Poradnik

Dylemat triathlonisty: kupić czasówkę, czy „szosę”?

Mówi się, że prawidłowa liczba rowerów w domu to n+1, gdzie n to liczba obecnie posiadanych rowerów. Niestety, ilość miejsca w mieszkaniu jest ograniczona, podobnie jak zdolność kredytowa większości triathlonistów.

Stąd często pojawiający się dylemat: kupić rower szosowy, do którego w razie potrzeby zamontujemy lemondkę, czy lepiej od razu zainwestować w “czasówkę”? Idealnie jest mieć zasoby na rower czasowy, szosowy, przełajowy, górski, miejski, gravelowy i jeszcze na fatbike’a. Zwykle trzeba jednak mierzyć siły na zamiary i priorytetyzować sprzętowe zakupy. Częstym dylematem, przed jakim stają zawodnicy rywalizujący w triathlonie, jest kwestia wyboru pomiędzy rowerem szosowym a typowo triathlonowym, czyli czasowym.

Różnice między tymi rowerami dostrzec można na pierwszy rzut oka. Nieco toporniejsza w wyrazie rama czasówki, a przede wszystkim budowa kierownicy nie dają się pomylić z żadnym innym typem jednośladu. Jak łatwo się domyślić, niesie to za sobą zupełnie różne odczucia podczas jazdy “barankiem” i “kozą”.

Dwa różne światy

Szosówkę trudno nazwać rowerem uniwersalnym – chyba że porównujemy ją z rowerem do jazdy na czas. Rower szosowy jest bardzo zwinny i zwrotny, czego nie można powiedzieć o czasówce. “Szosą” ze spokojną głową przejedziemy przez miasto, manewrując między samochodami, a dzięki dogodnemu umiejscowieniu klamek hamulcowych, w razie potrzeby będziemy mogli zatrzymać się niemal w miejscu.

Rower czasowy jest stworzony po to, aby móc przyjąć na nim jedną, niezmienną pozycję, położyć się na lemondce i jechać przed siebie stałym mocnym tempem. Czasówka nie przepada za zrywami, stromymi podjazdami i ostrymi zakrętami. Jej przewaga na płaskich, szybkich trasach jest jednak na tyle odczuwalna, że zawodnicy nigdy nie wahają się przed użyciem roweru tego typu w zawodach serii Ironman. Podaje się różne dane na temat przewagi, którą można uzyskać dzięki zmianie roweru na czasowy na trasie kolarskiej o długości 90, czy 180 kilometrów, jednak jeśli walczymy o podium w kategorii, czasówka jest naszym must have.

Jeden do wszystkiego

Na rowerze szosowym wystartujemy zarówno w zawodach kolarskich, jak i w obydwu formułach triathlonu – z draftingiem i bez niego. Rower triathlonowy nadaje się tylko do zawodów ostatniego typu. Możemy ewentualnie wziąć także udział w typowo kolarskiej indywidualnej jeździe na czas, pod warunkiem, że nasza maszyna spełnia wymogi UCI (Międzynarodowej Unii Kolarskiej) – a nie jest to wcale powiedziane. Do startów kolarskich dopuszcza się rowery spełniające szereg wymagań, które nie zawsze pokrywają się z inwencją producentów rowerów typowo triathlonowych. Warto wziąć to pod uwagę podczas rowerowych zakupów.

Dwa w jednym?

Wielu zawodników, zwłaszcza początkujących, ściga się na szosówce z dodatkowo zamontowaną przystawką do jazdy na czas. Taki manewr – łącznie z przesunięciem siodła do przodu – pozwala na ustawienie pozycji przypominającej czasową. Nie można jednak oczekiwać, że rower szosowy w stu procentach odzwierciedli nam to, co możemy uzyskać na czasówce. Nieco inna geometria ramy i różnice w kątach między nogą kolarza a napędem robią wyraźną różnicę. Potwierdzi to każdy, kto z roweru szosowego przesiadł się na czasowy. Gdy ścigamy się na czasówce, po wybiegnięciu ze strefy T2 nogi sprawiają wrażenie zupełnie innych i o wiele mniej zmęczonych niż wtedy, gdy część kolarską pokonujemy na rowerze szosowym. To kolejny argument przemawiający za zakupem roweru do jazdy na czas.

Kompromis albo wynik

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, który rower powinniśmy wybrać dla siebie. Jeśli naszym priorytetem jest wynik sportowy, zamierzamy ścigać się tylko w zawodach bez draftingu, a większość treningu planujemy wykonać na trenażerze, wówczas sprawa jest prosta: rower czasowy sprawdzi się idealnie. Z kolei, jeżeli ekscytuje nas myśl o dynamicznym wyścigu z dozwoloną jazdą na kole, chcemy trenować w grupie i dużo poruszamy się w ruchu ulicznym, wybierzmy szosówkę. Cała reszta musi szukać złotego środka, a drugi z rowerów wpisać na listę życzeń od świętego Mikołaja…

I’M Inspiration

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X