Rozmowa

Paulina Załucka: Byłam sportowcem, ale nie kobietą

– Podobno myślałaś o zakończeniu przygody ze sportem?
– Różne myśli chodziły mi po głowie. Szczególnie po czterech latach, kiedy cały czas walczę z kontuzjami. Nie mogę biegać lub jeździć na rowerze,  treningi uciekają, a jak wracam do sprawności, to muszę zaczynać wszystko do nowa. Nie jestem w stanie osiągnąć tego, co bym chciała. Nie mam szans wskoczyć na dobry, zadawalający poziom.  Jedynie z pływaniem nie było problemów. Choć nie należę do osób, które się poddają, po tylu latach walki przyszło zniechęcenie. Trenuję od 13 lat. To jest życie w trybach, rytmie sportowym i chyba jestem już trochę tym wszystkim zmęczona.

 

 

– Czytałem ostatnio na FB wpis, w którym pisałaś o tym, że Iza Sobańska podarowała Tobie medal Mistrzostw Polski na dystansie ½ Ironman.  Ten gest przywrócił Ci nadzieję i siły. To jak to jest?
– Nie trenuję od trzech miesięcy i jest to moja najdłuższa przerwa od treningu w życiu. Walczę z kontuzją. Przed prezentem od Izy, już myślałam o zakończeniu przygody ze sportem. Teraz myślę, że to wszystko jest coś warte i że może jeszcze powalczę o powrót do startów. Może to, co robię zainspiruje inne osoby do zmian w życiu.

Wpis Pauliny z Facebooka

„Na starcie MP na połówce w Gdyni pomyślałam, że jeśli uda mi się wygrać złoto w naszej kategorii to medal oddam Tobie. Śledziłam na bieżąco Twoje poczynania i wiedziałam, że masz problemy zdrowotne, kontuzje, które powodują, że nie możesz trenować i startować. Powinien należeć do Ciebie nie tylko ze względu na wspaniałe wyniki sportowe, ale także ( może i przede wszystkim) za upór i siłę psychiczną, które powodują, że mimo tych przeciwności nie poddajesz się i brniesz w nie dalej." – napisała Izabela Sobańska TR IzA THLON”

(…)

Dla mnie to co zrobiłaś jest tak niesamowite, że totalnie się rozpłakałam. Pokazałaś mi, że naprawdę warto walczyć, choć już myślałam o poddaniu się. Tym gestem sprawiłaś, że czuję się potrzebna i to co robię ma naprawdę sens. Chociaż sportowo nie osiągnęłam wiele, nie to co chciałam, to jako człowiek jestem pozytywnie odbierana, a to chyba w życiu jest najważniejsze. DZIĘKUJĘ

– Z jakim urazem zmagasz się w tej chwili?
– Obecnie mam problemy z kolanem. Wszystko zaczęło się w Danii, w czerwcu. Na początku mimo bólu trenowałam i się nie poddawałam. Zrobiłam rezonans, który nic nie wykazał. Okazało się, że jest to tzw. „kolano biegacza”. Na początku pomagały wizyty u fizjoterapeuty i zastrzyk. Niestety, po dwóch miesiącach rehabilitacji i ćwiczeń zaczęło być coraz gorzej. Do tej pory kolano bolało mnie po 10-15 minutach biegu. Niestety, później sytuacja pogorszyła się i zaczęło boleć już nawet podczas chodzenia. Podłamałam się. Robiłam wszystko co mogłam, a sytuacja nie poprawiła się. Zrezygnowałam z rehabilitacji i dałam sobie odpocząć, przede wszystkim psychicznie. Bo może właśnie stąd bierze się ten problem.

 

 

– Jak to znosisz?
– Kiedy czytam, jak wszyscy biegają i poprawiają życiówki, a bieganie jest moją ulubioną dyscypliną, lekko nie jest. Nie mogę nawet wyjść i przebiec truchtem pięciu kilometrów, a co dopiero mówić o treningu.

– Jak długo planujesz odpoczywać?
– Aż stwierdzę, że to jest odpowiedni moment na próbę powrotu. Nie trenuję od trzech miesięcy , ale czuję, że dopiero od kilku dni odpoczywam psychicznie. Co roku po sezonie miałam roztrenowanie, podczas którego czasami nawet półtora miesiąca nie trenowałam, ale nie odpoczywałam od triathlonu. Przez trzynaście lat nigdy solidnie od tego wszystkiego nie odpoczęłam. Zawsze myślałam, że jak nie trenuję to marnuję czas. To mnie męczyło. Dopiero teraz pozwalam sobie na inne zajęcia i nie myślenie o treningach. Czytam książki, leniuchuję w łóżku, robię różne rzeczy i nie czuję z tego powodu wyrzutów sumienia.

– Czy chcesz powiedzieć, że to jest pierwsza od 13 lat, prawdziwa przerwa od triathlonu?
– Dokładnie tak! Nigdy nie odpoczęłam do końca. Przerwy były za krótkie. Ten urlop jest wymuszony, ale chyba był potrzebny.

– Może Twój organizm od dłuższego czasu domagał się odpoczynku, co sygnalizował przez powtarzające się kontuzje. Mam taką teorię, że jak „przeginamy”, nasza głowa i tak się upomni. Zażąda resetu. Czy uważasz, że tak mogło być u Ciebie?
– Myślę, że tak. Przeczytałam ostatnio tekst o Magdzie Mielnik, triathlonistce, która przed rokiem popełniła samobójstwo. Jej mąż mówił o tym, że rozmawiał z psychologiem, który stwierdził, że życie sportowca, to życie w ciągłej traumie. I jak przyjrzałam się swojemu to doszłam do takiego samego wniosku. Więcej w naszym życiu jest porażek niż pięknych chwil. Różne przeszkody, trudności, brak wsparcia sprawiał, że z roku na rok było coraz ciężej. Doszło do tego, że wpadłam w rutynę, a w ostatnim roku bardziej się zmuszałam do treningu.

 

 

– Kiedy doświadczyłaś kryzysu, o którym mówisz?
– Na drugim roku studiów.

– Czyli trzy lata temu?
– Tak. Na pierwszym roku studiów  siłą rozpędu wszystko było ok. Jednak kiedy musiałam sama o wszystko zadbać, nie było rodziców, którzy do tej pory mocno mnie wspierali, kiedy pracowałam, bo prowadziłam treningu pływackie, a do tego musiałam wykonać dwa swoje, okazało się, że tak fajnie nie jest. Pękłam psychicznie przed Mistrzostwami Świata w Australii, które były we wrześniu 2016 roku. Oprócz treningów było też wiele obowiązków innych, m.in. marketingowych. Dochodziło do sytuacji, że nie mogłam zjeść spokojnie śniadania, aby nie myśleć o tysiącu rzeczy, które trzeba zrobić. Miałam dość, a druga strona tego nie potrafiła zrozumieć.

 

 

– Pamiętam, że po Australii rozpoczęłaś współpracę z Jakubem Czają i byłaś zadowolona, zmotywowana…
– Tak. To była dobra decyzja i dodatkowy bodziec. Kuba bardzo mocno mnie wspierał i wierzył we mnie. Mogłam na nim polegać. Gdyby nie on, to już chyba bym nie trenowała. Trzeci i czwarty rok studiów to była dalsza walka. W tym roku otrzymałam natomiast bardzo duże wsparcie od mojego chłopaka, Piotrka. Gdyby nie on, to nie wiem co by się stało.

– Co to znaczy?
– Kiedy tyle lat uprawiasz sport i nie wszystko ci wychodzi, to zaczynasz tracić wiarę w siebie. On przez ostatni rok pracował nad tym, abym pomyślała o sobie pozytywnie. Wiem, że to się może wydawać wielu osobom dziwne, że sportowiec tak myśli, ale tak jest. Sport zburzył we mnie tę wiarę. Jako dziecko, nastolatka zawsze wierzyłam, że uda mi się ciężką pracą dojść do celu, który sobie wyznaczę. Poświęcałam temu cały czas. Myślę też, że zabrakło w moim życiu kogoś, kto by powiedział: Paulina przestań. Życie nie ogranicza się tylko do triathlonu i treningu. Wyjdź ze znajomymi, zrób coś innego. Żyj! Potrafisz sobie wyobrazić, że ja dopiero niedawno zrobiłam sobie zdjęcia, które mi się podobały…

– Trudno w to uwierzyć…
– No właśnie. Byłam sportowcem, ale nie byłam kobietą. Dziś dzięki Piotrkowi to się zmienia. Odzyskuję wiarę w siebie.

– To co robisz teraz, kiedy nie trenujesz?
– Studiuję. To już piąty rok. Uczę się także na trenera pływania drugiej klasy. Zaczęłam prowadzić grupę pływacką. Na początku trenowałam dwie osoby. Dałam ogłoszenie na grupie triathlonowej na FB i ku mojemu zdziwieniu zgłosiło się 12 osób. Fajnie się to rozwija. Z Przyjaciółmi i Piotrkiem, byłym triathlonistą, chcemy zorganizować w Brzegach, imprezę triathlonową. Na północy jest dużo fajnych imprez, a brakuje takich na południu Polski. To zajmuje mi sporo czasu i muszę przyznać, że nie wiedziałam, jak trudno jest zorganizować imprezę. Ile potrzeba środków, ile jest spraw do załatwienia.  Traktuję to jako nowe doświadczenie. Wróciłam także do nauki języka angielskiego, aby jeszcze lepiej się komunikować.

 

 

– To już na koniec pytanie. Gdzie za rok będzie Paulina Załucka?
– Mam nadzieję, że będę szczęśliwa. A czy będę uprawiać triathlon? Zobaczymy.

 

Marcin Dybuk

Foto materiały prywatne

 

Czytaj także:

Olga Kowalska mówi dość

Tomasz Spaleniak: Gorszy dzień? Robię solidny trening

 

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close