Rozmowa

Paweł Mitruś: Mistrzostwa świata w Taupo podróżą poślubną

Spędził dwa tygodnie na obozie w Monte Gordo, mieszkając z Marcinem Koniecznym. Trenował m.in. z: Jackiem Krawczykiem i Łukaszem Kalaszczyńskim. Łączył treningi z pracą. Paweł Mitruś w rozmowie z TriathlonLife.pl podsumowuje treningi, opowiada o pomocy ze strony MKON’a oraz zdradza plany sportowe.

Spędziłeś 15 dni na obozie w Monte Gordo. Jak oceniasz wykonaną pracę?
Nie nazywałbym tego od razu obozem, bo przede wszystkim to pracowałem, jak policzyłem to wyszło 106 godzin. Jednak warunki pogodowe i brak części obowiązków pozytywnie wpłynęły na objętość treningową. Wyszło coś około 43 godzin. Oceniam to wzorowo. Wróciłem wypoczęty i zmotywowany do dalszej pracy.

Z kim miałeś okazję trenować?
Głównie sam, nie byłem wyjątkowo elastyczny, jeśli chodzi o godziny treningów. Właśnie z powodu pracy. Kiedy jednak tylko mogłem, zabierałem się na rower i basen z ekipą Tomka Kowalskiego z Trinergy, czyli Jackami: Tyczyńskim i Krawczykiem, Marcinem Koniecznym, Łukaszem Kalaszczyńskim, Łukaszem Wieteckim i Tomaszem Domagałą. Jeździłem też parę razy z Pauliną Klimas i muszę przyznać, że dziewczyna naprawdę ma kopyto!

Jak towarzystwo takich zawodników wpływało na Ciebie i czy pomagało?
Towarzystwo lepszych zawodników zawsze wpływa bardzo motywująco. Czasem przepalę trochę trening, żeby pokazać, na co mnie stać. Czy z punktu widzenia czystego treningu jest to dobre rozwiązanie? Pewnie nie do końca, ale motywacyjnie działa wyśmienicie, a to przecież też jest bardzo ważne.

W jaki sposób motywowaliście się nawzajem lub pomagaliście?
Mieszkałem z Marcinem Koniecznym. Głównie on motywował mnie do tego, żeby pracować. Motywował też do tego, aby nie jeść po 19, ale nie wychodziło mu to najlepiej. Jeśli  chodzi o kwestię treningów, to w grupie zawsze jest dużo łatwiej. Wystarczy jedna zmotywowana osoba, a reszta po prostu będzie robić swoje.

mitrus

Zobacz też:

Triathlon Kalisz – siła tradycji

Przepracowałeś 43 godzin na treningach. Jak to się rozkłada na poszczególne dyscypliny?
W ciągu tych 15 dni wyszło prawie 43h treningu. Rozłożyło się to na poszczególne dyscypliny:

– pływanie 7 jednostek –  9h i 28km

– rower 8 jednostek – 24h i 725km

– bieganie 7 jednostek – 10h i 125km

Łącznie 22 jednostki treningowe.

Czy te liczby są dla Ciebie satysfakcjonujące?
Bardzo, zrobiłem więcej, niż zakładaliśmy z trenerem. Głównie dlatego, że mój plan był elastyczny. Po prostu na bieżąco konsultowałem ewentualne zmiany, czy dołączę do treningu z grupą.

Nad którymi elementami głównie skupiałeś się na treningach?
Przez warunki, jakie tam miałem, siłą rzeczy robiłem najwięcej roweru. Jeśli chodzi o aspekty techniczne, to zdecydowanie pływanie i bardzo długie treningi grupowe.

Czy warunki treningowe odpowiadały Twoim wymaganiom?
Były idealne. Bardzo mało ludzi, do biegania płaskie i długie odcinki, crossy oraz stadion. Jeśli chodzi o rower, to miałem pięć kilometrów od mieszkania odcinek, na którym mogłem robić zadania tempowe. Kiedy chciałem wyjechać w góry i zrobić trochę większą pętlę, też nie było problemu. Basen 25 m i 50 metrów. Na pływanie w oceanie niestety było trochę za zimno.

Jak wyglądała  dieta?
Jak powiedział kolega Marcin Konieczny, było „po harcersku”. Skupiałem się na tym, żeby zjeść dużo, ale bez ambicji kulinarnych. Wszystkie posiłki przygotowywałem sam.

mitrus

Zajrzyj do:

Fundacja NEGU, czyli jak triathlon zmienia życie

Czy obecność weterana polskiego triathlonu, a zarazem mistrza świata z Hawajów, MKON w pokoju przeszkadzała czy pomagała w treningach (uśmiech)?
Mieliśmy jeden klucz. Raz Marcin go zabrał ze sobą na trening. Nie miałem jak wejść do domu. Bardzo wtedy zmarzłem, bo było wcześnie rano. A tak na poważnie, to odnoszę wrażenie, że w mózgu mężczyzny jest jeden trybik odpowiedzialny za „bycie poważnym” blokuje się gdzieś między 17 a 18 rokiem życia. Było zabawnie. To na pewno pozwoliło wychodzić na trening z uśmiechem.

Czego nauczyłeś się od MKONa?
Nie zmieniłem moich nawyków żywieniowych. Uważam, że są bardzo dobre, a przede wszystkim odpowiednio dopasowane do mnie. Na pewno wdrożę „ascetyczne” podejście Marcina w kluczowych momentach sezonu (#cukierdetox, a ja chyba zrobię #shitdetox). Nie widzę jednak potrzeby robić tego już teraz. Próbował też przekonać mnie do zaparzania kawy wieczorem i picia jej rano tzw. #kawanarano, ale na próżno.

Czy w przyszłości chciałbyś jeszcze przepracować obóz treningowy w Monte Gordo?
Zdecydowanie wrócę w to miejsce. Bardzo możliwe, że to będzie w takiej samej formule, czyli praca zdalna i trening. 

Jakie są dalsze plany przygotowawcze do sezonu?
Dwa i pół miesiąca solidnej pracy na miejscu w Warszawie, potem wyjazd na majówkę i już jesteśmy w pierwszej części sezonu triathlonowego. Zamykam ją na początku sierpnia w Gdyni. Potem bierzemy z Kasią ślub, a następnie zaczynam przygotowania do 70.3 Taupo w Nowej Zelandii. Chociaż ten wyjazd funkcjonuje u nas pod roboczą nazwą „podróż poślubna”. 

mitrus

Posłuchaj też:

Marcin Waniewski: Na Hawajach nic nie kosztuje 5 dolarów. Podcast #2

Czy planujesz jeszcze jakieś wyjazdy na obozy?
Tak, planuję wyjazd na Majorkę w okolicach majówki. Może wyjadę jeszcze gdzieś w podobnej formule jak do Monte Gordo. Jednak zobaczę, czy w pracy będzie na to przestrzeń.

Kiedy pierwszy start w tym sezonie?
W maju, na początek będzie Duathlon Czempiń na dystansie średnim, a ze zmagań triathlonowych ½ w Sierakowie.

Jakie są Twoje oczekiwania i cele na rok 2020?
Oczekiwania są takie, że będę mógł nieprzerwanie trenować minimum 12 godzin w tygodniu (czyt. brak kontuzji). Cel główny to jak najlepszy wynik na MŚ 70.3 Ironman w Taupo. W tym roku pozwalam płynąć triathlonowi trochę swoim życiem. Mam trochę innych wyzwań i planów prywatnych, gdzie pewnie będę głównie kierował uwagę.

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: materiały prywatne

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close