moim suportem.
Wojtek Litwiniuk: Pierwszy raz w życiu będę robić za suport. Już mam dość i powiedziałem Edycie, że nigdy więcej nie przyjeżdżam jako suport (śmiech). To jest mocno stresujące i wyczerpujące.
EL: Woli startować.
WL: Tak, dobrze, że to jest sprint, a nie coś dłuższego, bo bym się zajechał. Dlatego wziąłem rower.

Edyta, dlaczego tylko sprint?
EL:
To taki przerywnik. W zasadzie jestem po roztrenowaniu. Ten sezon zaczęliśmy dosyć wcześnie, bo to był marzec. Będziemy go kończyć w listopadzie, w Abu Dhabi. W międzyczasie mamy jeszcze mistrzostwa świata w Utah. Naprawdę ten sezon jest wyczerpujący oraz długi. Jestem po roztrenowaniu i trener stwierdził, że dobrze byłoby rozpalić nogę na krótszym dystansie.

Wojtek przyznałeś, że masz dosyć bycia suportem, choć zabawa jeszcze się nie zaczęła. Jak to jest wspierać małżonkę, która ma ambitne i trudne starty w tym sezonie?
WL:
Z jednej strony to łatwo, sam startuję, więc wiem, na co trzeba zwracać uwagę. Natomiast to jest inny rodzaj stresu. Tutaj z innej perspektywy to obserwuję.

Edyta już zdradziła plany, a jak to wygląda u Ciebie?
WL:
Dzisiaj nie startuję, bo po Warszawie coś mi tam wraca pod kolanem, taki lekki dyskomfort. Odpuszczam, choć o dziwo na rowerze nic się nie dzieje. Na razie będę trenować na sucho.
EL: Wspomnij, że do Utah nie jedziesz jako suport (śmiech).
WL: No tak, mam slota, więc głównym startem będzie Utah. Szykuję się pod te zawody. Być może odpuszczę najbliższe starty, aby w pełni skupić się nad Utah.

Dobrze, że jest Edyta, bo Ci podpowiedziała, że masz ważny start w tym roku.
WL:
Dokładnie
EL: Tak, bo Wojtek ma bardziej takie miękkie podejście do tematu.

Z jakimi oczekiwaniami i nastawieniem pojedziecie do Utah?
EL:
Staram się zawsze dawać z siebie wszystko w danym momencie. Zobaczymy, co to da. Teraz fajnie zaskoczyła mnie Warszawa, bo udało się zająć trzecie miejsce w kategorii wiekowej. Lubię takie niespodzianki. Chcę dobrze zrobić robotę. Jak wyjdę z wody, to już będzie z górki. Choć ta trasa jest mocno górzysta. Zobaczymy.
WL: Tak, moim założeniem jest po prostu bycie na zawodach. Z tego mam fun, bo jestem wesołym triathlonistą. Miejsca z racji mojego realnego podejścia do treningów i startów jest takie, że jadę na świetną imprezę i tyle. Jedziemy z super ekipą (bratem, bratową i ze znajomymi). Fajnie będziemy tam się bawić. Przy okazji wiadomo jak to przy starcie, wchodzi adrenalina i będziemy chcieli dobrze wystartować.

Z Waszych wypowiedzi wynika, że dobrze bawicie się triathlonem. Dlaczego jeszcze uprawiacie ten sport?
EL:
Powiem tak, bardziej uprawiamy turystykę triathlonową, bo lubimy startować w fajnych i egzotycznych miejscach. Z racji tego, że nasza najmłodsza córeczka ma już cztery lata i jest bardziej samodzielna, czyli mogę ją zostawiać z dziadkami, to możemy sobie pozwolić na trochę więcej. Myślę, że nigdy nie wpadlibyśmy na pomysł pojechania do USA na wycieczkę, bo wiadomo, zawsze są inne wydatki oraz odpowiedzialność dotycząca życia codziennego. Tutaj nadarza się fajna sytuacja, więc korzystamy z tego. Uprawiamy turystykę triathlonową i to nas motywuje, aby startować w fajnych miejscach.

Porozmawialiśmy też z Edytą po starcie gdzie zajęła 11 miejsce OPEN, 3 w AG

Jak sprawdził się suport?
Cudownie, czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że mój kochany ratownik patrzy na mnie z brzegu (śmiech). Jestem zadowolona z tego startu. Trasa trochę wymagająca, uwielbiam płaskie odcinki. Tutaj trzeba było podjechać kilka razy, ale też zjechać, więc na jedno wychodzi.  

Czy pływanie w morzu jest dla Ciebie problemem?
Tak, to jest ogromny problem. Nie czułam tej wody, bo boję się otwartych przestrzeni. Choć jakoś potrafię ustawić się jeden raz na zawody. Więc pływanie jest dla mnie największym wyzwaniem, ale tym razem morze było łaskawe.

Czyli pływanie jest też dla Ciebie wewnętrzną walką?
To jest wychodzenie ze strefy komfortu. Mogę to porównać ze wspinaniem.

Po pływaniu było z górki?
Nie do końca, bo ta trasa jest trochę wymagająca. Płasko było w Warszawie, ale wszyscy mają takie same warunki.

Uśmiechnięta, czyli zadowolona?
Tak, udało mi się dobrze pojechać rower. Myślę, że trener będzie zadowolony. Mogło być trochę lepiej na biegu. Choć więcej bym nie wykręciła, bo mam zabetonowane nogi. Tak powinno być na tym etapie przygotowań.

Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X