Rozmowa

Alicja Pyszka-Bazan: Najprawdopodobniej to ostatni rok w amatorach

Jak wielu innych zawodników, obecnie szlifuje formę w Sierra Nevada. To pierwszy obóz wysokościowy dla Alicji Pyszki-Bazan, dla której głównym punktem drugiej połowy sezonu są mistrzostwa świata w Utah.

Czy już się przyzwyczaiłaś do rozrzedzonego powietrza w Sierra Nevada?
Nie, jeszcze jestem za krótko, aby mówić o przyzwyczajeniu. Przyjechałam tutaj dwa dni temu, a w sumie trzy, bo wieczorem we wtorek. Mam nadzieję, że zaadoptuję się w ciągu kilku, a może kilkunastu dniach. Wszystko będziemy monitorować na bieżąco, ponieważ to jest pierwszy obóz na wysokości w życiu. To stanowi dużą niewiadomą. Na pewno trzeba podejść do treningu z dużą pokorą. Nie można zacząć bardzo mocno. Muszę spokojnie wprowadzać się w trening.

Jak wyglądały pierwsze dni w Sierra Nevada?
Na razie delikatnie spaceruję i badamy mój organizm. Myślę, że więcej będę mogła powiedzieć w najbliższych dniach.

Jak długo tam będziesz?
22 dni, taki jest plan. To jest najdłuższy pobyt poza domem od narodzin Sarki, która ma już siedem lat (śmiech). Czas odciąć pępowinę, jak to mówi Jacek. Pierwszy raz na tak długo wyjechałam samotnie, bez nich. Natomiast, żeby za pierwszym razem nie było mi tak trudno, to oboje przylecą w połowie wyjazdu, po dziewięciu dniach pobytu. Zostaną na pięć i potem zostanę tydzień ponownie sama. Dużo nowości przede mną w najbliższych dniach w sferze sportowej oraz rodzinnej.

Jakie są oczekiwania wobec pobytu w górach?
Trudno mi powiedzieć, bo jestem po dwóch tygodniach roztrenowania. Zakończyłam pierwszą część sezonu. Teraz rozpoczynamy przygotowania do drugiej, w tym startu docelowego w mistrzostwach świata w Utah. Dlatego przyjechałam tutaj w okresie budowania bazy tlenowej.

Miałaś okazję spotkać już np. Lucy Charles?
Tak, jest tutaj w ośrodku. Widziałam ją rano na basenie. Mijałyśmy się. Lucy jest z całą ekipą. Widziałam też Polaków: Ewę Komander, Roberta Wilkowieckiego. Jest też Paulina Klimas. Sporo tych Polaków jak na Sierra Nevadę (śmiech). Dużo osób szlifuje tu formę.

Czy możesz liczyć na jakiś wspólny trening z Pauliną lub Robertem Wilkowieckim?
Wydaje mi się, że każdy realizuje własne jednostki treningowe i jest skupiony na sobie. Wszyscy trenujemy osobno. Nie wiem, jak to będzie na dniach. Może uda się zorganizować trening ze sobą, ale doskonale wiem, jak to jest z organizacją własnych treningów oraz harmonogramem dnia. Każdy z nas robi coś innego i prezentuje inny poziom. Może być ciężko, ale nie wykluczam. Zobaczymy, co pokaże przyszłość.

Czy obawiasz się czegoś na tym obozie?
Na pewno ze strony emocjonalnej, to długiej rozłąki z córką. To jest dla mnie ciężkie. Jeśli chodzi o aspekty treningowe, nie wiem, jak zareaguje mój organizm. To wielka zagadka, co będzie się działo. To będzie dla nas fajna droga oraz super doświadczenie.

Po powrocie z obozu masz zaplanowany jakiś start?
Głównym startem tej części sezonu jest Utah, ale przed tymi zawodami chciałabym zrobić jedną, dwie połówki. Pomiędzy tym przydałyby się też ze dwa starty na 1/4IM. Myślę, że jeśli wstrzelę się na Garmina, to będą dwie ćwiartki i dwa razy 1/2IM.

Wyjedziesz do Utah z dużym wyprzedzeniem?
Tak, mam już kupione bilety. Lecimy całą ekipą – ja, Jacek i Sara, na 17-18 dni przed startem. To dość sporo, ale tak sobie założyliśmy, że nie będziemy zostawać dłużej po starcie.

O co chcesz powalczyć w Utah?
O jak najlepszą lokatę. Nie ukrywam, że prawdopodobnie 2022 rok będzie moim ostatnim w amatorach.

Rozmawiał: Marcin Dybuk
foto: materiały prywatne 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X