Rozmowa

Daniela Jakimiuka blokują problemy finansowe

W lutym prowadził jeszcze sklep sportowy. Jednak od marca pozostaje bezrobotny. Mimo to wszystko postawił na triathlon. Obecnie Daniel Jakimiuk trenuje w Szklarskiej Porębie pod okiem Wojciecha Łachuta. Nadal głównym celem na ten sezon są MP na pełnym IM w Malborku.

Obecnie trenujesz w Szklarskiej Porębie pod okiem Wojciecha Łachuta. Z perspektywy czasy, czy to był dobry krok z przeniesieniem się do trenera?
Bardzo dobry krok! Szklarska to piękne miejsce, najlepsze warunki do trenowania i mieszkania! Nie powiem, jest ciężko i nie raz przychodzą pytania, czy nie wrócić w rodzinne strony… Racjonalne myślenie podpowiada, zrób krok w tył potem dwa w przód, ale nie mogę zostawić tego miejsca, tych warunków i ekipy, jaka się tworzy! Z trenerem widujemy się kilka razy w tygodniu. To jest linia trener – zawodnik, ale też przyjaźń! Nie tylko wspieramy się i współpracujemy sportowo, ale pomagamy sobie na co dzień. Kiedy tylko druga osoba poprosi, to spotykamy się, by miło spędzić czas. Tu naprawdę czuje się atmosferę!

Czytaj także: Ukryte zalety pandemii

 

Wojtek Łachut w rozmowie z TriathlonLife.pl wspominał, że dzięki temu posunięciu jesteście jakby na ciągłym obozie przygotowawczym i to dodatkowo Cię rozwija sportowo. Zgadzasz się z tym punktem widzenia?
Aklimatyzacja przebiegła pomyślnie, teraz budujemy. Ostatnio, jak pojawiały się relacje z obozów w Hiszpanii, czy Portugalii z hashtagami #camp #day1, #day2 itd., to też wrzucałem na instastory żartobliwie – Szklarska Camp #day892 (śmiech). Mój obóz trwa. Szklarska pod tym względem jest rewelacyjna. Nie muszę zbierać ekipy i jechać na mocny trening. Grupa  przyjeżdża właśnie do nas, czyli masa wspaniałych i mocnych zawodników, z którymi można się umówić i potrenować. Triathloniści, biegacze, kolarze… Jest wszystko i wszyscy, niczego nie brakuje, może tylko czasem trochę tlenu (śmiech).

Jak oceniasz dotychczasową współpracę z Wojtkiem?
To nie tylko trener, ale przede wszystkim przyjaciel i osoba, która wspiera i pomaga na wielu płaszczyznach. Nic dodać, nic ująć. Mam pełne wsparcie, zrozumienie i czasem, aż mi głupio, że tyle dostaję… Wierzę, że nie tylko biorę, ale daję też coś od siebie. Znamy się i rozumiemy już bardzo dobrze. Rozwój ciągle postępuję. Więc nie potrzeba nowych bodźców, czy filozofii trenerskich. Ocena jest wzorowa. Jeśli miałbym zmieniać trenera, to z Wojtka na Twistera i potem z Twistera na Wojtka (śmiech).

jakimiuk

Zobacz też:

Maja Bużycka nie poddawała się. Walczyła!

Co Ci dają te wielogodzinne analizy zwłaszcza techniki pływackiej, z którą masz chyba największy problem?
Wszystko szło pięknie… Spędzaliśmy na basenie wiele godzin. Wojtek nagrywał i analizował. Szukał ciągle odpowiedniego stylu, raz wyleżenie, raz zwiększanie kadencji, przejście na kajak aż trafiliśmy na tyle dobrze, że zacząłem pływać całkiem przyzwoicie. Myślę, że złamałbym jedną godzinę na pełnym IRONMANIE, a na połówce może zakręciłbym się około 28 minut. Niestety zamknęli nam baseny. Jaki będzie powrót, nie wiem… Może to i dobrze.  Zaczniemy od nowa. Może stare nawyki i błędy zostaną zapomniane (śmiech). Staram się być pilnym uczniem i wyciągać z tego jak najwięcej. Przed zamknięciem pływałem już po 15 – 17 kilometrów tygodniowo. Zrobiliśmy dużo dobrej roboty i do tego wrócimy! Na pewno zawsze będę gonił po odcinku pływackim, ale wiem, że straty minimalizujemy. Wiemy, gdzie jeszcze trzeba pracować i w jakim kierunku iść, a to jest najważniejsze!

Jak zmieniły się treningi, biorąc pod uwagę bieżącą sytuację na świecie?
Wygląda całkiem normalnie, poza pływaniem. Na bieganiu trochę zwolniliśmy i po prostu robimy objętość/bazę i podtrzymujemy formę. Jeśli chodzi o rower, to skupiamy się na ciągłej pracy, zadaniach i rozwoju, a idzie niesamowicie! Sam nie wierzę w cyfry, jakie wyświetlają pomiary mocy. Trenuję obecnie 20 – 25 godzin tygodniowo. Więc wcale nie zwalniam. Nie martwię się i nie załamuję, mój plan jest długofalowy. W 2019 roku wszedłem na pełnego Ironmana i pod ten dystans robię formę. Potężna wytrzymałość, więc wiem, że z roku na rok do 30 paru lat będzie progres. Jak nie 2020 rok, to 2021 będzie jeszcze lepszy.

Jak przebiega Twój standardowy dzień w Szklarskiej Porębie?
Do końca lutego prowadziłem sklep sportowy. Więc robiłem rano basen, potem rower w trakcie pracy w sklepie, obsługując przy tym klientów (śmiech). Biegałem wieczorami lub na godzinnej przerwie. Taki jest komfort, jak ma się własny biznes. Niestety biznes nie wyszedł… Dodatkowo wjechał koronawirus. Od marca jestem bezrobotny. Prowadzę tylko swoich zawodników. Daje to dużo więcej czasu. Więc jest więcej snu, czasem drzemka, zdrowe gotowanie i 2-3 jednostki dziennie. Staram się zaczynać od roweru potem biegi już przed snem pływanie na sucho/core lub mobilizacja i rozciąganie, czasem wjeżdża wałek. Jednak  ostatnio trochę się zmieniło i częściej biegam rano, bo wieczorami robię wspólne treningi na Zwift ze znajomymi i moimi zawodnikami. Na co serdecznie zapraszam.

jakimiuk

Czytaj także:

Hubert Król: Triathlon jest w moim kodzie DNA

W jaki sposób radzisz sobie z tymi obostrzeniami związanymi z zamkniętymi basenami, czy ograniczonym poruszaniu się?
Co do basenów pływam na sucho, na open water jest za wcześnie. Na domowe rozwiązania nie ma kasy. Trenażer mam w mieszkaniu i biegam na zewnątrz, bo też nie posiadam bieżni.  Wkładam licencje PRO do kieszeni przed wyjściem na bieg. To jest pierwszy plan na tłumaczenie w razie kontroli. Do tego biegam w miarę blisko domu. Teraz dodatkowo jestem przez dwa tygodnie u rodziców na podlaskiej wsi. Więc bieganie jest bardzo bez kontaktowe po polnych drogach. Poza tym ograniczone poruszanie się jest bezprawiem i wbrew konstytucji… Nie mamy stanu wyjątkowego… Jednak nie będę wchodził na politykę.

Jak walczysz z tym narastającym głodem do startowania, nie wiedząc, czy ten sezon dojdzie do skutku?
Plan jest długofalowy, więc głód jakoś tonuję, bo wiem, że w 2021 roku będę jeszcze mocniejszy. Obecnie startuję na Zwift. Trwa właśnie wyścig etapowy (tour) organizowany przez Zwift Polska – #zptcctour2020. Jestem po dwóch etapach i plasuję się w generalce sześć sekund za liderem! Dwa kosmiczne etapy, pierwszy to 60 km z mocą 332W, ważę 68,5 kg, więc 4,88 w/kg i drugi etap 32,5 kg 353 w, co dało 5,18w/kg. Kto się orientuje w tych cyfrach, będzie wiedział, że jest grubo. To naprawdę niezła motywacja! Wyścig składa się z siedmiu  etapów. Więc zostało jeszcze pięć, w tym w czwartek czasówka! Dziś był chyba najcięższy iście sprinterski, a ja wjechałem na metę 2,4 sekundy za liderem. Teraz czasówka i już etapy od 55 do 107 km (ostatni), a ja jestem przecież długodystansowcem, więc jestem zmotywowany na maksa. Dlatego uważam, że jeśli dziś wytrwałem i nie straciłem, to będzie dobrze! Poza tym oczywiście normalnie trenuję. Biegam i jeżdżę lekko między etapami, które odbywają się we wtorek, czwartek i sobotę. To te etapy traktujemy teraz jako akcenty rowerowe. To jest  potężny bodziec. Po tym tourze już się skupiamy tylko i wyłącznie na Malborku. Bo wierzę, że się odbędzie!

Do tego wszystkiego dochodzą Twoje kłopoty finansowe oraz prywatne. Jak radzisz sobie z nimi mentalnie?
Jest ciężko. Nie ma co ukrywać. Finansowe problemy to nieudany biznes w Szklarskiej, sklep sportowy z serwisem rowerowym nie wypalił. Za idealnie sobie wymyśliłem, to na takie miasto jak Szklarska Poręba, czyli kurort turystyczny. Miałem wizje super miejscówki triathlonowej, ale prawda jest taka, że klientami byli turyści, którzy nie mieli zamiaru kupować porządnego sprzętu sportowego. Walczyłem i skończyłem ze sporymi długami, niestety. Z końcem lutego postanowiłem zamknąć sklep. Tylko Bóg wie, jak to się stało, że trafiłem przed epidemią! Tylko Bóg! Niestety, sklep zamknąłem, ale miałem w planach ruszyć od połowy kwietnia z serwisem rowerowym, usługa to usługa. Niestety wirus… Przez co nie mam jak się odbić od dna i zarabiać na spłatę długów. Jedyne co mnie jeszcze przez chwilę trzyma na powierzchni to sprzedaż ze stratą przez Internet, ale niedługi i asortyment pozostały po sklepie się skończy. Co do prywatnych, niech zostaną prywatne. Jak zacząłem, tak skończę, jest ciężko. Jakoś odrywam głowę na treningach od tego wszystkiego, ale przychodzą wieczory… Dzwonią telefony w sprawie długów i wtedy jest nie fajnie.

jakimiuk

Zajrzyj do:

Kuba Chłosta wzoruje się na Janie Frodeno. Chce wygrać na Hawajach

Jak rozwiązanie tych problemów pomogłoby w Twoim sportowym rozwoju?
Chciałbym tylko spłacić długi i złapać ciągłość finansową. Wtedy już będzie dobrze… Teraz nie mam sponsorów z finansowaniem. Mam oczywiście niezastąpione wsparcie w produktach Spring Europe, Willow Batony, C + Ceramic, Pink Cakes, rabaty w Sprint Rowery,  czy darmowy basen w Interferie Sport Hotel Bornit, co naprawdę pozwala w miarę swobodnie trenować i za co bardzo dziękuję! Wspiera mnie też Michał Michałkow jako fizjo i Stomatolog Tomek Nowakowski, a każdy wie, że zdrowe zęby to spokój w trenowaniu. To naprawdę niezastąpiona ekipa. Wiem, że z Nimi dojdę na szczyt. Jak już znikną te długi, to  będzie komfortowo. No i mam prawdziwą rodzinę Twister Team, bez której pewnie już bym zaczął łapać regres, a nie progres. Tak więc te problemy wpływają źle. Czuję się jak na uwięzi, ale jak już się z niej urwę, to będę naprawdę mocny. Wierzę w to…

Z perspektywy czasu, żałujesz, że wszystko postawiłeś na triathlon?
Nie, nie żałuję to moje życie i mój sposób na życie! Mimo tego, że poza sportowo już klęczę i nie jest kolorowo, nie żałuję i będę o to walczył! Będę walczył o triathlon i dalej grał all in.

Jak pod wpływem obecnej sytuacji zmieniły się Twoje plany startowe?
Plany się nie zmieniły. Lecimy na Malbork (śmiech) jak nie w 2020 roku, to 2021… Hmmm, a może w 2021 Kona? (śmiech)

Które zawody miały być głównym celem na sezon 2020?
Głównym celem nadal są MP IRONMAN Castle Triathlon Malbork!

Jakie masz długoterminowe cele?
Cel i marzenie to Hawaje w kategorii PRO, marzyć przecież każdy może, każdy też może walczyć o te marzenia i ja będę to robił!

Rozmawiał: Przemysław Schenk
rozmowa przeprowadzona 14.04.2020
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

2 komentarze

  1. Szanuję walkę o marzenia! Natomiast jest to trochę zabawa i kwestia priorytetów. Jeżeli ktoś postawił na trenowanie, to nie powinien narzekać na to, że nie ma pieniędzy. To po prostu wybór. Idę do pracy albo na trening. Niestety triathlon tani nie jest, a liczenie na sponsorów w tych czasach może być trudne.
    Mimo wszystko kibicuję! Powodzenia:)

  2. Dzięki. Trochę tak wynikło z nagłówka że narzekam,nie narzekam, po prostu mam niewielkie problemy. To nie tak ze nie pracowałem miałem biznes, przy którym tyrałem po 8-10 h, niestety handel to ciężki chleb i nie wstrzelilem się niestety… Miałem tyrac dalej i przejść na serwis rowerowy, ale przyszedł wirus i mając własną działalność która nie przynosiła kokosow jestem trochę w kropce, ale wyjdę z tego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X