Rozmowa

Dla niego Hawaje są 13 startem na pełnym dystansie

#polskieHAWAJE W tym roku mija 10 lat od debiutu Tomka Sochy w triathlonie. Już za kilkanaście dni wystartuje na Hawajach. To będzie dla niego drugi start w tych zawodach.

Jak wyglądają ostatnie przygotowania do wyjazdu na Hawaje?
Ten sezon mimo, że startów jest niedużo, to jest całkiem intensywny, bo zacząłem go od mistrzostw świata Ironmana w St.Gorge w maju (te zaległe za 2021 rok). Nigdy tak wcześnie nie startowałem na pełnym dystansie. Wiosenne przygotowania dały mi już nieźle w kość. Potem trochę startów „towarzyskich” na połówce i ćwiartce wplecione właśnie w przygotowania pod Hawaje. Ale generalnie przygotowania idą własnym tokiem. Wiadomo, trzeba w odpowiednim czasie wyrobić dużo godzin treningowych, zostały tylko dwa tygodnie ciężkiej pracy i będę odpoczywał (aktywnie). Ten rok jest ostatnim w mojej kategorii i muszę przyznać (bez nadmiernej kokieterii), że wszystko mnie znacznie dużo więcej kosztuje, a regeneracja jest znacznie dłuższa.

Czy na kilka tygodni przed zawodami bardziej skupiasz się na logistyce, czy jeszcze coś szlifujesz skrupulatnie na treningach?
Logistyka na Hawaje jest teraz znacznie trudniejsza niż zdobycie slota. Wiadomo ceny wystrzeliły, a i zawodników z kumulacji kilku lat jest prawie dwa razy więcej, ale to mam już opanowane (zresztą poszło szybko). Koncentruję się na przygotowaniach. Nie ma jakiś zbędnych szaleństw, sprawdzone rozwiązania są najlepsze (byleby je zrobić, bo nie są też najłatwiejsze). Współpracuję z Tomkiem Kowalskim z Trinergy od wielu lat, a kto jak kto, on się na tym zna.

Z jakim nastawieniem polecisz na Hawaje?
To będą już trzecie moje mistrzostwa świata na pełnym dystansie, z czego drugie na Hawajach. Każde są inne: pierwsze, jako debiutant w tym miejscu trochę nieśmiało, można powiedzieć uczyłem się nowej rzeczywistości. W tym roku w Utah dostałem strasznie „po tyłku”, start był znacznie trudniejszy niż ten na Hawajach. Chcę zrobić dobry start. Raczej będę się ścigał i walczył z samym sobą niż konkurencją, bo generalnie wychodzę z założenia, że wszystko zależy ode mnie. Na to, co zrobią przeciwnicy, nie mam wpływu. W moim przypadku, znajomość miejsca ma duże znaczenie. Więc liczę, że nie będę już taki spięty jak za pierwszym razem. Najbardziej się cieszę, że leci tam tak duża grupa Polaków, masa znajomych. Na pewno oprócz rywalizacji będzie tam tętnić sportowe życie towarzyskie.

Wystartowałeś na Hawajach w 2018 roku. Jak wspomnienia?
Bardzo pozytywne, dlatego chciałem wrócić jeszcze raz. Zresztą jak ktoś ma ochotę sobie poczytać, jak to wyglądało w 2018 roku przed i w trakcie zawodów, może sobie odnaleźć moje wpisy na blogu, gdzie opisuję wszystkie moje starty (tom2soc.wordperss.com). Uwielbiam nowe doświadczenia, wychodzenie ze strefy komfortu, bo tylko to może nas rozwijać i nauczyć czegoś nowego. A takim był właśnie wyjazd w 2018 roku, żaden opis, relacja nie są w stanie oddać tego, co się zobaczy i przeżyje. Wprawdzie mam już też wyrobione zdanie na temat komercjalizacji samych imprez pod egidą Ironmana, ale do tej pory nikt nie wymyślił niczego lepszego.

Czy tamto doświadczenie może zaprocentować w tym roku?
Zdecydowanie, zwłaszcza że jestem typem, jak to mówią moje dzieci „peniacza”, o wszystko się martwię i denerwuję, jak nie spinają się drobiazgi. Samo wieloletnie doświadczenie startowe, ale też to, że tam jadę kolejny raz powinno znacząco pomóc.

Jesteś znany ze startów na Ironmanie. Który to już będzie start na tym dystansie w Twojej dotychczasowej przygodzie z tym sportem?
W tym roku dokładnie minęło 10 lat, kiedy pierwszy raz wystartowałem w triathlonie (debiutowałem w Suszu na dystansie 1/2IM). Hawaje w październiku będą moim trzynastym startem na pełnym dystansie, ale żeby było jasne, nie kompletuję liczby startów, chociaż mimo że jestem coraz starszy i jak wspominałem nie jest łatwiej, mam zamiar w tym sporcie jeszcze trochę pobyć. Jeśli chce się robić coś długofalowo, warto do tego podchodzić racjonalnie, co by się szybko nie wypalić.

Co byś doradził innym, którzy mają mniejsze doświadczenie i jadą na Hawaje, jakich unikać błędów?
Och… jest ich cała masa. Przede wszystkim warto być bardzo dobrze przygotowanym, ale myślę, że Ci, co lecą, o tym wiedzą. Moim zdaniem kluczowe jest to, aby właściwie rozłożyć siły w stosunku do możliwości. Pełny dystans to bardzo dużo czasu, prawdziwy wyścig rozpoczyna się dopiero gdzieś na 20 km biegu, szczególnie w tak trudnych warunkach. Dlatego warto mieć plan (najlepiej też zapasowy, a nawet dwa) i go z konsekwencją realizować. To będzie naprawdę bardzo długi dzień.

Tomek Socha

Ile czasu planujesz sobie dać na aklimatyzację przed tymi zawodami?
W 2018 roku było to zaledwie kilka dni przed startem. Przyznam się, że nie udało się całkowicie zaadoptować do warunków. Tym razem będę prawie dwa tygodnie, czy to pomoże… Zobaczymy, bardziej doświadczeni mówią, że zdecydowanie tak.

Jak ważna jest odpowiednia aklimatyzacja przed takim trudnym startem, jakim są Hawaje?
Chyba aż takim ekspertem nie jestem, aby się autorytatywnie o tym wypowiadać, ale wiem, że każde drobiazgi rzutują i na nich warto się skupić. Warto odpowiednio wcześnie przyjechać (sama podróż jest już wyzwaniem i trzeba po niej odpocząć), na miejscu dużo nie szaleć (raczej treningi na podtrzymanie, niż budowanie formy, rozsądne zwiedzanie i jednak ograniczone przebywanie w takich upałach). Trzeba odpowiednio jeść i dużo pić.

Czy pod kątem logistycznym wszystko jest dopięte na ostatni guzik?
Tak, na papierze wszystko wygląda, że jest ogarnięte. Mam nadzieję, że w rzeczywistości będzie tak samo. Chociaż cały czas mam w głowie, że ostatnie lata były dość dynamiczne.

Czego Ci życzyć w nadchodzących tygodniach?
Przetrwania ostatnich treningów i ich realizacji zgodnie z założeniami w dobrym zdrowiu, a sam start to pewnie będzie już przyjemność (wątpliwa, zwłaszcza w końcówce, ale przyjemność).

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X