Rozmowa

Anna Lechowicz: Przeżyłam horror (video)

Nie zapomnę tego do końca życia, zwłaszcza jak zmuszałam się do walki na rowerze, choć byłam bardzo dobrze przygotowana – mówi Anna Lechowicz. Mimo wielu kryzysów i problemów zajęła czwarte miejsce w kategorii wiekowej w MŚ Ironman St. George. Teraz skupia się na Hawajach.

Za Tobą niezwykle ciężki i emocjonalny start w MŚ Ironman St. George, gdzie zajęłaś czwarte miejsce w kategorii i ósme OPEN wśród amatorek. Czy opadły już nieco emocje?
Będę zawsze powtarzać, że startujemy w AG i mamy też zawodowe życie. Wylądowaliśmy w środę, o 11 we Frankfurcie. Do domu miałam 450 kilometrów. Na miejscu byłam późnym wieczorem, a następnego dnia byłam już w pracy. Więc nie miałam dużo czasu na świętowanie i rozmyślanie o tych zawodach. Prowadzimy normalne życie. Trzeba było przygotować dzieci do szkoły itd.

W jakim stopniu udało Ci się już się zregenerować po tym ciężkim starcie?
Przez pierwszy tydzień trener powiedział, że mam robić to, na co mam ochotę. Więc nic nie robiłam (śmiech). Wróciłam do treningów po ośmiu dniach od zawodów. To było trochę szybciej od zakładanego planu, bo chcę wystartować w czerwcu w Bundeslidze. Pierwotnie nie miałam zaplanowanego tego startu. Uwzględniona była inna dziewczyna, ale się rozchorowała. Dlatego szybko muszę zregenerować nogi i wracać. Start jest na sprincie, będzie ciężko, bo nie przygotowuję się na takich dystansach. Jeśli chodzi o samą regenerację, to jestem wielką fanką jogi. To mi bardzo pomaga. Ponadto już w Utah miałam nogawki do masażu limfatycznego Notmatec. Jeżdżę z nimi na każde zawody oraz obozy treningowe. Uważam, że to jest jedna z lepszych inwestycji, jakie zrobiłam w życiu. To sprawia, że nogi naprawdę są lżejsze. Dzisiaj biegłam pierwszy raz 11 kilometrów. Oczekiwałam większych trudności, a biegłam po 4:30-4:40. Nie czułam, żeby nogi były ciężkie. Inaczej było rok temu po Frankfurcie. Wówczas bardzo męczyłam się na pierwszym biegu.  

Zobacz też: Paweł Barszowski: Agnieszka ma spore szanse na slota na Hawaje

Zanim przejdziemy do przebiegu samego wyścigu, to na większości trasy miałaś problem z chipem i przez to nie można było śledzić Twoich poczynań na trackerze do T2. Co się stało?
Jeśli chodzi o chip, to wyszło wszystko na jaw, co się z nim stało, po zawodach. Znalazłam go przyczepionego do worka, do którego spakowałam piankę po pierwszej konkurencji. Okazało się, że gdy ściągnęłam piankę w namiocie prawdopodobnie mały chip odpadł. Musieli sprawdzić, do kogo należy i ponownie mi go przyczepili na torbie do odebrania, abym mogła później go oddać.

Jak czułaś się na pływaniu?
Uważam, że przyzwoicie popłynęłam. Wreszcie pokazałam, jak poprawiłam pływanie. W moim odczuciu woda nie była zimna. Przed zawodami bałam się panicznie tego. Dwa dni wcześniej popływałam w tym akwenie i wówczas ta woda po jednym kilometrze dawała się we znaki. Wtedy ręce traciły czucie wody. Podczas zawodów, jak wskoczyłam, to wydawało mi się, że jest dobrze. Miałam wrażenie, że trasa pływacka zleciała bardzo szybko. 

Czy udało się przepłynąć pierwszą część wyścigu według założeń?
Pływam bez zegarka, bo na rowerze mam przyczepione Wahoo. Dopiero w worku na bieganie mam zegarek. Wcześniej nie jest potrzebny. Nawet nie wiedziałam, jaki miałam czas na pływaniu. Po pokonaniu 2,2 km i jak wpływałam do portu, to miałam wrażenie, że to wszystko szybko zleciało. W wodzie czułam się bardzo dobrze. Choć było zaplanowane trochę szybsze pływanie, ale tego dnia każdy płynął wolniej. Mogę powiedzieć, że popłynęłam 10 minut wolniej od pierwszej zawodniczki w mojej kategorii wiekowej, ale Vanessa jest m.in.: byłą zawodniczką PRO, więc wydaje mi się, że przepłynęłam na przyzwoitym poziomie.

Zajrzyj do: Kasper Tochowicz: To nie był idealny wyścig, ale jestem zadowolony

Z jakim planem wyjeżdżałaś z T1?
Wyjeżdżając z pierwszej strefy zmian miałam dobre samopoczucie. Nie znałam czasu, ale wychodząc z wody, widziałam, że T1 jest jeszcze dosyć pełne rowerów. To mnie trochę uspokoiło. Więc udałam się na trasę kolarską z dobrą myślą.

Już przed startem mówiłaś o piekielnie trudnej trasie kolarskiej. Jak w rzeczywistości czułaś się na tym etapie?
Trasa kolarska była bardzo trudna. Było łącznie 2200 metrów przewyższenia. Do tego dochodziła wysoka temperatura. Trzeba dodać, że samo miejsce rozgrywania zawodów znajduje się 800 m n.p.m. Więc to nie jest trening na wysokościach, ale dało się odczuć, że jesteśmy trochę wyżej niż na nizinach. Nie wiem, co się stało z moją głową, bo po 30 kilometrach czułam się bardzo źle. Nie odczuwałam zmęczenia ani nie bolały nogi, ale czułam się gorzej pod względem psychicznym.

Nie mogłam utrzymać odpowiednich watów. Nie wiem dlaczego. Do tej pory zastanawiam się z moim trenerem, jakie były przyczyny takiej sytuacji. Stwierdziliśmy, że mogło to mieć związek z pedałami od roweru, gdzie mam miernik mocy, bo były z tym problemy już przed startem. Może obraz dziwnie liczonych watów sprawiał, że miałam poczucie o złej jeździe. Wtedy pojawiały się obawy, że wszyscy mi uciekną. Może dlatego moja głowa już nie chciała pokonywać tej trasy kolarskiej. Kiedy dowiedziałam się o utracie chipa, to zatrzymałam się u sędzi. On odesłał mnie dalej, do punktów odżywczych, gdzie była pani od Ironmana. Okazało się, że wszystko było załatwione, a ja byłam spanikowana, że zostanę zdyskwalifikowana. Potem już nic nie toczyło się według planu.

Przeczytaj też: Bartosz Banach chce w Ironman Lanzarote wykorzystać doświadczenie

Czy przytrafiały się problemy żołądkowo-jelitkowe, których obawiałaś się przed startem?
Na szczęście tym razem nie były tak poważne, jak we Frankfurcie. Pierwszy raz musiałam iść do toalety na trasie kolarskiej, na 112 kilometrze. Przyczyną może być fakt, że zjadłam za dużo żeli. Na bieganiu byłam trzy razy w toalecie. Więc można powiedzieć, że z tymi problemami żołądkowymi było w miarę dobrze.

Z jakim nastawieniem wybiegałaś z T2?
Wybiegając byłam załamana. Zatrzymywałam się na punktach odżywczych, aby się zameldować. Miałam poczucie, że jestem ostatnia na rowerze i nie mam szans na TOP5. Wychodziłam na bieganie z myślą, że będę robić walking dead, bo wszystko idzie nie tak, jak trzeba. Miałam wszystkiego dosyć i byłam zmęczona po rowerze fizycznie i psychicznie. Choć szybko zrozumiałam, że tryb walking dead przez 42 kilometry będzie nudny, chyba lepiej trochę pobiec, dlatego się obudziłam. Jak biegłam, to nie wiedziałam, która jestem. Na ósmym kilometrze dostałam informację, że jestem piąta, ale zaraz awansuję o jedną pozycję. Po tej wiadomości jakoś rozkręciłam nogę. Wiedziałam, że odrabiam stratę też do trzeciej zawodniczki. Choć psychicznie nie byłam gotowa na tę walkę. Nie chciało mi się przyśpieszać. Jedyne, co miałam w głowie, to dotrwać do mety. Wynik przestał mnie interesować. Mimo tego uzyskałam drugi czas maratonu w mojej kategorii wiekowej. Przyśpieszyłam na ostatnich sześciu kilometrach. Wiedziałam, że już kończy się ten horror. Miałam świadomość, że jestem czwarta. To mnie cieszyło. Jak widziałam metę, to łzy cisnęły się do oczu, że mimo wszelkich przeciwności, załamań oraz chęci zejścia z trasy, to przetrwałam.

Czy to był dla Ciebie najcięższy start pod względem fizycznym i mentalnym w dotychczasowej karierze w triathlonie?
Tak, nie zapomnę go do końca życia, zwłaszcza jak zmuszałam się do walki na rowerze, choć byłam bardzo dobrze przygotowana. Trener mi powiedział, że pojechane waty w Utah, nie oddały treningu. To, co pojechałam tam, powinnam z zamkniętymi oczami pokonać na luźnym rozjechaniu. To jest też dla nas lekcja pokory na przyszłość. Trener wspomniał, że cieszy się, że mimo wszystko nie zeszłam z trasy i dotrwałam do końca.  

Poczytaj także: Jacek Tyczyński: Nie spodziewałem się, że powrót będzie tak dobry

Dzięki osiągniętemu wynikowi udało się wywalczyć upragnionego slota na Konę. Co chciałabyś  jeszcze poprawić do tych zawodów?
Jestem już po rozmowie z trenerem. Na pewno chciałabym wrócić do szybkiego biegania. To byłby bodziec do przełamania jakieś tam psychicznej bariery. Chcę też przyśpieszyć na rowerze. Jestem po rozmowach z jednym z klubów. Będę mogła z nimi trenować w środy na torze. To bardzo mnie cieszy. Akurat w ten dzień mam wolne od pracy. To będzie dla mnie motywacja, bo jazda w grupie i na dworze.

Ile planujesz startów przed Hawajami?
Bardzo chciałabym wystartować na mistrzostwach Polski w Poznaniu, na dystansie 1/2IM. Nie wiem, czy uda mi się to wszystko finansowo pospinać. Jestem przepisana też z zeszłego roku na Duisburg. Mam też starty w Bundeslidze. Chciałabym też wystartować gdzieś pod koniec czerwca, choć wszystko rozbija się o finanse. Ten rok startowy jest bardzo drogi, tym bardziej Kona, bo w tym sezonie jest podwójna liczba startujących.

Z jakim nastawieniem udasz się na Konę za kilka miesięcy?
Wiem, że jeśli wszystko poprawię, co muszę i nie zabraknie mi szczęścia, to jestem w stanie walczyć o najwyższe miejsca. Mimo tego, że jestem pracującą osobą i mam trójkę dzieci, to St. George pokazał mi, że mogę nawiązać walkę z najlepszymi na świecie. Byłam ósma OPEN, a w mojej kategorii wiekowej wygrała była zawodniczka PRO. To daje mi poczucie, że jestem na dobrej drodze. Trzeba tylko odrobić lekcję, co poszło nie tak w St. George i lecimy dalej.  

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne i Tomasz Nowacki (foto + video)

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X