Rozmowa

Czterech triathlonistów wystartuje w morderczym wyścigu

Czterech triathlonistów, a sześcioro Polaków wystartuje dzisiaj, 12 sierpnia, o północy w Silk Road Mountain Race w Kirgistanie. Przed nimi 1900 kilometrów i 37 000 metrów przewyższeń.

Jakub Kubiński i Marek Barczewski to pierwszy z triathlonowych duetów, który wystartuje w Kirgistanie. Start już dzisiaj, 12 sierpnia, o północy lokalnego czasu. O wyzwaniu Bydgoszczan pisaliśmy pierwszy raz trzy tygodnie temu, w tekście “Dwóch triathlonistów na starcie jednego z najtrudniejszych wyścigów bikepackingowych”. Kiedy wczoraj w mediach społecznościowych przypomnieliśmy, że już niebawem Polacy ruszą, okazało się, że nie są oni jedynymi triathlonistami, którzy postanowili się zmierzyć z dystansem. Kolejna dwójka to przyjaciele z Gdańska Krzysztof Miszewski i Marcin Kępka (poniżej rozmowa z Krzysztofem, którą przeprowadziliśmy dzisiaj).

Na listach startowych, jak nas poinformował Jakub, jest jeszcze dwoje Polaków Karolina Pielka i Mikołaj Jakubowski, którzy jadą w parze. Krzysztof i Marcin startują indywidualnie.

– Jesteśmy z Markiem w Kirgistanie od soboty – zdradza Jakub Kubiński, z którym rozmawialiśmy po raz pierwszy o wyprawie trzy tygodnie temu. – Przedwczoraj przeszliśmy zatrucie, jak z resztą połowa zawodników przed startem. Druga połowa przejdzie je już na trasie. Dobrze, że mamy już to za sobą.

Jakub Kubiński i Marek Barczewski na zdjęciu z Yrysem i jego tatą. 17-latek uczy się w Krakowie, i jak donosi Kuba płynnie mówi po polsku. Języka nauczył się w rok.

Krzysztof Miszewski prosto z Kirgistanu

– Są to już moje któreś zawody w tej formule (unsupported bikepacking race). Zdobywając doświadczenie na innych wydarzeniach, często słyszałem od ludzi o legendarnym wyścigu, jakim jest Silk Road Mountain Race w Kirgistanie. Jest on uważany za jeden z najtrudniejszych wyścigów na świecie. Decyzja o wzięciu udziału w tym wydarzeniu, była tylko kwestią czasu – mówi Krzysztof Miszewski.

– Ponieważ w tym roku nie miałem żadnych poważniejszych celów triathlonowych i planowałem skończyć sezon tri wcześniej, doszedłem do wniosku, że to jest najlepszy moment na spróbowanie sił w tym wyścigu. W grudniu podjąłem decyzję o starcie, zapisałem się i praktycznie od tej pory przygotowuję się do tego wydarzenia (psychicznie, fizycznie i sprzętowo).

Z Marcinem startowaliśmy już w kilku wyścigach

Jedzie ze mną też mój przyjaciel Marcin Kępka, razem z nim startowaliśmy już w podobnym wyścigu tego samego organizatora w Maroku – Atlas Mountain Race w 2020 roku. Udało nam się ukończyć ten wyścig jako czwarta para, wtedy też już wiedzieliśmy, że Silk Road Mountain Race będzie naszą kolejną przygodą.

Tym razem nie jedziemy jednak jako para, każdy z nas startuje solo. Marcin ma większą ochotę na ściganie i zależy mu na jak najwyższym miejscu w ogólnej klasyfikacji, ja traktuję to bardziej jako przygodę. Chcę przede wszystkim ten wyścig ukończyć (co już jest wyzwaniem samym w sobie) i zobaczy jak najwięcej za dnia (ścigając się na poważnie, na sen nie ma za dużo czasu;) ), dlatego tym razem jedziemy oddzielnie – mamy różne cele i priorytety.

Na początek poważna wspinaczka

Jednak i tak ten czas spędzony razem na przygotowaniach, ustalaniu planów i wymianie informacji, również jest pomocny.

Jesteśmy w Kirgistanie teraz też razem, po odprawie, spakowani i praktycznie czekamy na start, który jest o północy lokalnego czasu. Start jest w nocy, ponieważ zaczynamy od 113 km podjazdu na Jiptik pass, najwyższej przełęczy na całej trasie (4185 m npm), na którą zamierzamy wjechać już za dnia, żeby ograniczyć ryzyko chłodu i złych warunków pogodowych. Później do pokonania mamy prawie 1900 km (ok 37 tys. przewyższenia) i na trasie też będzie dużo ciekawych atrakcji, np. takich jak 280 km podjazd, na prawie 4000 m i wiele innych.

Czego się obawiają?

Wielu rzeczy: pogody i często zmieniających się warunków (musimy być przygotowani na lato i zimę), problemów żołądkowych (często występowały podczas poprzednich edycji wyścigu) i kłopotów technicznych z rowerem (jeśli popsuje się coś poważnego, to jest mała szansa na naprawę tego na trasie)

Limit organizatora ukończenia wyścigu jest do 27.08 do północy (15 dni). Ja mam bilet powrotny na 26.08 rano, więc do tej pory muszę się wyrobić. Celuję w 12 dni, jeśli wszystko dobrze pójdzie. Marcin chciałby ukończyć w 10 dni.

Wszystkim startującym życzymy powodzenia!

Rywalizację w Kirgistanie możesz śledzić TUTAJ

Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X