Rozmowa

Debiut na Hawajach okazją do cennego doświadczenia

#polskieHAWAJE Już za kilka tygodni zadebiutuje na kultowych zawodach, na Hawajach, po wywalczeniu slota w Estonii, w zeszłym roku. Piotr Ciemielewski obecnie skupia się na przygotowaniach do tego startu.

Już coraz bardziej zbliżają się kultowe zawody na Hawajach. Jak u Ciebie z treningami?
Wszystko idzie zgodnie z planem. W połowie lipca zakończyłem pierwszą część sezonu i po krótkim roztrenowaniu ruszyłem pełną parą z przygotowaniami pod Hawaje. Spodziewam się że najbliższe weekendy spędzę na długich jednostkach na rowerze i biegu. Trzymam kciuki, żeby lato było długie i ciepłe. We wrześniu to już pewnie trener zaleci przenieść się z trenażerem do sauny, żeby zacząć adoptować się do tropikalnej pogody (żart). Oczywiście zapraszam do śledzenia moich przygotowań i samego startu na Instagramie.

Na jakich zawodach udało się wywalczyć slota na Konę?
Zdobyłem slota w Tallinie w Estonii w zeszłym roku (sierpień 2021). To był mój start sezonu i zarazem drugi start na pełnym dystansie. Cel: sub10! Jak się okazało, byłem przygotowany z nawiązką. Te zawody zapamiętam do końca życia. Delikatnie mówiąc, nie były to moje ulubione warunki pogodowe. Deszcz od startu do mety, silny wiatr w porywach do 50km/h i 17C, ale na to wpływu nie mamy. Ostatecznie zawody zakończyłem z czasem 9:40:46, z czego byłem bardziej niż szczęśliwy i to wystarczyło na zdobycie slota. Pomimo niepewnej sytuacji z covidem i wjazdem na teren USA w zeszłym roku, decyzja mogła być tylko jedna. Ryzykujemy i lecimy! Jak się później okazało, zawody zostały przełożone na ten rok.

Czy tegoroczny start będzie debiutem na tej historycznej imprezie?
Tak. Na pewno będzie to niezapomniane doświadczenie.

Z jakim nastawieniem pojedziesz na Hawaje?
Jadę z nastawieniem, że nic nie muszę. To jest dla mnie fantastyczna nagroda za wiele lat systematycznej i ciężkiej pracy. Wiem, że jak stanę na linii startu, to będę świetnie przygotowany. Dam z siebie 101 procent, ale unikam budowania dodatkowej presji.

Przygotowujesz się pod Hawaje tylko od strony treningowej, czy próbujesz czerpać jak najwięcej informacji o zawodach, trasie, czy panujących tam warunkach?
Skupiam się głównie na tym, aby dobrze wykonać pracę, którą trener dla mnie zaplanował i znaleźć czas na odpowiednią regenerację. Wiem, że to będzie klucz, jak zaczniemy zwiększać objętość. Choć na Kona będę pierwszy raz, to słyszałem że warunki są bardzo specyficzne. Na pewno skupię się też na tym aspekcie, zarówno budując pewność siebie jak i przygotowując odpowiednio sprzęt.

Z których źródeł czerpiesz informacje względem tych zawodów?
Głównie YouTube, artykuły, ale także rozmowy ze znajomymi.

Ile planujesz jeszcze startów przed Hawajami?
Tylko jeden, połówka na Triathlon Energy w Chełmży. To jest dla mnie start obowiązkowy, bo można powiedzieć, że są to zawody domowe dla mojego klubu TMT (Toruń Multisport Team). Jest tu jezioro, w którym często pływam OW i są dobrze mi znane trasy rowerowe. No i co najważniejsze, przed startem mogę wyspać się we własnym łóżku. Taki luksus nie zdąża się często.

Jak oceniasz dotychczasowe starty w tym sezonie?
Bardzo się cieszę, że covid pomału przechodzi do historii i możemy ścigać się bez ograniczeń. Ten rok zacząłem od nieudanego startu w Czempiniu na mistrzostwach Polski w duathlonie, gdzie z powodów zatrucia pokarmowego musiałem pierwszy raz w życiu zejść z trasy. Bardzo to przeżyłem, bo byłem w dobrej dyspozycji. Tak bywa w sporcie, trzeba się podnieść i robić swoje. Z biegiem sezonu było już tylko lepiej. Najbardziej cieszę się ze startu w Elblągu na 1/2, gdzie wszystko zagrało idealnie i mogłem pokazać na co mnie stać. Szybki rower, jeszcze lepsze bieganie i meta z czasem 4:14.

Czy masz określone oczekiwania względem startu na Hawajach?
To będzie mój pierwszy start na MŚ na Hawajach i na pewno okazja do zdobycia kolejnego, cennego doświadczenia. Jadę z nastawieniem dobrej zabawy, ale to nie wyklucza, że będę dobrze przygotowany i dam z siebie 101%. Jak w grę wchodzi rywalizacja, to nie potrafię startować tylko na 100% (śmiech).

W jakich okolicznościach trafiłeś do triathlonu?
Od zawsze byłem związany ze sportem i najbardziej w nim cenię, że dzięki systematycznej pracy, mogę stawać się coraz lepszy i osiągać cele, które wcześniej budziły mój podziw. Tak zrodził się też pomysł na triathlon. To był czas, kiedy po ponad 10 latach uprawiania wspinaczki sportowej potrzebowałem zmiany, czegoś nowego, kolejnego wyzwania. Wtedy pojawił się Ironman. Coś, co było dla mnie niewyobrażalne i nieosiągalne, a tym samym tak pociągające.

Jak wyglądały początki w tym sporcie?
To była ekscytacja. Planowanie kolejnych startów na coraz dłuższym dystansie, poznawanie własnych możliwości. To była też droga, która jest świetną przygodą mojego życia.

Jak wspominasz triathlonowy debiut?
Chęć do rywalizacji, serce do walki i na koniec duma z osiągniętego celu – tak właśnie pamiętam start w Mrągowie 8 lat temu na popularnej ćwiartce. Teraz trochę się z tego śmieje, jednak wtedy to było dla mnie duże wydarzenie i stres. Cała logistyka związana z zawodami, nie mogłem w nocy spać (śmiech). Pływanie żabką w za dużej, pożyczonej od kolegi piance. Jazda na kupionej miesiąc wcześniej szosie. Przebieranie się w strefie zmian. Dodam, że wcześniej nigdy w życiu nie przebiegłem 10km. To są miłe wspomnienia.

Z czym na początku miałeś najwięcej problemów w triathlonie?
Mądre podejście do treningu. Głowa chciała szybko, a ciało potrzebowało czasu. Towarzyszyło mi podejście, rodem z filmu Rocky – jak po treningu wiesz, jak masz na imię, to znaczy, że trenowałeś za słabo (śmiech). Znalezienie odpowiedniego balansu, tego złotego środka, pomiędzy bezwzględnym parciem do celu, więcej i mocniej, a zdrowym rozsądkiem – to okazało się dla mnie największym wyzwaniem. Niestety kosztowało mnie to wiele kontuzji, przerw i czasu na samodzielne wyciąganie wniosków. Dopiero 4 lata temu, systematyczne podejście do treningu oparte o książki, a potem współpracę z trenerem pozwoliło mi zacząć rozwijać się na optymalnym poziomie. Impulsem do tej zmiany było zapisanie się na pierwszego IM w Nicei w 2019r.

Pod czyim okiem trenujesz?
Od 7 lat należę do klubu TMT (Toruń Multisport Team), spotykamy się wspólnie między innymi na treningach pływackich. Od dwóch lat indywidualnie prowadzi mnie Łukasz Kalaszczyński. Teraz mogę powiedzieć, że nawiązanie tej współpracy to była świetna decyzja.

Jak układa się dotychczasowa współpraca?
Jestem bardzo zadowolony z rezultatów, które osiągam dzięki naszej współpracy. Szczególnie cieszę się z mojego biegania, ale pod okiem Łukasza nie może być inaczej. Mam przekonanie, że pracujemy na tyle ciężko, aby wykorzystać w pełni mój potencjał, ale też na tyle rozważnie, żeby unikać kontuzji. Oprócz samych treningów regularnie korzystam z doświadczenia Łukasza, np. w opracowaniu strategii startowych, temacie doboru sprzętu.

Czym zafascynował Cię triathlon?
Pełny dystans był dla mnie czymś niewyobrażalnym do osiągnięcia i to mnie tak fascynowało. Potem oczywiście pojawiła się też rywalizacja na krótszych dystansach i już było po mnie. Uwielbiam triathlon za różnorodność, jak mam dosyć liczenia kafelek na dnie basenu, to  mogę czerpać radość z roweru i biegania. W trakcie treningów męczę się fizycznie, ale ładuję baterie umysłowo i emocjonalnie.

Jaki był dla Ciebie najbardziej wymagający start do tej pory?
Trudne pytanie. Z perspektywy czasu to obydwa starty na pełnym dystansie. Nicea – rower po górach i upały na biegu. Kilka dni wcześniej odnotowano rekordowe temperatury we Francji. Bieganie dzieliłem na odcinki od bufetu do bufetu. Pomimo dobrego przygotowania, ostatnie kilometry biegu przeplatałem z marszem, bo czułem że mogę odpłynąć.

Tallin – deszcz i zimno, coś na co zupełnie nie jestem odporny. Na rowerze stoczyłem prawdziwą walkę. Trząsłem się z zimna. Trudno w takich warunkach rywalizować, ale poddanie się nie wchodziło w grę. Rozgrzałem się dopiero po 10km biegu. Zobaczymy, co zaserwują mi Hawaje. Wiem, że każdy z tych startów dostarczył mi niesamowitą dawkę pozytywnych emocji.

Jaką masz receptę na łączenie treningów z obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi?
Kluczem jest dobra organizacja czasu i żelazna konsekwencja. Mam to szczęście, że moja Kasia jest bardzo wspierająca i wyrozumiała. Dzięki temu ten napięty plan dnia ma szansę działać. Od czasu pandemii pracuję też zdalnie. To znacznie ułatwia połączenie pracy ze sportem. Pomimo tego zawsze znajdzie się też czas na randkę, długi spacer z psem, czy wyjście ze znajomymi do restauracji.

Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcasz na treningi?
Czysty trening to zazwyczaj 10-15h tygodniowo podzielonych na 9-10 jednostek. Nie licząc wszystkiego dookoła: rozciągania, rolowania, wizyt u fizjo, masażu itd. Triathlon to czarna dziura pod tym względem. Zawsze jest coś, co można jeszcze dołożyć, zrobić lepiej, aby być szybszym. Staram się trzymać zdrowy rozsądek i skupiać się na tym, co daje mi wymierne korzyści.

W czym odnajdujesz motywację do dalszych treningów i startów?
Moją największą motywacją jest stałe podnoszenie poziomu – stawanie się coraz lepszym i możliwość rywalizowania z mocniejszymi zawodnikami. Triathlon daje mi dużo więcej: dobre samopoczucie, zdrowie i sprawność, ale w moim przypadku to są tylko przyjemne dodatki. To rywalizacja mnie napędza – z sobą i z innymi.

Co byś poradził innym amatorom, którzy mają problem z łączeniem obowiązków ze sportem?
Zwolnić się z pracy, kupić nowy rower i wyjechać w Bieszczady (śmiech). A na poważnie to uważam, że nie ma jednej złotej rady i każdy musi znaleźć własną drogę. Warto szukać i próbować nowych sposobów, jeżeli coś nam nie działa. Dla mnie sprawdza się chociażby planowanie następnego dnia i przygotowanie wieczorem wszystkiego na poranny trening. Dobra organizacja, umiejętność planowania i żelazna konsekwencja to podstawa.

Jakie masz marzenia związane z triathlonem?
Chciałbym móc dalej się rozwijać i pewnego dnia rywalizować z najlepszymi w Polsce. Wierzę, że cała reszta przyjdzie wtedy w pakiecie.

Sponsorem Łukasza Kalaszczyńskiego jest firma AMZ – producent najwyższej jakości kołder i poduszek w 100% szytych w Polsce, od 30 lat dbający o dobry wypoczynek w ponad 15 krajach na całym świecie. Aktywny partner sportowców oraz młodych kadrowiczów Polskiego Związku Triathlonu. Zobacz produkty stworzone z myślą o regeneracji triathlonistów.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X