Rozmowa

Tomasz Kowalski i jego recepta na sukces

Dawid Dybuk: Kim są Twoi zawodnicy?
Tomasz Kowalski: Pracuję z około 20 osobami. Są to wyłącznie triathloniści amatorzy na różnym poziomie zaawansowania. Prowadzę oczywiście zawodników startujących w kategorii PRO, ale w praktyce wszyscy jednocześnie pracują lub studiują.

 

– W roku 2017 byliście najlepszym klubem w rankingu Ironman. Kojarzysz na pewno takich trenerów piłki nożnej jak Mourinho i Guardiola. Czy myślisz, że można Cię porównać do tych taktycznych i treningowych geniuszy?
– Na pewno nie nazwałbym się treningowym geniuszem. Staram się po prostu dobrze wykonywać pracę. Mam solidne doświadczenie zarówno w sporcie wyczynowym, jak i amatorskim. Pełniłem funkcję trenera kadry narodowej, prowadziłem też amatorów do medali Mistrzostw Świata i Europy. Doskonale wiem, że ciężko te dwa światy porównywać. Generalnie różnica między „dobrym” a „wybitnym” jest kolosalna – aby być dobrym zazwyczaj wystarczy ciężka praca i cierpliwość, ale wybitne osiągnięcia wymagają czegoś więcej. Z pełnym przekonaniem powiem, że jesteśmy dobrzy w tym co robimy.

– Jeżeli nie z doskonałego prowadzenia trenera, to z czego wynika taki wynik?
– Po pierwsze, nie należymy do dużych klubów i w dającej się przewidzieć przyszłości nie planujemy rosnąć. Pracujemy ze stosunkowo niewielką grupą zawodników i staramy się wydobywać z nich to, co najlepsze – życiowo i sportowo. Uzyskiwane przez nich wyniki są w pewnej mierze odzwierciedleniem jakości naszej pracy, ale przede wszystkim zaangażowania i determinacji osób, które nam zaufały. W samym rankingu pomogło nam szczęście, jako drużyna amatorka nie stosujemy „team order” i nie wysyłamy ludzi na konkretne starty, żeby zajmować wysokie miejsca w rankingach. Poza zawodami pod szyldem WTC naszych podopiecznych w ubiegłym sezonie można było spotkać w Roth, Bydgoszczy, Borównie, Suszu itp. Nie jest tak, że jedynie jeździmy po świecie, polujemy na punkty klasyfikacji IM oraz kwalifikacje na Hawaje. Sama klasyfikacja Ironman opiera się na liczbie osób zgłoszonych do zawodów oraz na wynikach sportowych. Jako trenerzy pracujący indywidualnie z zawodnikami możemy się tylko cieszyć, że wyniki stoją na tak wysokim poziomie – na to mamy duży wpływ. Na harmonogram startowy już wyraźnie mniejszy. Oczywiście zawsze ustalamy kalendarz z zawodnikami, ale priorytetem jest szukanie rozwiązania jak najlepszego dla zawodnika, a nie dającego najwięcej punktów w jakiejkolwiek klasyfikacji.

 

– Czy bycie najlepszą drużyną w tym rankingu, dała Wam wymierne korzyści?
Fajerwerków nie ma – trochę fame'u, kilka zagranicznych wywiadów i informacje na stronie Ironmana. Dostaliśmy też od IM elegancką planszę ze zdjęciami z Hawajów oraz autografami czołowych PROsów z długiego dystansu.

 

– Konkurencja nie śpi. W Polsce powstaje coraz więcej profesjonalnych teamów, których zawodnicy coraz mocniej rozpychają się łokciami. Czy czujecie ich oddech?
– Szczerze mówiąc nie potrzebujemy dodatkowej motywacji, żeby nie osiadać na laurach i wykonywać pracę na najwyższym poziomie. Nie mamy ambicji przemianowywać Trinergy na grupę zawodową i rywalizować z profesjonalnymi teamami takimi jak GVT BMC czy KM Sport Pro Team. Trinergy opiera się na indywidualnej opiece trenerskiej. Nasi podopieczni mają pracę zawodową, zobowiązania rodzinne, towarzyskie, urlopy, delegacje, komunie itp. Nie chcemy do tej mieszanki dokładać kolejnych składników związanych z polityką startową czy zobowiązaniami sponsorskimi. Osobną kwestią jest poziom sportowy – prowadzonym przez nas amatorom zdarza się pokonywać zawodników klubowych czy członków grup zawodowych, i to całkiem często.

– Jeżeli rozmawiamy o rywalizacji i o najlepszych to trudno nie wspomnieć o MKONie i Michale Podsiadłowskim, których trenujesz. Tacy zawodnicy to pojedynczy przypadek czy masz jakiś sposób na sukces?
Mam przyjemność prowadzić wielu wyróżniających się zawodników. Uzyskiwane przez nich wyniki to nie przypadek. Po prostu znamy się na tym, co robimy. Nie jest przecież tak, że każdy trener pracuje tak samo, a rezultaty rozkładają się w sposób losowy. Patrząc przez pryzmat wyników, wiele rzeczy robimy skuteczniej niż inni szkoleniowcy w kraju. Ciężko mi opowiadać o konkretnych różnicach, bo śledzę przede wszystkim pracę zagranicznych trenerów.

Do najważniejszych składowych naszego sukcesu zaliczyłbym bardzo dobre przygotowanie merytoryczne, otwartą głowę i bezkompromisowe podejście do indywidualizacji treningu.

Cały czas się rozwijamy, nasi zawodnicy są coraz szybsi, a my coraz bardziej doświadczeni. Po drodze wypracowaliśmy zestaw metod i narzędzi, dzięki którym możemy skutecznie rozwijać naszych podopiecznych. Część naszego know-how można znaleźć na naszej stronie, w newsletterze lub na moim blogu, ale z oczywistych względów większością nie będę się dzielił publicznie 🙂

 

– Co rozumiesz przez stwierdzenie “indywidualne podejście”?
Przytoczę historię z tegorocznych zawodów w Suszu. W momencie, gdy sędziowie wyganiali zawodników z wody po rozgrzewce,  jeden z trenerów zbierał podopiecznych do grupowego zdjęcia. Pierwsze co sobie pomyślałem – przecież oni powinni w tym czasie wychodzić z wody i dopasowywać pianki po rozpływaniu, a nie robić sobie zdjęcia. Działamy jako drużyna, ale priorytetem są indywidualne wyniki, indywidualna satysfakcja i samorealizacja zawodnika. W dobie wiecznego niedoczasu nie mieszczą  się tutaj kompromisy związane z dodatkowymi wymaganiami sponsora czy potrzebą fajnych zdjęć na firmowego Facebooka. Do tego dochodzi indywidualne podejście oraz szyte na miarę każdego Zawodnika rozwiązania treningowe.

 

– Co jest kluczem do sukcesu w trenowaniu?
– Po pierwsze trzeba to lubić, i na tym można budować. Dalej – systematyczność, elastyczne podejście, kreatywność, cierpliwość, determinacja, dobry program treningowy, partnerzy treningowi, zdrowie….

 

– Do czego przywiązujesz największą uwagę w programach treningowych?
– Na koniec dnia najważniejsza jest skuteczność, wynikająca ze zdolności adaptacyjnych organizmu. Kluczem jest odpowiednie dopasowanie programu do zawodnika, biorąc pod uwagę mnóstwo czynników – od predyspozycji treningowych, przez słabe i mocne strony, po „życiowy kontekst” taki jak charakter pracy zawodowej czy ilość snu. Kluczowym aspektem jest nie tylko regeneracja fizyczna, ale również mentalna – chodzi o minimalizację ryzyka wypalenia czy utraty frajdy ze sportu. Wreszcie, jestem fanem podejścia „getting the work done” (wykonanie pracy – dop. Red.). O treningu można rozprawiać godzinami, ale większość ma problem po prostu z wykonywaniem roboty kiedy się nie chce, jesteśmy zmęczeni, nie sprzyjają warunki itp. To jest największa różnica, pomiędzy tymi którzy realizują cele, a tymi którym zawsze coś przeszkadza.

– Co kiedy doprowadzimy się do ściany i robi nam się niedobrze od samego patrzenia na rower?
Po pierwsze – odpoczynek. Po drugie – badanie lekarskie i konsultacja z trenerem. 

 

– Jak często się badać, co badać i czy w ogóle warto?
– Przede wszystkim nie jestem lekarzem, mówię z perspektywy trenera. Przed rozpoczęciem przygody z każdym sportem wytrzymałościowym warto zrobić USG jamy brzusznej oraz USG-Dopplera tętnic szyjnych i kręgowych. Przynajmniej raz w roku należy wykonać wysiłkowe EKG i echo serca, najlepiej w połączeniu z konsultacją kardiologiczną. Sam zalecam zawodnikom badania krwi 3-4 do roku. Pierwsze zazwyczaj jesienią, w okresie przejściowym. Dzięki temu mamy wartości referencyjne, mamy do czego odnosić kolejne badania. Zazwyczaj śledzimy nie tyle bezwzględne wskaźniki, ale trend. Kolejne badania robimy w zależności od potrzeby lub kalendarza startowego. Jeśli ktoś nie wie od czego zacząć, proponuję kolejne badania w połowie okresu przygotowawczego oraz przed rozpoczęciem BPSu. Ostatnie podejście warto wykonać około 2 tygodni przed startem, aby znać stan organizmu na ostatniej prostej i przypadkiem nie wejść wtedy w głębokie zmęczenie.

 

– Sam wspomniałeś, że zawodnicy, których trenujesz mają często masę obowiązków i mało czasu. Na czym w takim razie powinniśmy położyć największy nacisk?
– Na zbudowaniu odpowiedniego stylu życia, a dopiero potem dokładaniu do tego wymagającego treningu. Zazwyczaj jest to długofalowy proces, ale na dłuższą metę takie podejście „oddaje” nie tylko w sporcie. Warto rozpocząć na przykład od odpowiedniej dawki snu 🙂 Poza tym polecam oczywiście pracę z kompetentnym trenerem, po co para ma iść w gwizdek?!

 

– Co uważasz za trenerski sukces?
– Ciężko generalizować. Mam zawodników, którzy się poprawiają, nie łapią kontuzji, mimo to są wiecznie niezadowoleni, a prace z nimi zaliczam do sukcesów. Na koniec dnia wydaje mi się, że osiąganie celu z jak najmniejszym nakładem sił, zasobów zdrowotnych czy eksploatowania zawodnika, to jest coś z czego jestem zadowolony zawsze.
 

Rozmawiał Dawid Dybuk, TriathlonLife.pl

Foto archiwum prywatne

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close