Rozmowa

Darek Kowalski: Żałuję, że nie zaryzykowałem

Dwadzieścia lat w triathlonie. Mało kto może pochwalić się takim stażem. Darek Kowalski po dość zaskakującym przerwaniu kariery zawodniczej zabrał się za trenerkę. Sprawdziliśmy co słuchać u doświadczonego pasjonaty triathlonu.

Jak zaczęła się przygoda z triathlonem?
Jak to często bywa trochę z przypadku, lubiłem i chciałem pływać, ale klubu pływackiego z prawdziwego zdarzenia nie było w Gnieźnie. Żeby móc więcej pływać, niż 2-3 razy w tygodniu musiałem przejść do sekcji triathlonu. Ona miała 4-5 jednostek pływackich w tygodniu. Potem doszła reszta triathlonowych treningów.

Kto Ciebie przekonał do tego sportu?
Właściwie po pewnym czasie to sam przekonałem się do tego sportu. Chociaż lekko nie było za sprawą mojego starszego brata. Tomek wcześniej trenował triathlon. Biegał na średnich dystansach. W klubie wszyscy zakładali, że skoro mój brat szybko biega, to ze mną będzie podobnie. Tylko nie lubiłem i nie chciałem biegać. Musiałem w końcu wybrać, triathlon albo zabawa w pływanie. Wybrałem triathlon.

Co było przed triathlonem?
Przed triathlonem grałem w piłkę nożną. Do tego była przygoda z hokejem na trawie, ale nic dłużej oraz na serio. W czwartej klasie szkoły podstawowej zacząłem chodzić na sekcję pływania, która była przy klubie triathlonowym.

Kiedy zadebiutowałeś?
Debiut w triathlonie miałem 15.05.2004 w Wąsoszach koło Ślesina. Wcześniej jednak brałem udział w aquathlonie.

kowalski

Zobacz też:

W czym tkwi SIŁA Kuźni Triathlonu?

Bałeś się czegoś przez pierwszymi zawodami?
Oczywiście! Nie pamiętam wprawdzie, czy większe obawy dotyczyły samego startu albo  panującej aury. Było wtedy zimno. Mocno wiało i padał deszcz. Na pewno bałem się roweru i jazdy podczas deszczu. Poza tym działałem zadaniowo. Rozkładałem start na części, które wcześniej miałem w wyobraźni. Potem odhaczałem w głowie poszczególne części. Ten system zadziałał na pierwszych zawodach. Został już na każdych innych startach.

Jak wspominasz pierwszy start?
Przede wszystkim pamiętam paskudną pogodę i panujące zimno. Pamiętam, że byłem młodszy rocznikiem w kategorii. Do tego było kilku chłopaków, którzy byli naprawdę dobrzy i więksi ode mnie. Liczyłem na miejsce w pierwszej ósemce.

Pamiętasz sam przebieg wyścigu?
Z samego przebiegu zawodów pamiętam, że miałem dobre strefy zmian oraz emocje, jakie towarzyszyły mi w trakcie biegu. Biegłem na trzeciej pozycji. Mocno przeżywałem i modliłem się o dotarcie do mety na tej pozycji.  W debiucie, a zarazem najważniejszej imprezie sezonu byłem trzeci. 

Pamiętając pierwszy start w 2004 roku, to Twoim zdaniem jak zmienił się triathlon w Polsce na przestrzeni lat?
Triathlon zmienił się całkowicie. Zaczynając od samej świadomości, co to jest triathlon, poprzez liczbę organizowanych zawodów oraz dostęp do sprzętu. Struktura organizacyjna związku, działanie klubów, wszystko było inne. Zmieniła się oczywiście liczba zawodników.  Niestety, ona zmniejszyła się w sporcie kwalifikowanym, ale narodził się sport amatorski. Mocno się rozwinął. Niestety, zmienił się także dystans dzielący nas od światowego triathlonu.  Dziewczyny są blisko, ale chłopaki oddalają się od świata.

kowalski

Zajrzyj do:

TriWise klub triathlonowy na południu Polski

Przed debiutem dołączyłeś do klubu GTT Diament Gniezno. Jak trafiłeś do tej drużyny?
Znałem ten klub już wcześniej, ale na pierwszy zajęcia pływackie namówił mnie kolega z podwórka. Poszliśmy razem i obaj też z pływania przeszliśmy na triathlon.

Co Tobie dawały treningi w klubie?
Przede wszystkim najlepszego i wybitnego trenera Pana Jarosława Łabusa oraz znakomitą grupę treningową. Tego zazdrościli nam właściwie wszyscy w tamtym okresie. Byliśmy świetnym młodym zespołem. Nikt nas nie musiał specjalnie zachęcać do treningów. Razem się nakręcaliśmy i motywowaliśmy do treningu. To była nieoceniona przewaga treningu w grupie.

Dlaczego akurat triathlon?
Często sam się nad tym zastanawiałem. Wydaje mi się, że po prostu byłem skazany na ten sport. Nie było klubu pływackiego, a pływać chciałem. Na rowerze całkiem dobrze sobie radziłem, a w końcu polubiłem bieganie. Więc musiałem pójść w triathlon. Dodatkowo, kiedy pojawiły się pierwsze sukcesy triathlon, to wydawał się naturalnym wyborem. 

Jaką rolę triathlon pełni obecnie w Twoim życiu?
Jeszcze pięć lat temu triathlon niemal rządził moim życiem. Ustalał mój rytm dnia i nocy. Dziś triathlon wciąż jest mi bliski. Często oglądam i sprawdzam wyniki. Obecnie to moja rodzina jest priorytetem i ona ustala mój rytm życia.

Z czego czerpałeś motywacje do startów i treningów?
Największą motywacją były zagraniczne starty i chęć ścigania się z najlepszymi zawodnikami w Europie i na świecie. Bycie częścią wyścigu elity to było naprawdę coś.

Co należy do Twoich największych osiągnięć w triathlonie?
Na pewno medale MP we wszystkich kategoriach wiekowych, trzecie miejsce w Pucharze Europy Juniorów oraz zwycięstwo z Chrisem McCormackiem w Poznaniu.

kowalski

Czytaj także:

Paweł Skorupa: Postaram się pogodzić obie role

Z perspektywy czasu, czy czegoś żałujesz w 20-letniej karierze triathlonowej?
Tak,  miałem możliwość zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę, ale nie zrobiłem tego, czego żałuje. Z perspektywy czasu żałuje, że nie było wówczas możliwości współpracy z psychologiem, czy też fizjoterapeutą. Myślę, że byłbym lepszym zawodnikiem. Uniknąłbym kilku przegranych wyścigów jeszcze przed ich rozpoczęciem.

Ostatni start jako wyczynowy triathlonista miałeś w 2016 roku w Tønsberg. Jak wspominasz tamte zawody?
Niestety nie najlepiej, męczyłem się już wtedy dłuższy czas z kontuzją Achillesa. Wobec tego nie mogłem dać z siebie tyle, ile bym chciał. W dodatku organizatorzy ze względu na problemy z akwenem wodnym zamiast triathlonu zorganizowali duathlon. 

Czy żałujesz zakończenia kariery zawodniczej?
Naturalnie. Liczyłem, że trochę inaczej potoczy się kariera i więcej zwojuje w tym świecie. Na pewno też nie pomogło nagłe zakończenie tej przygody. Nie pożegnałem się z triathlonem tak, jak chciałem. Przez to często wracam myślami do triathlonu jako niezamkniętego etapu.

Co miało wpływ na decyzję o zakończeniu kariery?
Przykro to stwierdzić, ale finanse. Trenując 25-30 godzin tygodniowo oraz często wyjeżdżając na obozy, nie pracowałem zawodowo. Poza tym moje życie osobiste na tyle się zmieniło, że musiałem zacząć zarabiać nie tylko na siebie, ale i na rodzinę. Niestety, realia finansowe triathlonu to było za mało. Musiałem rozpocząć stałą pracę.

Potem zacząłeś przygodę trenerską. Jak przebiegała?
Moja przygoda trenerska rozpoczęła się dość szybko, bo w 2012 roku. Wtedy prowadziłem oddział Kuźni Triathlonu, a następnie Fabryki Triathlonu w Poznaniu. Obecnie działam na mniejszą skalę w ramach własnej działalności TriDarKo. W niej skupiam się na mniejszej grupie zawodników – amatorów. Zapewniam im indywidualne podejście do treningu.

kowalski

Posłuchaj też:

Ania Lechowicz i Marcin Konieczny, mistrzowski duet. Podcast #4

Nad czym skupiasz się w pracy z zawodnikami?
Można rzec pół żartem pół serio, że staram się studzić zapały. Jako zawodnik sam zmagałem się z kontuzją. Wielu moich kolegów kończyło przygodę ze sportem w wyniku kontuzji. My byliśmy rozliczani z wyników naszej pracy. Bo dzięki temu klub lub my sami otrzymywaliśmy środki na dalsze trenowanie. Walczyliśmy również o występy na arenie międzynarodowej.  Niejednokrotnie przypłacaliśmy to własnym zdrowiem. To różni amatorów od zawodowców i dlatego priorytetem dla mnie jest świadome stopniowanie trudności zarówno w treningu, jak i planach startowych. Triathlon wymaga czasu, cierpliwości i sumiennego podejścia do treningu. Wierzę, że tak prowadzony zawodnik jest w stanie dojść do wymarzonego celu bez przykrych konsekwencji.

Na jakim etapie zaawansowania prowadzisz zawodników?
Obecnie dwoje z moich podopiecznych przygotowuje się do zdobycia kwalifikacji na MŚ IM na Hawajach. Z drugiej strony prowadzę też początkujących adeptów triathlonu, którzy będą debiutować na 1/8 i 1/4 IM tym roku. Z racji wieloletniego doświadczenia jako zawodnik i trener mam możliwość wspierania zawodników na różnym poziomie zaawansowania.

W jaki projekt obecnie jesteś zaangażowany?
Moim głównym projektem jest działalność TriDarKo. Indywidualna praca z zawodnikami wymaga czasu oraz zaangażowania. Powoli rozpoczynam przygodę również z treningiem najmłodszych w klubie lekkoatletycznym.

Jakie on ma cele oraz założenia?
W obu przypadkach chcę  skupić się na racjonalnym treningu.

Jakie są Twoje oczekiwania wobec tego projektu?
Lekka atletyka jest królową sportu. Współpraca z doświadczonymi trenerami klubu lekkoatletycznego wzbogaci mój warsztat trenerski. Stwarza szanse na poznanie tajników treningowych, które będę mógł wykorzystać też w przygotowaniu triathlonowym.

Jakie są Twoje dalsze plany rozwoju TRIDARKO?
W dalszym ciągu będę skupiał się przede wszystkim na zdrowym podejściu treningowym,  opierając działalność na planach treningowych. Znów kusi mnie organizacja obozów triathlonowych. Niedługo też poszerzę asortyment odzieży TriDarKo.

Chciałbyś jeszcze wrócić jako zawodnik na start zawodów, czy to już definitywny koniec?
Doskonale wiem, ile potrzeba czasu na trening, bym mógł stanąć z czystym sumieniem jako zawodnik na linii startu i oczekiwać od siebie konkretnych wyników. Nie mam tego czasu. Dlatego w najbliższej przyszłości nie widzę takiej możliwości. Tym bardziej że niedługo będzie nas w domu jeszcze więcej. Jestem jednak pewien, że pływanie, rower i bieg pozostaną ze mną na całe życie.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X