Wiadomości

Dwoje triathlonistów zginęło w Tatrach

Lawina w Tatrach na Słowacji porwała w sobotę troje polskich skialpinistów. Tylko jedna osoba przeżyła.

-Troje skialpinistów w Tatrach najprawdopodobniej przez ograniczoną widoczność omyłkowo zjechali do żlebu na stronę Słowacką, gdzie było dużo nawianego śniegu i przez to wywołali lawinę – mówi Grzegorz Kubicki, ratownik TOPR. – Lawina zniosła ich prawie tysiąc metrów w dół, na dno Doliny Cichej.

Jednemu mężczyźnie udało się wydostać spod śniegu. Próbował wezwać pomoc. Niestety, miał problemy z łącznością. Dopiero jak dotarł do schroniska na Hali Kondratowej, po polskiej stronie Tatr, poinformował o wypadku.

Próbował odnaleźć towarzyszy

Troje młodych skialpinistów postanowiło w sobotę zjechać z Kopy Kondrackiej w Tatrach. Wyszli z Doliny Małej Łąki, zabłądzili jednak we mgle i zjechali na słowacką stronę gór. Około godziny 13 zeszła lawina, która porwała Polaków. Jeden z nich zdołał się wydostać spod śniegu. Bezskutecznie próbował odnaleźć towarzyszy za pomocą detektora.

Przez całą noc 13 ratowników słowackich poszukiwało zaginionych. Niestety, kiedy ich odnaleźli pod śniegiem, już nie żyli.

Jak się dowiedzieliśmy kobieta i mężczyzna, którzy zginęli to triathloniści z południa Polski: Małgorzata i Krzysztof.

Wspomnienie Krzysztofa

A tak Krzysztofa wspomina jego Przyjaciel Marcin Tomczak, który zamieścił na FB wpis i wyraził także zgodę na publikację go na łamach TriathlonLife.pl:

Kris, w piątek lecimy na kanary do Piotra Bielińskiego, prawda?Przecież już oboje nie możemy się doczekać wspólnego 🚴‍♂️🚴‍♂️☀️ Co tam covid, lockdown, nie z takimi przeszkodami sobie radziliśmy.Umówieni to umówieni. Sharp. Jak zawsze. Na pewno będziesz. Bilety kupione.…

***

Wczoraj straciłem pół swojej sportowej duszy. Przykryła ją lawina. Odszedł człowiek – przyjaciel – z którym widywałem się po pracy prawie codziennie. Bieg, rower, basen, wspólne rozmowy, kolacje. Moja Ira, mówiła na niego Krystyna, bo był dla mnie jak kochanka. Jest mi ciężko na maksa i ryczę jak bóbr, ale kit ze mną.

Kris żył na petardzie. I tak odszedł.W swoim stylu. Po bandzie, na adrenalinie. Tak miało być.

Pozytywne ADHD było jego domeną. Wiecie o tym, bo go znacie. Miał tyle energii, że każdy z nas nie nadążał za nim.

Jak był w formie, miałem przerąbane, ale nie tylko ja.

Pozytywnie nakręcał, cisnął, pchał do przodu, łączył ludzi, kochał życie i sport. Lubił się sponiewierać. Żył nie na 90 lub 100%. Żył na 200%.

Pod każdym względem. Prywatnie, sportowo i zawodowo.

I teraz Cię proszę…

Stary, obiecaj mi, że jeszcze się pościgamy.

Jeden wyścig, na Twoich warunkach. Będzie tak jak lubisz, czyli tak, żeby bolało.

Do zobaczenia! Będę sharp.

Twój mocny Marcin.

***

Składamy wyrazy współczucia najbliższym i ich przyjaciołom, kolegom i koleżankom.

Marcin Dybuk
Foto horska grupa ratownicza

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
X