Rozmowa

Borowik: Warunki w Kona były trudniejsze niż w zeszłym roku

Udało mu się mimo problemów złamać 10 godzin. Z czasem 9:44:22 skończył na 43 pozycji w M40-44. Pobyt na Hawajach wpływa na wzrost jego motywacji. Dlatego Sebastian Borowik z pewnością wróci w to malownicze miejsce i postara się poprawić tegoroczny rezultat.

Jak oceniasz ten start?
Pozytywnie. Pomimo że panowały zdecydowanie bardziej wymagające warunki  niż w zeszłym roku. W rezultacie udało się uzyskać zbliżony czas.

Jakie problemy spotkały Ciebie na trasie?
W trakcie prawie 10 godzin wyścigu zawsze się coś niespodziewanego wydarzy. To powoduje, że trzeba reagować, modyfikować plany i założenia. Przynajmniej u mnie tak jest. Tym razem już na początku roweru zgubiłem bidon. Przez dłuższy czas jechałem z tym, co miałem na kierownicy. Szczególnie na Kona to jest stresująca sytuacja.

Dlaczego?
Bo tam można bardzo łatwo się odwodnić. Zwłaszcza przy temperaturze 30 stopni i 80 procentach wilgotności szczególnie na rowerze nie czuć utraty płynów. Kiedy to zaczyna doskwierać,  wtedy jest już za późno. Trzeba się mocno pilnować. Jak już złapałem bidon, to wróciła pewność siebie i komfort psychiczny.

Sebastian Borowik triathlon

Zobacz też:

Na góralu poprawisz technikę do triathlonu

Czy to był jedyny problem, który Ciebie spotkał podczas rywalizacji?
W strefie żywieniowej jeden zawodnik wjechał z tyłu we mnie. Widocznie zagapił się i nie wyhamował. Na szczęście nic wielkiego się nie stało. Jednak najbardziej boli pięciominutowa  kara na sztywnym podjeździe.

Czy zgadzasz się z tą decyzją sędziów?
Ciężko jest się spierać z sędziami. W tej sytuacji, gdyby chodziło o podium, to bym podjął wyzwanie.

Jakie miałeś oczekiwania przed tymi zawodami?
Chciałem skończyć w grupie pierwszych 300 mężczyzn. Nie do końca to się udało. Finalnie skończyłem jako 326 zawodnik.

Co przede wszystkim zaważyło na takim rezultacie?
Bez wątpienia zaważyła na to kara oraz tradycyjnie moje wolne pływanie.

Na ile dni przed zawodami przyleciałeś na wyspę?
Przyleciałem na wyspę trzy dni przed startem. Wiec ciężko było mówić o aklimatyzacji. Ale mam to szczęście, że w miejscu, gdzie obecnie mieszkam, lato jest gorące i wietrzne.

Sebastian Borowik triathlon

Czytaj także:

Izabela Sobańska: Wszystkie założenia zrealizowane

Czy był jakiś większy problem, z którym musiałeś walczyć?
Większym problemem jest praca. Na cztery tygodnie przez zawodami dwa razy zmieniałem strefy czasowe. Do tego Hawaje to była kolejna zmiana czasu. To bardzo wybija organizm z rytmu.

Uważasz, że mogłeś uzyskać jeszcze lepszy rezultat podczas MŚ na Hawajach?
Wiedziałem, że jestem lepiej przygotowany, niż w zeszłym roku. Myślę, że gdyby warunki były łagodniejsze, szczególnie woda, byłbym w stanie uzyskać lepszy rezultat.

Czy ten start był Twoim ostatnim w tym sezonie?
Tak, teraz przyszedł czas na odpoczynek i nadrobienie zaległości. Trzeba dać ciału wypocząć i  spotkać się ze znajomymi. Muszę poświecić więcej czasu córce. W trakcie sezonu ma oboje rodziców na treningu. Dlatego jest trochę jak „z domu dziecka”.

Masz już jakiś plan przygotowawczy oraz cele na kolejny sezon?
Zaczęliśmy dopiero o tym rozmawiać z trenerem. Na pewno będzie Ironman Tulsa na koniec maja. Jestem już zapisany na ten event. To nowa lokalizacja z wymagającym rowerem. Więc na PB nie ma co liczyć, ale chciałbym dobrze wypaść w AG.

Sebastian Borowik triathlon

Przeczytaj też:

Jerzyk: Walka o medale będzie wyrównana

W jaki sposób fakt, że to był Twój drugi start na Hawajach, wpłynął na start?
Wiedziałem, czego się spodziewać po tej trasie. Znałem profil i newralgiczne miejsca z poprzedniego roku. Jednak każdy start wiele wnosi. Poza tym, co innego jest wiedzieć, a co innego właśnie to robić. Na przykład wielu zawodników Pro w tym roku zmagało się z problemami. Warunki były na tyle ciężkie, że kilkoro osób z czołówki też się wycofało. Nawet Alistar, który jest dwukrotnym mistrzem olimpijskim, zmagał się z biegiem. A w końcu ta  płaszczyzna jest jego najmocniejszą stroną. To wszytko pokazuje, że na Kona trzeba być przygotowanym w specyficzny sposób. Zawody na Hawajach są inne od reszty.

Planujesz jeszcze wrócić na Konę i pokazać się z lepszej strony?
Oczywiście! Jest wiele celów, które są jeszcze przede mną. Za każdym razem, gdy tu jestem, ładuję baterie. Wtedy moja motywacja rośnie. Dopóki będę czerpać radość ze startów, to  mam zamiar wracać na Kona przy każdej nadarzającej się okazji.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X