Rozmowa

Bartosz Czajkowski wywalczył slota na mistrzostwa świata

Pomimo dużego zamieszania w Chinach wywalczył slota na mistrzostwa świata w Nowej Zelandii. Z triathlonem godzi obowiązki rodzinne i prowadzenie firmy. Jednak to nie przeszkadza Bartoszowi Czajkowskiemu mieć ambitne cele oraz triathlonowe marzenia.

Wywalczyłeś kwalifikacje na MŚ w Nowej Zelandii podczas Ironman 70.3 Shanghai. Czy jesteś usatysfakcjonowany?

Tak. Chociaż gdy dobiegłem na metę, to wyniki pokazywały, że jestem drugi. Zawodnik z Niemiec gratulował wygranej z nim o cztery sekundy. Wyklinał na głos, że zabrakło mu tylko czterech sekund. Natomiast, gdy odebraliśmy rowery ze strefy zmian, dostałem wiadomość od rodziny, że jestem trzeci, a ten sam Niemiec wyprzedził mnie o dwie sekundy.

Jak to tłumaczono?

Dotąd nie rozumiem, o co w tym wszystkim chodziło. Tłumaczyli nam, że były dwie maty startowe. Najpierw był czas podany ze złej, a później z dobrej. Ciężko to zrozumieć…

Pomijając już tę dziwną sytuację, czy start przebiegł zgodnie z planem?

Przed startem myślałem o złamaniu 4:15. Niestety, ale po kolizji z samochodem nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Tak więc jestem zadowolony ze startu patrząc na to, co wydarzyło się kilka dni przed wyścigiem.

A co się wydarzyło?

W środę przed zawodami na rozjeździe potrącił mnie samochód. Jechaliśmy ścieżką rowerową, a kierowca ją przecinał. Potrącił mnie wjeżdżając na budowę.

Bartosz Czajkowski triathlon

Zobacz też:

Robert Gudowski: Inspiracją dla Karkonoszmana był Norseman

Jakie były  skutki?

Upadłem na plecy. Porządnie sobie je zbiłem, a także kość ogonową. Na rowerze nie było to odczuwalne, ale bieg sprawiał problem. Na zawodach pomogła adrenalina. Tylko na początku biegu odczuwałem ból. 

Jak wyglądał wyścig z Twojej perspektywy?

Podczas pierwszej dyscypliny wydawało mnie się, że to nie jest mój dzień. Pływałem zygzakiem przez zaparowane okularki. Do tego doszła przerwa na ich płukanie. To nie mogło przynieść dobrego rezultatu. Ostatecznie zegarek pokazał czas 30:42. Więc nie było załamki. Błyskawiczna strefa zmian i ruszyłem na kolejny etap, którego bałem się najmniej. Chyba pierwszy raz nie jechałem roweru siłowo tylko zgodnie z rozpiską trenera. To przyniosło efekty w postaci najszybszego roweru AG.

A jak było na bieganiu?

Na biegu pierwsze pięć kilometrów zgodnie z planem. Kolejne 10 przespałem. Na szczęście cały czas siedział mi ktoś na plecach. Więc postanowiłem przycisnąć i uciec od niego. Ostatnie pięć kilometrów pobiegłem zdecydowanie szybciej.

Jaka była Twoja reakcja na mecie?

Na mecie była radość z drugiego miejsca. Jednak jak się później okazało, to była  przedwczesna radość. Mimo wszystko po wypadku ten wynik brałbym w ciemno! Trzecie miejsce też jest dobre.

Czy oprócz zderzenia z autem przed zawodami miałeś jakieś nieprzewidywalne przygody już na trasie?

Na etapie pływackim od 200 metra nie widziałem praktycznie nic. Do tego stopnia miałem zaparowane okularki. Próbowałem dopłynąć do końca etapu. Jednak po nawrotce, gdy wydawało mi się, że płynę zygzakiem i już kompletnie nic nie widzę, stanąłem. Przepłukałem okularki i ruszyłem dalej. Żałuję tylko, że wcześniej tego nie zrobiłem. Natomiast na rowerze wpadłem w dziurę. Wypadły mi dwa żele. Więc musiałem zmienić taktykę żywieniową.

Bartosz Czajkowski triathlon

Czytaj także:

Mikołaj Luft: Rozważam zakończenie kariery PRO

Który to będzie Twój wyjazd na MŚ jako zawodnik?

Drugi. Byłem w RPA.

Kiedy ustalisz jak będą wyglądały przygotowania do MŚ w Nowej Zelandii?

Po zawodach tydzień wakacji w Chinach i dopiero po powrocie będę musiał porozmawiać z trenerem i ustalić plan działania na przyszły sezon.

Czy MŚ w Nowej Zelandii będą najważniejszym startem w przyszłym sezonie?

Zdecydowanie. Chcę się bardzo dobrze przygotować do tego wyścigu.

Cofnijmy się do początków. W jakich okolicznościach doszło do debiutu triathlonowego?

Po rozstaniu z „zawodowym” tenisem w wieku juniorskim troszkę zacząłem biegać. Wtedy kolega zaproponował nam wspólny start w pierwszej edycji bydgoskiego triathlonu. W ten sposób wziąłem udział w sztafecie.

Jakie wrażenie wywarły na Tobie te zawody?

Spodobały się. Do tego stopnia, że następnego roku postanowiliśmy już oddzielnie wystartować w całych zawodach. Odebrałem pierwszy rower szosowy na tydzień przed debiutem w Szczecinie na 1/8 w 2016 roku. Dwa dni przed startem odbyłem pierwszą jazdę.

Na jakich dystansach startowałeś podczas pierwszego sezonu?

Startowałem na 1/8IM, ¼IM oraz olimpijce. Więc to był bogaty bagaż startów i to wszystko w ciągu czterech tygodni. Po tym sezonie zakochałem się w triathlonie.

Jak było z dalszym przebiegiem Twojej kariery?

Dalej trenowałem sam, ale starałem się robić to z jakimś konkretnym planem. Za to zapisy na zawody nie miały już planu.

Bartosz Czajkowski

Przeczytaj też:

Sportowe Love. Miłość do siebie i triathlonu <3

Dlaczego?

Stwierdziłem, że półmaraton biega się całkiem przyjemnie. Więc z ½IM nie będzie problemu,  jak zapiszę się na połówkę i przepracuję całą zimę do startu. Pomyślałem o starcie we Włoszech, bo to mój drugi dom, do tego przypadał długi weekend majowy. Nie mogło być lepiej. Szkoda tylko, że nie sprawdziłem trasy przed zapisaniem się na zawody.

Co Ciebie zaskoczyło?

Okazało się na miejscu, że jest sporo przewyższeń, około 1200 metrów. Pamiętam, że trasa rowerowa ma 93 kilometrów, a ostatnie 2 km przed nawrotką to premia na trasie o nachyleniu ośmiu procent, gdzie do wygrania była lodówka dla trzech najszybszych AG. Ludzie w tym miejscu szli z rowerami. Sam przejazd trasy samochodem przed zawodami sprawiał, że było mi niedobrze, gdy widziałem te wszystkie górki.

Jak zakończył się Twój debiut na 1/2IM?

Debiut na ½ zakończyłem z wynikiem 5 godzin i 27 minut. Jednak celem było złamanie pięciu godzin.

Co było dalej?

Po trzech miesiącach kolejny start na ½ w Pradze.. Tutaj cel złamania 5h stał się faktem.  Zakończyłem zawody z wynikiem 4:55. Po tym sezonie wiedziałem, że chce więcej i potrzebuję profesjonalnej pomocy i wiedzy w treningu.

Pod czyje skrzydła trafiłeś?

Trafiłem pod skrzydła Łukasza Kalaszczyńskiego w październiku 2017 roku. Jak widać, nasza współpraca układa się bardzo dobrze. Po ośmiu miesiącach poprawiłem życiówkę z 4:55 na 4:26 podczas startu w Kazachstanie. Ten dobry start dał mi slota na MŚ w RPA.

Co było Twoim pierwszym sportem?

W latach 10 – 17 trenowałem tenis ziemny. Po nieudanych letnich MP rozegrałem jeszcze jeden turniej na hali i powiesiłem rakietę na kołku. Można powiedzieć, że byłem mistrzem treningów. Jednak moja głowa nie wytrzymywała podczas zawodów.

Bartosz Czajkowski

Sprawdż także:

Kamil Kulik zadowolony z debiutanckiego sezonu ROZMOWA

Czym jest dla Ciebie triathlon?

Na pewno to odskocznia od pracy. Jest to sport, w którym się zakochałem. Biorąc pod uwagę to, że siedzę w sporcie od dziecka, to nie wyobrażam sobie życia bez aktywności.

Co Ciebie motywuje do kolejnych startów?

Do treningów motywuje mnie start zaplanowany z wyprzedzeniem. Dlatego proponuję taką opcję każdemu. Gdy jesteś zapisany na zawody, wiesz, że bez treningów nie osiągnie się wyznaczonego celu. Jeżeli chodzi o start, to motywuje chęć pokonania własnego siebie i zmęczenie na najwyższym poziomie.

Czy planujesz jakieś nowości przed mistrzostwami w Nowej Zelandii?

Od nowego sezonu będę współpracował na basenie z Przemkiem Jadasiem. Na pewno mamy wiele do urwania z tego etapu.

W której płaszczyźnie czujesz się najlepiej, a jaka jest piętą achillesową?

Pływanie to zdecydowanie moja najsłabsza dyscyplina. Natomiast reszta, wiele zależy od trasy. Jeżeli trasa rowerowa jest płaska, to zazwyczaj rower jest moją najmocniejszą stroną. Równo biegam. Więc przy trudniejszej trasie rowerowej, bieganie jest mocniejsze od roweru.

Czy mogłeś liczyć na wsparcie rodziny podczas startu w Chinach?

Gdy to jest tylko możliwe, rodzina towarzyszy mi na zawodach. Do Chin przylecieliśmy razem z Eweliną i naszą ośmiomiesięczną córką. Natomiast mama i siostra śledziły wyścig na żywo pomimo sześciogodzinnej różnicy czasowej.

Czy ktoś z rodziny też się zajmuje triathlonem?

Jestem osamotniony na tym polu, ale na pewno mam wsparcie. Namawiam członków rodziny. Więc może w przyszłości ekipa się powiększy.

W jaki sposób pojawienie się córki wpłynęło na Twoją sportową pasję?

Nie będę ukrywał, że gdy pojawiła się w tym roku w naszym życiu córka, bywało tak, że po ciężkiej nocy i całym dniu w pracy, kiedy wracałem po godzinie 20 do domu, po prostu brakowało sił. Wówczas rezygnowałem z treningu. Staram się za to w weekendy skończyć trening, jak najszybciej się da. Żeby jak najwięcej czasu spędzić z rodziną.

Bartosz Czajkowski

Czytaj też:

Szymanowski: Mam jeszcze niedokończone sprawy na MP ROZMOWA

Czym zajmujesz się poza triathlonem?

Prowadzimy rodzinny biznes. Firma zajmuje się automatami samoobsługowymi i wszystkim, co jest z nimi związane.

Co jest najważniejsze w codziennym godzeniu treningów oraz startów z obowiązkami zawodowymi?

Na szczęście mam elastyczne godziny pracy. Więc zdarza się, że w trakcie pracy robię przerwę na trening. Bo wiem, że akurat w tych godzinach basen jest pusty, ale praca zawsze musi być zrobiona. Więc czasami wracam po nocach do domu.

Czy obecnie zmagasz się z jakimiś urazami po starcie w Chinach?

Po starcie nadal męczą mnie plecy, ale to kontuzja, na którą nie miałem wpływu. Natomiast wiem na pewno, że z góry odpuszczam starty w maju. Od dwóch sezonów męczą mnie urazy w tym okresie.

Czy start w Chinach to były ostatnie zawody triathlonowe w tym sezonie?

Jeżeli chodzi o triathlon, to był ostatni start w tym sezonie.

Jak oceniasz sezon 2019?

Oceniam ten sezon za udany. W planach był start na trzech „połówkach” i awans na dwie imprezy mistrzowskie.

Udało się zrealizować te plany?

W Dubaju się nie udało, bo zająłem dziewiąte miejsce. Tylko trzy pierwsze miejsca były premiowane awansem na MŚ w Nicei, ale za to poprawiłem życiówkę z 4:26 na 4:21. W Poznaniu miałem walczyć o pudło AG. Niestety dystans 1/2IM nie doszedł do skutku. Więc czekałem na ostatni start w Szanghaju. Tutaj kolejna życiówka poprawiona z lutowego startu z 4:21 na 4:17. Do tego doszło pudło w AG i slot na MŚ. Ten sezon jest kolejnym krokiem do przodu, a to na pewno sprawia radość. Miejmy nadzieję, że sezon 2020 będzie jeszcze lepszy.

Czy masz już konkretny plan przygotowawczy na kolejny sezon?

Na kolejny sezon nie mam jeszcze konkretnego planu. Wszystko będziemy ustalać najwcześniej w następnym tygodniu.

Gdzie do tej pory przygotowywałeś się do danego sezonu?

Do tej pory trenowałem w domu w Zielonej Górze. Jedynie wyjazd na wakacje z rodziną do Włoch można było nazwać mini obozem przygotowawczym. Jak będzie w przyszłym sezonie, to ciężko powiedzieć. Prawdopodobnie będzie bez zmian. Skarbonka na Nową Zelandię sama się nie zapełni.

Co jest Twoim głównym celem na przyszły sezon?

Głównym celem w kolejnym sezonie będą mistrzostwa świata w Nowej Zelandii i walka o jak najwyższą lokatę.

Jakie masz marzenia w triathlonie?

Celuje w Top 5 MŚ aktualnie na ½, a w przyszłości na pełnym dystansie.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X