Rozmowa

Adrian Kostera: Postawiłem na maksymalny odpoczynek przed startem

Już w niedzielę stanie na starcie 10xIronmana. Obok Roberta Karasia i Richarda Junga należy do grona faworytów wyścigu. Adrian Kostera zdradził, w jaki sposób zmienił myślenie przed tym wyzwaniem.

Jak czujesz się na kilka dni przed startem na 10x Ironmanie?
W zeszłym roku byłem w podobnej sytuacji co teraz, czyli miałem za sobą start na pięciokrotnym Ironmanie. Potem po sześciu tygodniach brałem udział w mistrzostwach Polski w biegu 48h. Wówczas sporo trenowałem między tymi dwoma wyzwaniami. Okazało się, że podczas biegu zupełnie nie byłem sobą. Zająłem chyba drugie lub trzecie miejsce. Wynik dużo poniżej oczekiwań. Wyciągnąłem z tego lekcję i tym razem postanowiłem podejść do tego zupełnie inaczej.

W jaki sposób?
Chciałem przetestować coś zupełnie innego. Postawiłem na maksymalny odpoczynek. Treningowo niewiele się działo. Odpoczywałem i realizowałem treningi podtrzymujące. Wychodzę z takiego założenia, że moje ciało nie będzie już lepiej przygotowane, żeby pokonać taki dystans. Jedyne, co mogę przygotować, to mental. Dlatego mocno nastawiam się mentalnie. Dużo poświęcam czasu na pracy nad tą płaszczyzną. Obmyślałem też każdy detal, testując m.in.: ubrania na wszystkie możliwe pogody. Układałem też różne scenariusze, jak innym zawodnikom może wyjść wyścig i co ja mam zrobić.

W Szwajcarii będziesz startować z zawodnikami, którzy są legendami i z nimi już wcześniej rywalizowałeś. Jak czujesz się w roli jednego z faworytów wyścigu na 10xIM?
Ostatnio dostałem kilka takich pytań od przyjaciół, czy nie odczuwam presji i czy nie boje się, że mi się nie uda. Mam to szczęście, że nie czuję presji. Nie odczuwam tego wyścigu jako walki. Mam własny scenariusz, który jest optymalny tego, co jestem w stanie zrobić. Po prostu to robię.

Rozmowa mistrzów Jerzego Górskiego i Adriana Kostery w Gdyni.

To jak wygląda Twój optymalny scenariusz?
Nie chciałbym do końca zdradzać, ale chciałbym pokonać szybciej niż aktualny rekord świata.

Podczas startu w Colmar postanowiłeś nie spać. Jednak na dwukrotnie dłuższym dystansie będziesz musiał poświęcić trochę czasu na spanie. Ile planujesz spać?
To zależy od zawodników. Niektórzy przyjeżdżają i śpią po 10 h dziennie, żeby tylko ukończyć. Inni mają różne strategie i śpią dziennie po cztery godziny. Nie chcę za bardzo odchylać rąbka tajemnicy, ale mogę powiedzieć, że będę spać codziennie, no może z wyjątkiem początku wyścigu.

Co jest ważne dla suportu podczas takiej imprezy?
Dla nich to jest bardzo ciężka praca pod względem fizycznym. Nie śpią tyle co ja, a jest im trudniej, bo ja się poruszam. Oni siedzą i czekają w gotowości. Jest im nudniej, a dużo przygotowują rzeczy.

Dla nich też to jest ogromny ciężar mentalny, bo wiedzą, że mają w rękach moje życie, karierę oraz przyszłość itd. Ich decyzje mogą wpłynąć na mój wyścig.

Mówię im, że są moimi przyjaciółmi i jak popełnią błąd to trudno. Nikogo nie obwiniam, bo przyjeżdżają tam z własnej woli. Nikt im za to nie płaci. Wykorzystują na to własne urlopy. Więc nawet nie mógłbym niczego od nich wymagać.

Czy musiałeś kiedyś pocieszać członków suportu?
Trochę tak, bo biorą to wszystko bardzo poważnie. Mieliśmy raz taką sytuację, że doprowadzili mnie do łez. Wtedy musiałem im mówić, żeby się nie przejmowali. To było jedynie nieporozumieniem. Rok temu w Colmar po przejechaniu na rowerze 700 kilometrów powiedzieli, że do końca zostało 100 kilometrów. Więc odpowiednio do sytuacji nastawiłem się mentalnie. Choć pomyślałem, że jest za jasno i musiało zostać więcej. Okazało się, że było 200 km. Łzy mi poleciały, kiedy powiedzieli, że się pomyliliale uspokoiłem ich, że nic się nie stało. Poza tym wszystko robią idealnie.    

Kto będzie Ci towarzyszyć w Szwajcarii?
Dawid Bobrzki – mój przyjaciel od czasów mojego pierwszego Ironmana oraz Konrad Sobczak, fajny przyjaciel, który mieszka też w Holandii. 

Czego sobie życzysz na te zawody?
Na taką imprezę przygotowywałem się od sześciu lat. Po mojej stronie wszystko jest pod kontrolą. Teraz potrzebuję po prostu szczęścia i żeby nie wydarzyło się nic, na co nie miałbym wpływu. Z resztą sobie poradzę. Będzie fajna zabawa.  

Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button
X