Rozmowa

Adrian Kostera: To będzie walka z samym sobą

Już w poniedziałek stanie do walki na dystansie pięciokrotnego Ironmana w ramach Quintuple Ultra Triathlon, w Colmar. Adrian Kostera jeszcze nie rozpoczął rywalizacji, a już miał sporo przygód. 

Jak przebiegają przygotowania do nadchodzących zawodów 5xIM w Colmar?
Teraz już dobrze. Do lutego jeszcze było sporo komplikacji z pływaniem. W Holandii był kompletny lockdown, ale już wszystko wróciło do normy. Ostatnie tygodnie były niesamowicie intensywne. W kulminacyjnym momencie doszedłem do 35 godzin treningu w tygodniu. Teraz już spokojnie odpoczywam i czekam na zawody.

Z jakim nastawieniem staniesz na starcie?
To ciekawe, że za każdym razem na tego typu wyzwaniach, które trwają dobę lub więcej czuję niesamowitą radość, ekscytacje i dumę.

Gdzieś w tle wiem, że czeka mnie straszne cierpienie. Kolejne godziny przyniosą mnóstwo bólu i skrajnych uczuć. Ale to zostaje jedynie cichym tłem tego, co najważniejsze. Jestem niesamowicie szczęśliwy i wręcz nie dowierzam, że moje życie tak się zmieniło.

Stoję tutaj teraz, czekając na start zawodów, które trwają trzy dni, jako pretendent do ustanowienia rekordu świata. I nawet pomijając ten rekord, bo to nie jest najważniejsze. Samo pokonanie dystansu 1130 kilometrów o własnych siłach bez snu jest czymś niesamowitym.

Czy zeszłoroczne doświadczenie z tego startu może zaprocentować w tym roku?
Doświadczenie jest w ultra dokładnie tyle samo warte co ogólna sprawność fizyczna – kondycja. A może i więcej. To takie zabawne, gdy zawsze biorę udział na przykład w biegach dobowych i na starcie stają zawodnicy, którzy debiutują, ale są już mega doświadczonymi, mocnymi zawodnikami na krótszych dystansach jak maraton. Przychodzą z taką dumą i pewni, że rozniosą ten dystans 24h. I zaczynają mocno, w połowie wyprzedzają mnie o jakieś nawet 40 kilometrów. A później albo schodzą pokonani w trakcie, albo do końca kuśtykają, co wygląda jak pochód zombie nad ranem. Bo nagle się okazuje, że jedzenie, odcinki, obtarcia, niespodziewane bóle, senność, pogoda, źle rozłożone siły… a w tri jest tego jeszcze więcej. A prawda jest taka, że doświadczenie się zdobywa, po prostu doświadczając.

Każda porażka jest zwycięstwem, jeżeli wyciągniemy z niej lekcje. Rok temu otrzymałem sporo lekcji. Najważniejsza – i chociaż powinienem to wiedzieć prędzej i wiedziałem, ale jednak emocje wzięły górę – na takim dystansie można ścigać się jedynie ze sobą, a nie z innymi.

Rok temu tak bardzo przyczepiłem się myśli, że muszę zejść przed Richardem z roweru i wysunąć się na prowadzenie już na początku biegu, i tym przegrałem cały wyścig. Teraz muszę po prostu być cierpliwy i robić wszystko tak jakbym był tam sam.

RELACJA, KTÓRĄ PRZEPROWADZILIŚMY PODCZAS POPRZEDNIEGO ZMAGANIA ADRIANA

W Twoim suporcie zaszły zmiany personalne. Czy jest obawa, że te roszady wpłyną na zgranie zespołu i mogą pojawiać się jakieś drobne problemy lub błędy?
Trzon zespołu pozostaje niezmienny. Sześć tygodni później biorę udział w Deca Ultra Triathlon i musieliśmy podzielić zespół na te dwa wydarzenia. Wiadomo, nikt z moich przyjaciół nie otrzyma urlopu 3 tygodnie chwile po dwóch tygodniach urlopu i to wszystko w lato. Ten trzon został obudowany przez innych bardzo cennych suporterów. W ogóle samo stwierdzenie – popełniony błąd – jest nieco abstrakcyjne w tej sytuacji. Wiesz, to nie są płatni pracownicy, którzy muszą wykonać jakieś zadanie. To moi przyjaciele, którzy za darmo i z dobrego serca biorą urlopy i przyjeżdżają mi pomóc. Tutaj nie mogą zrobić czegoś źle. Dla mnie najważniejsze, że po prostu są.

Na jakim etapie jesteś przygotowań logistycznych?
W poniedziałek przyjąłem taką dawkę stresu, że gdyby to była dawka promieniowania, to pewnie bym świecił. Okazało się, że jeden chłopak z suportu ma COVID i nie może jechać. Akurat on miał jedyny auto z hakiem i na niego miałem już wynajętą, opłaconą i zarejestrowaną przyczepę. I nagle się okazało, że nie mamy jak się zabrać, a kilkaset euro po prostu przepadło. Dodatkowo musiałem wypożyczyć całego busa…  Ale tak poza tym wszystko pod kontrolą. Mamy już sporo doświadczenia, a mój suport Dawid i Konrad z powodzeniem mogą otworzyć firmę i zajmować się profesjonalnym suportowaniem innych na różnych zawodach, w różnych wyzwaniach i będą najlepsi na świecie.

Jak się zmieniłeś jako zawodnik przez ten rok od ostatnich zawodów w Colmar?
Trudne pytanie. Teraz, kiedy myślę nad odpowiedzią, pierwsze co mi przyszło do głowy, to że tak bardzo zająłem się podopiecznymi i rozwijaniem własnej firmy trenerskiej i dietetycznej, że nie miałem czasu przyjrzeć się dokładnie sobie. Na pewno zmieniło się to, że teraz samo pokonanie takiego dystansu lub trening 20k pływania, czy 200k na rowerze to dla mnie zwyczajne jednostki treningowe a nie wyzwania. Wyzwaniem nie jest czy, ale w jakim czasie to pokonam.

Jaki cel masz odnośnie tych zawodów?
Dla mnie najważniejszy cel, to stoczenie walki ze sobą. Dla mnie nie są to najważniejsze zawody, te będą kilka tygodni później. Kiedy pierwszy raz pomyślałem o Quintuple, wiedziałem, że zrobię to bez snu. Rok temu nie wiem, czy rzeczywiście musiałem iść spać kilka razy po 10 minut, czy oszukiwałem się i przegrywałem wewnętrzną walkę. W tym roku chcę wygrać z tymi słabościami. Potrzebuję tego i czuję, że to otworzy przede mną wyższy level możliwości w ultra. Da pewien teraz potrzebny kop motywacyjny i wiarę w siebie. Nie umiem tego teraz tutaj na szybko dobrze nazwać. Myślę, że chodzi o jakąś wewnętrzną przemianę.

Czego Ci życzyć przed startem?
Aby noce szybko mijały. Aby dziki nie wyskakiwały przed rower. Swoją drogą macie jakiś pomysł, jak udobruchać dzika, kiedy wjedziesz w niego rowerem? (śmiech)

Tak jak przed rokiem i tym razem będziemy na bieżąco informować jak przebiegają zmagania Adriana Kostery. Zapraszamy do śledzenia.

Rozmawiał: Przemek Schenk
foto: materiały prywatne

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X