Rozmowa

Bartosz Banach: To był najlepszy start w karierze

Zajął ósme miejsce w PRO podczas LOTTO Challenge Gdańsk. Bartosz Banach nie ukrywał zadowolenia po tych zawodach i cieszą go poczynione postępy dzięki drobnym zmianom w treningach.

Byłeś ósmy podczas Lotto Challenge Gdańsk. Jak wrażenia po starcie?
Liczyłem na złamanie czterech godzin (3:54:57 czas Banacha – dop. red.), więc brałbym to w ciemno. Jestem bardzo zadowolony z tego wyścigu. Wszystko wyszło idealnie. Choć na początku obawiałem się, że pływanie będzie gorsze, ale utrzymuje się na właściwym poziomie. Rower świetnie wyszedł. Akurat tego dnia wszystko zagrało. Przy takim rezultacie sądziłem, że może uda się wywalczyć TOP5. Niestety, poziom idzie w górę (śmiech). Ósme miejsce niby daleko, ale czas dobry. Po prostu był wysoki poziom.

Wspomniałeś, że na początku miałeś obawy odnośnie pływania. Z czego one wynikały?
Ostatnie starty pokazywały, że jestem w gorszej dyspozycji pływackiej. Ciężko było mi określić przyczyny. Chyba nie miałem dobrej ręki do pływania. Przypuszczam, że za ciężko trenowałem. Treningi nie przynosiły zamierzonego rezultatu. Z tego względu miałem bardzo słabe pływanie. Dlatego trochę zmieniłem charakter treningów i godziny trenowania pływania. Zazwyczaj o szóstej rano zaczynałem pływać. Przez to się nie wysypiałem. Teraz to zmieniłem i pływam od dziewiątej. Wysypiam się i robię trochę lżejsze treningi. Finalnie pływanie poszło do przodu. Jestem na dobrej drodze.

Czyli te drobne zmiany zastosowane w treningach oddały już w Gdańsku?
Tak, po prostu nie służą mi poranne godziny do trenowania. Przez to nie wysypiam się i w efekcie tego trening nie jest efektywny. Do tego w moim przypadku jest to ciężkie do pogodzenia, bo mam jeszcze rodzinę, w tym trójkę dzieci.

Wspomniałeś o dzieciach, a już jutro Dzień Ojca. Jak łączysz rolę ojca ze sportem?
Żeby z sukcesem pogodzić sprawy rodzinne z treningami, trzeba mieć wyrozumiałą żonę, która wspiera i daje możliwość, aby można było trenować 20 godzin tygodniowo. To nie jest proste, ale daję radę.

Co byś poradził triathlonistom, którzy też są ojcami?
Myślę, że każdy ojciec musi znaleźć balans między pasją, a rodziną oraz idealnie gospodarować czasem. Jestem zawodowcem, więc moją pracą jest trening, ale myślę, że gdybym pracował, to praca, trening i rodziną muszą zostać perfekcyjnie zbilansowane. Trzeba wszystko robić z ogromną pasją oraz cieszyć się każdym dniem.

Wracając jeszcze do ostatniego startu, czy to były najlepsze zawody w tym sezonie?
Powiedziałbym, że to był najlepszy start w całej karierze. Zrobiłem życiówkę na tym dystansie. Wtedy miałem dobry dzień, ale cieszę się z tego, że to osiągnąłem sam. Na rowerze byłem solo, na biegu podobnie. Można powiedzieć, że część pływacką pokonaliśmy razem z Piotrem Ławickim. Jestem dumny z tego startu.

Co dalej?
Przede wszystkim będę startować w Polsce. Teraz to Garmin Iron Triathlon Stężyca, Susz, Poznań.

Czego Ci życzyć przed kolejnymi startami oraz z okazji Dnia Ojca?
Całusów i przytulasów od dzieci (śmiech), żeby trzymały kciuki za tatę i były dumne z ojca. A przed kolejnymi startami to zdrowia i progresu na pływaniu (śmiech).

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X