Rozmowa

Alicja Tchórz: Triathlonowi nie mówię nie, ale…

Była ekspertką podczas startu w domowym Ironmanie Roberta Wilkowieckiego. Alicja Tchórz, jedna z najlepszych polskich pływaczek, zdradza m.in.: co jest ją w stanie skłonić do startu w triathlonie, a także opowiada o pobycie, treningach w Centralnym Ośrodku Sportu w czasie pandemii.


Przemysław Schenk: Ostatnio byłaś gościem podczas głośnego wydarzenia, czyli wyzwania Roberta Wilkowieckiego, który pokonał domowego Ironmana w czasie 7:45:14. Śledziłaś cały jego start?
Niecały, bo miałam w międzyczasie też trening, ale byliśmy na bieżąco, czy jest na dobrej drodze do osiągnięcia celu. To było fajne wyzwanie i niesamowity wyczyn. Podziwiam Roberta Wilkowieckiego za to, że podjął się tego, bo walka z samym sobą przez ponad siedem godzin jest czymś kosmicznym. Ja chyba bałabym się podjąć czegoś takiego. Jeszcze pewnie dałabym radę pokonać dystans pływacki, ale te kilometry na rowerze i  biegu robią ogromne wrażenie.

PS: Więc dałabyś się może namówić na start w triathlonie?
Troszeczkę nie lubię pływania na wodach otwartych, bo tam jest bardzo agresywnie, zupełnie inaczej niż na basenie. Nie mówię nie. Gdyby to był jakiś cel charytatywny i przyświecała ku temu dobra idea, to pewnie podjęłabym się tego wyzwania. Jednak tak sama dla siebie chyba nie zdecydowałabym się na taki krok. Wolałabym popłynąć na wiosłach.

PS: Od kilkunastu dni przebywasz na zgrupowaniu w centralnym ośrodku sportu w Wałczu. Jak przebiegają treningi?
Myślę, że ten dzień nie odbiega od tych normalnych kanonów treningowych. Jedynymi obostrzeniami są tak naprawdę przebywanie na basenie do maksymalnie sześciu osób i pływanie po jednej osobie na tor. Jednak tutaj przebywa jedynie 12 pływaków. Dlatego trenujemy w dwóch grupach i to nie wpływa jakoś destrukcyjnie na nasz plan dnia. Liczę na to, że większa liczba pływaków będzie mogła cieszyć się z treningów w wodzie już niedługo.

PS: Jak się czułaś, wchodząc pierwszy raz do wody po przerwie?
To było dość niespotykane uczucie. Wcześniej nie miałam tak długiej rozłąki z wodą. Odczuwałam taki brak poczucia własnego ciała. Brakowało  czucia wody, czyli właśnie mocy pociągnięcia. Na szczęście ono szybko wraca. Nawet jestem w szoku, że aż w takim tempie. Myślę, że duży wpływ na to, że w miarę sprawnie wracamy do tej dyspozycji w wodzie, miały nasze treningi lądowe. Cały czas trzymaliśmy się w ryzach. Wprawialiśmy nasze serce w przyśpieszony rytm, aby ten powrót do naszego naturalnego środowiska, jakim jest woda, był sprawny i szybki.

PS: Jak wygląda Twój typowy dzień na obozie?
Wstajemy rano. Mamy trening między godziną 7 a 9. Więc jest więcej snu niż w domu. Następnie mamy śniadanie. Potem w zależności, czy wykonujemy trening lądowy przed obiadem lub po to idziemy albo na siłownie lub robimy jakieś ćwiczenia z obciążeniem własnego ciała. W godzinach 15-17 mamy drugą jednostkę w wodzie, a po niej idziemy na kolację. Więc jest jeszcze trochę czasu, żeby pospacerować po ośrodku, czy popracować zdalnie.

tchórz

Zobacz też:

Mateusz Wamka: od pływania do triathlonu

PS: Obecnie masz kontakt z wodą od kilku dni. Ile czasu może zając Ci powrót do formy sprzed pandemii?
Tak naprawdę nie wiem, bo nigdy nie miałam takiej przerwy. Obecnie jesteśmy w takiej trudnej sytuacji, że nie wiemy do końca, do czego się przygotowujemy. Nie mam jeszcze jasnej informacji odnośnie zawodów krajowych, czy międzynarodowych, które miałyby się odbyć jeszcze w tym roku. Na razie po prostu staramy się wrócić do dyspozycji, nie przeciążając się za bardzo, by nie nabawić się na wstępie kontuzji. Myślę, że to czucie szybko wraca i sami będziemy mile zaskoczeni tym, w jaki sposób ta przerwa wpłynie na nasze wyniki.

Jakub Nowakowski: Właśnie, jak bardzo ta sytuacja odbije się z pandemią na wynikach zawodników i zawodniczek?
Myślę, że to najbardziej się odbije na dużym odsetku ludzi, którzy zrezygnują. Szczególnie dla dzieciaków, które jeszcze nie wiedzą, że są potencjalnymi medalistami mistrzostw Polski, czy nawet pretendują do medali na imprezach międzynarodowych. Jeżeli oni poczują, że można się wyspać, są inne rozrywki, będzie więcej czasu na spotkanie się z kolegami lub koleżankami, a nie na trenowanie, to po prostu dużo osób zrezygnuje ze sportu. To  spowoduje, że ten narybek będzie mniejszy i utrudnione zostanie wyłowienie tego mistrza.

PS: Przed rozpoczęciem obozu musieliście z innymi przejść badania na koronawirusa. Jak wyglądały wszystkie procedury dostania się za bramę COS pierwszego dnia obozu?
Przywitały nas dwa zamknięte szlabany, także to już było dość dziwne. Przed samym wyjazdem na obiekt zbadano nam temperaturę. Jeżeli była w normie, to mogliśmy udać się pod budynek, w którym pobrano od nas wymaz oraz zrobiono wywiad. Dostaliśmy następnie w kopertach klucze od pokoju. Mieliśmy bezpośrednio z pobrania wymazu udać się do pokojów. Tam planowo mieliśmy przebywać 48 godzin, ale byliśmy troszkę dłużej, bo przedłużyło się oczekiwanie na wyniki. Jedzenie było dostarczane pod drzwi, a jak już się okazało, że wszyscy jesteśmy wolni od koronawirusa, to mogliśmy rozpocząć normalne treningi.

Jakub Krysiewicz: Widać w mediach, że jesteś osobą, która nie boi się postawić lub poruszyć trudne kwestie. Czy zdarza się, że Twoi koledzy lub koleżanki traktują Cię jako taki głos wszystkich pływaków?
Myślę, że od pewnego czasu tak to wygląda. Ciężko jest mi tutaj odpowiedzieć. Nie boję się w ogóle mówić tego, co myślę. Mam własne ideały, z którymi staram się zgodnie żyć. Chcę codziennie rano móc spojrzeć w lustro z myślą, że zrobiłam wszystko, by ten świat stał się trochę lepszy. Może jeszcze nie dla mnie, ale dla przyszłych pokoleń, aby oni nie musieli borykać się z takimi problemami, z którymi my się musimy zderzać.

JK: Z jakich powodów pływanie jest mniej powszechnym sportem w Polsce niż przykładowo piłka nożna?
Uważam, że pływanie ma niesamowity potencjał, bo to jest sport, który każdy może uprawiać. Nawet jest zalecany w ramach rehabilitacji. Tak naprawdę można po prostu pójść na basen i popływać. To nie są skoki narciarskie, gdzie przeciętna osoba nie weźmie nart i nie pójdzie skakać na Wielką Krokiew. To nam daje wielkie pole do popisu, które nie jest wykorzystywane. Do tego jest to sport, którego umiejętność ratuje życie. Zatem mamy kolejny atut pływania. Prawda jest taka, że na świecie ten sport jest najbardziej popularny podczas igrzysk olimpijskich. Najszybciej sprzedają się bilety na tę dyscyplinę, bo pływanie jest najbardziej medalodajną dyscypliną. Potencjał jest ogromny, a działania Polskiego Związku Pływackiego wpływają na to, że faktycznie ta nasza dyscyplina gdzieś tam spływa do kanału, cytując mój #hot16challenge.

JK: Jak oceniłabyś aktualny poziom rozwijania się najmłodszych pływaków w Polsce?
Myślę, że ten beton powoli się kruszy. Nowoczesna forma szkolenia zaczyna docierać do coraz większego grona trenerów. Dzięki temu wyniki wśród juniorów są naprawdę imponujące. Jednak pojawia się kwestia przytrzymania takiego zawodnika przy pływaniu. Powinien mieć cel, własnych idoli oraz środki do utrzymania, a nie być postawiony przed wyborem: praca, czy trening. To są rzeczy, które trzeba tam udoskonalić. Staram się działać na rzecz popularyzacji naszej dyscypliny. Sama jestem współorganizatorką takich zawodów jak memoriał Marka Petrusewicza, które stały się już flagową imprezą pływacką, na której co roku gościmy medalistów mistrzostw świata, czy mistrzostw Europy i kilkudziesięciu olimpijczyków. Tam padają rekordy świata niepełnosprawnych. Może to być impreza, która podoba się kibicom i na nią przychodzą ludzie. Staram się wyznaczać jakieś kierunki tego działania i pokazywać, że jeśli się chce, to naprawdę można dużo zdziałać.

JK: Co sądzisz o zarobkach pływaków?
Myślę, że jesteśmy w koszyku tych dyscyplin, które są słabo nagradzane. Nie mamy takich meetingów przez to, że takie dyscypliny jak wioślarstwo, kajakarstwo, judo czy zapasy są rzadko pokazywane w polskiej telewizji. Część z nich jest transmitowana tylko podczas igrzysk olimpijskich. Dlatego potencjał jest niski dla sponsorów. Też nie ma takich wydarzeń jak diamentowa liga w lekkoatletyce, gdzie nagrody byłyby satysfakcjonujące i dające możliwość utrzymania na wysokim poziomie. W tych indywidualnych i mniej medialnych dyscyplinach jedynym zabezpieczeniem na przyszłość jest medal olimpijski. Wszyscy wiemy, że to jest osiągalne tylko dla małego odsetka ludzi. Mamy takie przykłady nawet teraz w pływaniu jak Radosław Kawęcki, który czterokrotnie został mistrzem świata na krótkim basenie, a jeszcze nie ma tego olimpijskiego medalu. Kolejnym przykładem jest Paweł Fajdek. Należy do światowej czołówki młociarzy, a medal zawsze mu ucieka.

tchórz

Czytaj także:

Pływanie na sucho

PS: Co się dzieje ze sportowcami, którym nie udaje się zdobyć medalu olimpijskiego?
Lądują w bardzo trudnych sytuacjach. Pani Wróbel z podnoszenia ciężarów miała problemy finansowe. Te trudności dotykają szerokiego grona sportowców. U nas nie ma rynku sponsoringowego. Małe i średnie przedsiębiorstwa bardzo rzadko angażują się w sponsoring oraz w promocję poprzez sport.

PS: Wspominałaś o IO. Jak zniosłaś mentalnie decyzję o przełożeniu igrzysk w Tokio na przyszły rok?
Nie ukrywam, że to była ciężka sytuacja dla mnie, bo musiałam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jestem jeszcze w stanie przez rok dalej pracować na tak wysokich obrotach, przekładać znów plany po igrzyskowe. Musiałam też określić szanse, czy mój organizm da radę i będę w stanie w ogóle powalczyć o miejsce w reprezentacji. Myślę, że takim gwoździem do trumny był jeszcze fakt, że zostały też przeniesione mistrzostwa Europy na długim basenie oraz mistrzostwa świata na krótkim basenie, które miały być rozgrywane w grudniu. To były przystanki podczas tej drogi. Mogły też weryfikować nasze działanie. Teraz aktualnie nie mamy punktu zaczepienia. Pierwsza impreza rangi mistrzowskiej odbędzie się dopiero w maju. To będą ME. Więc jest trudno o motywację i cel krótkoterminowy.

PS: Wspomniałaś o motywacji. W takim przypadku skąd ją czerpiesz?
Chyba tutaj duże znaczenie ma wsparcie rodziny, dobry team, który tworzymy w Juvenii Wrocław oraz wspaniały trener, na którym można polegać. To są rzeczy, które powodują, że chce się pójść na ten trening i zmęczyć się, ale też spędzić miło czas z ludźmi.

PS: Sam fakt przekładania tych startów, w jakim stopniu wpływa na proces budowania formy w czasie treningu?
To jest chyba najtrudniejszy aspekt, żeby trener dał radę nas zmobilizować do pracy i  zbudować sensowny projekt szkolenia. My też nie możemy nieustannie pracować na najwyższych obrotach. Trzeba zaplanować jakieś luźniejsze tygodnie lub przerwę. Przed pandemią koronawirusa ten cykl wyznaczały docelowe imprezy. Po nich mieliśmy krótsze rozpływanie, roztrenowanie. Obecnie wszystko trzeba stworzyć wirtualnie.

JN: Mówiłaś o trenerze, jaką on ma rolę w życiu pływaka?
Myślę, że w życiu każdego zawodnika trener odgrywa bardzo ważną rolę. My spędzamy z nimi więcej czasu niż z rodzicami. Na pewno mają wpływ na nasze wychowanie. Dodatkowo muszą potrafić wyegzekwować od nas duże zaangażowanie na treningu oraz po prostu walkę do ostatniej kropli z żył podczas zawodów.

JK: Co robisz w czasie wolny od treningów?
Nie mam wstrętu do wody i faktycznie, jeżeli jadę gdzieś na wakacje, to nie unikam hotelów z basenami. Jedynie muszą być odkryte, żeby można było się troszkę poopalać. Jednak chyba  nie zdarzyło się, żebym poszła na basen w ramach relaksu. Myślę, że dużo chętniej spędzam ten czas na świeżym powietrzu, bo w dużej mierze pływanie jest moją pracą. Zazwyczaj spędzam czas w zamknięciu jeszcze pod dużym wpływem takich środków jak chlor. Dlatego  przebywanie na świeżym powietrzu sprawia mi dużo większą frajdę niż moczenie się kolejny raz w wodzie.

PS: Jak spędzasz wolny czas na tym obozie?
Byłam na wiosłach z Agnieszką Kobus-Zawojską, medalistką igrzysk olimpijskich. To była rozrywka dla mnie, bo okazało się, że całkiem nieźle wiosłuje na ergo-wiosłach. To zostało odkryte właśnie przez koronawirusa. Musieliśmy trenować w dużej mierze na sucho. Właśnie używaliśmy tych ergo-wioseł i wykonywałam kolejne jednostki treningowe.  To też była fajna przygoda. Jestem osobą, która lubi działać. Mam co robić między treningami.  Jestem w trakcie pisania doktoratu, pracuję też przy organizacji memoriału Marka Petrusewicza. Posiadam własny portal nasimistrzowie.pl. Więc maili i telefonów jest sporo. Więc nie mogę narzekać na nudę.

PS: A o czym piszesz doktorat?
Marketing sportowy w latach 2017 – 2019, ale pociągnę do 2021 roku, żeby móc jeszcze sprawdzić działanie środowiska w roku olimpijskim.

JK: Jakiś czas temu utknęłaś na Teneryfie przez pandemię. W jaki sposób udało się Wam wszystkim ostatecznie wrócić do Polski?
Pierwotnie chcieliśmy tam zostać jak najdłużej, bo ośrodek, w którym trenowaliśmy,  mieliśmy otwarty o trzy dni dłużej od wszystkich basenów w Polsce. Dlatego myśleliśmy, że właśnie tamte treningi pozwolą nam na kontynuację szkolenia bez perturbacji, bo jedyną opcją, żeby właśnie zamknąć ten cały obiekt T3, było wprowadzenie stanu wyjątkowego w Hiszpanii. Mieliśmy nadzieje, że on nie zostanie wprowadzony. Stało się inaczej. Niestety, po dwóch dniach od zamknięcia basenów w naszym kraju, został ogłoszony stan wyjątkowy i obiekt musiał być zamknięty. Wówczas tliła się nadzieja, że będziemy mogli korzystać z basenu hotelowego i trenować przy użyciu takich specjalnych gum, czyli po prostu byśmy pływali w jednym miejscu. Udało się tak działać przez jeden dzień, ale niestety, również został zamknięty. Dlatego już przebywanie w zamkniętym hotelu mijało się zupełnie z celem. Dodatkowo po powrocie mielibyśmy obowiązkową dwutygodniową kwarantannę.

Zajrzyj do:

Paweł Mitruś: Stale podnoszę poziom sportowy

JN: Kto pomógł zorganizować wasz powrót do kraju?
To była akcja związku oraz trochę pomocy ze strony wojska, bo wielu zawodników to po prostu wojskowi. Udało się wszystko zorganizować. Ostatecznie po dwóch dniach od zamknięcia obiektu siedzieliśmy w busie, który nas wiózł na lotnisko. Mieliśmy najlepsze połączenie z możliwych, bo bezpośrednio do Warszawy. Pierwotnie jeszcze miały być przesiadki w Berlinie, czy we Włoszech. Na szczęście się tak nie stało, lecieliśmy prosto do Warszawy. Tam musieliśmy się zobligować, gdzie będziemy przebywać na tej kwarantannie i stamtąd już pojechaliśmy prosto do wybranego miejsca.

JK: W październiku zeszłego roku brałaś udział w Wojskowych Igrzyskach Olimpijskich, w słynnym już Wuhan. Czy bałaś się, gdy okazało się, że COVID 19 ma swój początek właśnie w tym mieście?
To nie wzbudziło we mnie strachu, bo czułam się dobrze. Wiedziałam, że to jest niemożliwe, żebym przywiozła tego wirusa i on dopiero tliłby się we mnie przez półtora miesiąca. To jest niemożliwe z biologicznego punktu widzenia. Miałam nadzieje, że pandemia zostanie stłamszona właśnie w Chinach. Niestety, tak się nie stało. Obecnie mamy ogólnoświatowy problem. Liczę na to, że poradzimy sobie z tym i szybko wrócimy do tej naszej normalności i takiego działania, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.

JN: Skoro już o normalności mowa, chciałbym wrócić do okresu sprzed pandemii. Który start uważasz za najlepszy, a który najsłabszy w dotychczasowej karierze?
Oczywiście, że były w mojej karierze i wzloty i upadki. Najtrudniej wspominam mistrzostwa świata w Szanghaju w 2011 roku oraz IO w Rio de Janeiro w 2016 roku. No to były trudne momenty dla mnie, bo praca, którą wykonałam przed tymi imprezami, była ogromna, szczególnie przed zawodami w Szanghaju. Wówczas nic nie wskazywało na to, że może być źle. To chyba boli sportowca najbardziej, że nie może sobie nic do końca zarzucić i szuka przyczyn porażki. Tutaj duże znaczenie ma kontakt z trenerem. Musieliśmy przeanalizować nasze przygotowania i po prostu wyciągnąć wnioski, żeby to się więcej nie powtórzyło. Sytuacja z Rio de Janeiro jest troszeczkę inna. Tam miałam właśnie problemy z komunikacją z trenerami kadrowymi, co potem to się odbiło na startach całej reprezentacji.

JN: A najlepsze występy?
Myślę, że starty medalowe w ME z 2015 roku. Wtedy zdobyłam pierwszy srebrny medal na 100 metrów stylem grzbietowym, co było ogromnym szokiem dla całego środowiska, a dla mnie takim dobrym akcentem po tej całej aferze o 200 złotych. Do tego medal z grudnia z zeszłego roku, kiedy razem z koleżankami w sztafecie zdobyłyśmy złoto na ME w Glasgow. Miałam przyjemność zobaczenia w oczach trenera łzy radości.

PS: W 2017 roku wzięłaś udział w World Games, gdzie zdobyłaś srebrny medal w konkurencji pływania z przeszkodami na 200 metrów. Skąd wziął się pomysł na tamten start?
Szukamy z trenerem jakichś nowych bodźców oraz rozwiązań, żeby ten dość nudny do trenowania sport, jakim jest pływanie, móc sobie urozmaicić. Więc wyszła taka propozycja od władz miasta, bo Wrocław był gospodarzem tych igrzysk. Podjęłam się tego wyzwania i spróbowałam się zakwalifikować. Miałam przyjemność pracy z trenerem Lelewskim,  który jest specem, jeśli chodzi o ratownictwo wodne. Bardzo szybko mi wytłumaczył, na czym polegają konkurencje, w których mam brać udział. Dzięki temu, że całkiem dobrze radzę sobie z pływaniem pod wodą i jestem grzbiecistką, to mogłam powalczyć z tymi najlepszymi na dystansie 200 metrów z przeszkodami. Cała konkurencja polega na tym, że musimy pod wodą samymi nogami na każdej długości pokonać dwie przeszkody, które są na  głębokości 70 centymetrów. Cały start wspominam pozytywnie. Jednak występy przy aplauzie kibiców i własnej publiczności są niezwykłe dla każdego sportowca.

PS: Starasz się wspierać też młodych adeptów sportu, co podkreślasz na własnej stronie internetowej. W jaki sposób to robisz?
Jestem właścicielem portalu nasimistrzowie.pl, który ma za zadanie tworzyć rynek sponsoringowy. On ma wskazywać drogę, łączącą zawodników i przedsiębiorców. Pokazujemy zawodnikom, że muszą też dobrze się pokazywać, promować w mediach. Udostępniamy im samouczki. Z drugiej strony pokazujemy przedsiębiorcom, że sponsoring juniorów, czy zawodników wchodzących w wiek seniorski  nie wiąże się z wydatkami rzędu milionów. Tylko wystarczy nawet zapłacić za obóz lub za sprzęt sportowy. To ma dla nich ogromne znaczenie, a dzięki temu można zyskać naprawdę dobrą reklamę, która lepiej trafi do grupy docelowej niż za pośrednictwem mediów.

Cały podcast możesz odsłuchać tutaj.

Autorzy Przemek Schenk, Jakub Krysiewicz i Jakub Nowakowski są studentami Ateneum Szkoły Wyższej w Gdańsku, a także autorami podcastu “Sport na A(n)tenie”. Rozmowa została przeprowadzona 27.05.2020
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button