Rozmowa

Dwóch triathlonistów na starcie jednego z najtrudniejszych wyścigów bikepackingowych

Już za trzy tygodnie Jakub Kubiński oraz Marek Barczewski wystartują w Silk Road Mountain Race, w Kirgistanie. Podzielili się wrażeniami przed startem. Jakub wrócił też na chwilę do Enea Bydgoszcz Triathlon, które współorganizuje. 

Jakub, kilka dni temu odbyła się kolejna edycja Enea Bydgoszcz Triathlon. Jak oceniasz tegoroczne zawody jako organizator?
Jakub Kubiński: Jestem bardzo zadowolony, zwłaszcza z atmosfery, która towarzyszyła zawodom przez cały weekend. Myślę, że każda z osób zaangażowanych w stworzenie tego klimatu może być z siebie dumna! Zawodnicy, wolontariusze, nasi współpracownicy – wszyscy zrobiliśmy naprawdę świetną robotę i jako organizator nie mogę się już doczekać kolejnej edycji w 2023 roku.

Czy frekwencja zawodników oraz dopingujących kibiców była dla Was zadowalająca?
JK: Bardzo! Mieliśmy, delikatnie mówiąc, pogodę nie do końca sprzyjającą kibicowaniu. Często padało, co zazwyczaj jest skutecznym argumentem do zostania w domu. Kibice i rodziny zawodników zrobili mega robotę! Odnośnie uczestników również widzimy „powrót do normalności” – znacznie zmniejszył się odsetek zapisanych, a nie startujących. Cieszy mnie to, że zawodnicy „dowożą” cele mimo różnych sytuacji losowych. My skupiamy się na podtrzymywaniu motywacji do startu od momentu podjęcia decyzji o zapisie aż do samego startu.

Jakie wnioski wyciągnęliście po tegorocznej odsłonie Enea Bydgoszcz Triathlon?
JK: Mamy pełen arkusz wniosków i sugestii, które zbieramy „na gorąco” w trakcie zawodów, ale czekają one jeszcze na opracowanie i omówienie. Podobnie jest z ankietami wśród zawodników, które wysyłamy mailowo. Cały czas czekamy na sugestie i feedback po zawodach w specjalnym badaniu, które przeprowadzamy co roku wspólnie z wyspecjalizowanym zespołem badaczy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pod kierownictwem dr Mateusza Tomanka.

Już za cztery tygodnie razem z Markiem Barczewskim w dalekim Kirgistanie zmierzycie się z jednym z najtrudniejszym wyścigiem bikepackingowym: Silk Road Mountain Race. Skąd pomysł na takie wyzwanie?
JK: Marek jest bardzo doświadczonym bikepackerem. Ma w nogach dziesiątki (jeśli nie setki) dni przejechanych po wielu krajach w Europie i Afryce. Razem przejechaliśmy Jordanię, Palestynę i Izrael, wspólnie ścigaliśmy się też w Baltic Bike Challenge (wyścig wzdłuż całego wybrzeża, od Świnoujścia, przez Hel, aż do Krynicy Morskiej). Pewnego dnia wysłał mi 3-minutowy film z zajawką nowego wyzwania, Silk Road Race. Widoki na filmie wystarczyły do podjęcia decyzji o starcie w dosyć abstrakcyjnym wyścigu z punktu widzenia triathlonisty-sprintera. Co roku trasa zawodów się zmienia. W 2022 roku do pokonania jest 1900 km i 37 000 m przewyższeń. Całość offroad, w konwencji samowystarczalności, czyli musimy mieć ze sobą cały sprzęt, prowiant i ekwipunek na cały czas trwania wyścigu. Wyzwaniem są nie tylko odległości, ale też trudne warunki: przełęcze o wysokości ponad 4200m n.p.m. oraz amplitudy temperatur (odczuwalne od +30 na nizinach do – 30 na szczytach w nocy). Naszym celem nie jest dojechać jak najszybciej, ale cieszyć się przepięknymi widokami i wyzwaniami, które spotkają nas po drodze. Zobaczymy, jaki osiągniemy rezultat.

Jak przebiegają przygotowania logistyczne do tego wyzwania?
JK: Dużo czytamy, zwłaszcza wpisów i blogów uczestników poprzednich edycji SRMR. Rozmawiamy też i jeździmy z bardziej doświadczonymi zawodnikami, testując przy okazji sprzęt oraz wymyślone przez nas „patenty”. Doskonałym testem był wyścig wzdłuż wybrzeża, czyli 700km przejechane prawie non stop w mniej niż dwie doby. Na pewno trzeba przetestować organizm i przyzwyczaić się do długich godzin spędzonych w siodle na rowerze mocno odbiegającym gabarytami i wagą od czasówki.
Marek Barczewski: Najważniejsze kwestie takie jak sprzęt oraz bilety lotnicze mamy już praktycznie dopięte. Pozostaje tylko przetestować cały ekwipunek, spakować się i ruszać w drogę. Przede wszystkim trzeba dużo jeździć i znaleźć wygodną pozycję na rowerze. To podstawa. Ważne jest też odpowiednie wyposażenie. Warto wcześniej przetestować cały sprzęt, aby nic nie zawiodło w czasie wyścigu. 

Co jest najważniejsze przy podejmowaniu się tego wymagającego wyścigu?
JK: Jeszcze nie wiem, ale z chęcią podzielę się wrażeniami po starcie. Na pewno determinacja, żeby przejść od fazy pomysłu, przez czasochłonną weryfikację zgłoszenia, treningów i kompletowania sprzętu. Same „zawody” to już zwieńczenie drogi, którą jest przygotowanie do startu.

MB: Myślę, że przygotowanie logistyczne, mocna głowa i szczęście są równie ważne co przygotowanie fizyczne. Pierwszą edycję SRMR ukończyło zaledwie 30% uczestników. Większość wyeliminowały defekty sprzętu, kontuzje, choroby układu pokarmowego lub złe przygotowanie logistyczne. W Kirgistanie nie będzie sklepów na każdym kroku, w których będziemy mogli zakupić wodę lub jedzenie. Trzeba być przygotowanym na takie sytuacje.

Co będzie najbardziej wymagające dla Was przy tym wyścigu?
JK: Prawdopodobnie wszystkie kwestie, które zaskoczą nas w trakcie, a których nie przewidzieliśmy lub nie możemy być na nie przygotowani. Kilka dni w siodle odciska (dosłownie i w przenośni) piętno na uczestnikach. Dlatego trzeba racjonalnie podchodzić do dziennego dystansu. Ważne jest regularne jedzenie i picie: mamy sprawdzony system: co 5 minut picie, co kwadrans przekąska. Osobiście najbardziej ciekawi mnie reakcja organizmu na wysiłek na dużej wysokości, gdzie ilość tlenu w powietrzu jest już odczuwalnie mniejsza. Właśnie w tym celu lecimy do Kirgistanu 10 dni wcześniej, aby się stopniowo aklimatyzować do wysokości i lokalnego jedzenia oraz ciastek. Bo wiadomo, że w trakcie wyścigu ciastka są najważniejsze!


MB: Najbardziej boję się pogody. Poprzednie edycje nie rozpieszczały uczestników. Burza w górach to nie żarty, a w górach będziemy praktycznie przez cały czas. Ponadto deszcz, czy śnieżyca także mogą pokrzyżować nam plany. Kolejnym wyzwaniem może być duża wysokość. Bywałem już w okolicach 4000m n.p.m  w Azji, czy Afryce. Zawsze znosiłem to całkiem nieźle, ale nie wiadomo, jak będzie tym razem. Właśnie dlatego lecimy wcześniej, aby się w miarę możliwości przyzwyczaić do wysiłku na dużych wysokościach.

Przy takim wyzwaniu ważniejsze są przygotowania czysto sportowe, czy logistyczne? Bo będziecie zdani sami na siebie bez wsparcia żadnego suportu.
JK: Musimy być samowystarczalni, więc logistyka jest kluczem. Co prawda możemy korzystać ze sklepów, ale pojawiają się one na trasie w tak dużych odstępach, że musimy być przygotowani na kilka dni bez dostępu do „świeżego” jedzenia. Teoretycznie łatwiej jest z wodą, którą można uzupełnić w rzekach lub studniach, ale ona za każdym razem wymaga uzdatniania specjalnymi tabletkami. Ten proces trochę trwa, także nie można wyzerować zapasów. Oczywiście jechanie takiego wyścigu bez jakiegokolwiek przygotowania fizycznego jest szaleństwem. Dlatego w tym sezonie skupiliśmy się na większym kilometrażu rowerowym w ostatnich miesiącach.
MB: Dystans do pokonania, ilość przewyższeń i limit czasu sprawiają, że ten wyścig trzeba faktycznie potraktować jako wyścig, a nie wyprawę rowerową. Dobre przygotowanie fizyczne jest ważne, ale są też inne istotne czynniki, które składają się na sukces. W triathlonie byśmy nawet nie wzięli pod uwagę, że odciski lub zbyt ciasne buty mogą nas wyeliminować z dalszej rywalizacji. Trzeba będzie też uważać na jedzenie, bo jazda z zatruciem pokarmowym nie należy do przyjemnych. Przeżyłem to już w Armenii (śmiech).

Czy już przeglądaliście przebieg trasy oraz planowaną prognozę pogody na czas wyścigu?
KK: Oczywiście, było to warunkiem zdania testu, który musieliśmy wypełnić podczas czasochłonnego procesu zgłaszania się. Logistyka na miejscu jest ważna, zwłaszcza jeżeli miejsca z dostępem do wody dzielą godziny jazdy w górzystym terenie. Zawsze trzeba mieć ze sobą żelazny zapas, ale mądre zaplanowanie przerw i miejsc uzupełniania wody lub jedzenia jest kluczem w utrzymaniu dobrego tempa i przede wszystkim bezpiecznego przebiegu wyprawy. Pogoda jest dużą niewiadomą i ciężko ją przewidzieć. Dzisiaj w Osh (miejscu startu) jest 40 stopni, ale na przełęczy Jiptik (4200m n.p.m.) będzie dziś w nocy około pięciu stopni. Często zmieniające się warunki wymuszają przygotowanie ubrań na każde warunki.
MB: Trasa w porównaniu do poprzedniej edycji wydłuży się o 100 km oraz będzie mieć znacznie więcej przewyższeń, bo zamiast 27 km będzie do pokonania aż 37km. Jak tylko pojawi się Racebook, to z pewnością zaczniemy intensywne planowanie. Nie sprawdzałem pogody, bo z takim wyprzedzeniem nie ma sensu. Będziemy sprawdzać, będąc już na miejscu i jeśli to będzie możliwe, to reagować na bieżąco.

Czy to będzie największe wyzwanie w Waszych dotychczasowych przygodach ze sportem?
JK: Myślę, że tak: ze względu na czas trwania wysiłku oraz potencjalnie ekstremalne okoliczności przyrody. Przygotowanie fizyczne to jedno, ale w przypadku tego wyzwania sfera mentalna jest kluczem. Dużym ułatwieniem jest to, że nie da się zejść z trasy w połowie wyścigu. W przypadku awarii lub kryzysu trzeba dojechać co najmniej do jednego z trzech punktów kontrolnych.
MB: Zdecydowanie tak. Myślę, że nie da się tego porównać do żadnego wyzwania, z którym mierzyłem się w przeszłości.

W przyszłości jesteście otwarci na podobne wyzwania?
JK: Oczywiście, chociaż pewnie inaczej będę mówił chwilę po zakończeniu wyścigu. Mam nadzieję, że na mecie (śmiech).
MB: No jasne, ale z pewnością nie będę podchodzić poważnie do tego typu wyścigów i nie chcę walczyć o najwyższe miejsca. Z jednej strony szkoda czasu na długie treningi, a z drugiej to ma być po prostu niezapomniana przygoda.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X