Poradnik

Profesor MKON radzi debiutantom

Na ten dzień czekałeś od dłuższego czasu. W ostatnich tygodniach, miesiącach na pływalni, na rowerze i na bieżni wylałeś hektolitry potu. Przygotowywałeś się najlepiej jak potrafiłeś. I w końcu nadszedł upragniony dzień debiutu. A w głowie pytanie: Czy wszystko się uda? Marcin Konieczny, MKON przygotował dla Was porady, które pozwolą uniknąć błędów początkujących triathlonistów. 

 

Nie testuj nic nowego

Pamiętam, jak na Hawajach w 2017 tuż przed startem wszyscy pod strojami pływackimi (swim skin) mieli pozwijane na biodrach stroje kolarskie. Jak zapytałem dlaczego, to dostałem odpowiedź: bo tak szybciej i mniejszy opór w wodzie. Błyskawiczna decyzja – miałem oba stroje w pełni na sobie – nie zmieniam. Zmienianie w ostatniej chwili, bo wszyscy „lepsi” tak mają, jest jednym z największych błędów. Poza stresem przedstartowym dochodzi strach przed tym, że oni mają, a ja nie mam. Olać to. Coś, co nie jest przećwiczone jest kolejnym niebezpieczeństwem, które cię czeka w debiucie. Inni mają wpięte buty, a ty nie – olej to. Widzisz bidony za siodełkiem – czemu nie kupić na expo i nie zamontować? Kup, ale zamontuj dopiero po zawodach. Niebezpieczeństwo, że coś ci nie wyjdzie, jest zbyt poważne.

 

Przećwicz wszystko

Nie można wszystkiego przewidzieć i zaplanować, ale można ograniczyć ryzyko potencjalnej wpadki. Dlatego przed zawodami powinieneś przećwiczyć WSZYSTKO. Wszystko? Dokładnie tak, wszystko. Pływanie w piance niemożliwe, bo woda w jeziorze zimna? Wskocz do basenu. Co z tego, że naleje ci się wody podczas nawrotów – nie rób nawrotów. Nie wiesz, jak poćwiczyć pływanie w nogach – umów się z kimś na trening basenowy albo czyhaj na szybszych od siebie.

Chcesz poćwiczyć nawigację? Zmuś się do wyjrzenia i sprawdzenia czy ładna ratowniczka ciągle siedzi na krzesełku – tak, co siódmy oddech.

Pełno jest w internecie filmików, jak ćwiczyć T1 i T2. Wystarczy poszukać jak się zachować i dzięki temu wyłączyć, to typowo polskie „jakoś to będzie”. Potrzebujesz warunków okołostartowych? Proszę bardzo! Leć na stadion, przebiegnij się z rowerem. Zobaczysz, jak łatwiej go prowadzić – za siodełko czy za kierownicę. Więcej? Przebiegnij 400 m w pałę, potem 100 m z rowerem i dopiero wtedy wsiadaj na niego albo zapinaj buty. Tartan jest miękki, więc krzywdy sobie nie zrobisz, a tętno będzie zbliżone do tego w T1. Podobnie z jedzeniem. Na zawodach powinieneś jeść to, co jadłeś na treningach. Nic nowego. I jeśli wpadłeś na genialny pomysł przyklejenia żelu do ramy w inny sposób niż na treningach – zastanowiłbym się. Im więcej rzeczy przećwiczysz, tym mniej cię zaskoczy.

 

Realizuj plan

Schodzisz z roweru i jest lepiej niż się spodziewałeś. Pierwsza myśl – można lecieć. Moja rada – nie, właśnie nie. Realizuj plan. Postanowiłeś biec po 5’/km. Biegnij właśnie po tyle. Sam nie masz pojęcia (w końcu to debiut), co czeka cię na 10 albo (jeśli to ½) na 15 km. Dlatego nie ma co się spieszyć. Jeśli trenowałeś zakładki z takim właśnie tempem biegu, to nie ma co szaleć, bo skąd nagle twoja forma ma wzrosnąć, przykładowo, o 30%. Podobnie na rowerze. Co z tego, że możesz być mijany tabunami. Niech jadą, jeśli tylko ty potrafisz się powstrzymać i utrzymywać swoje waty lub swój % HR MAX albo inny wskaźnik. Rób swoje – na tyle się wytrenowałeś.

 

Pierwszy start na zaliczenie

W mojej filozofii pierwszy start (debiut) jest na zaliczenie. Co to znaczy? Pamiętam swoje debiuty na ½ czy w Ironman. Moja taktyka była prosta. Popłynę tyle, ile na treningu; pojadę tyle, ile na treningu oraz pobiegnę tyle, ile na treningu. A, że jeszcze nigdy w życiu nie robiłem tego razem, to ile wyjdzie, tyle będzie.

Na zaliczenie nie oznacza nie staraj się albo nie ciśnij, ale nie wystartuj tak, aby się zniechęcić.

Bo właśnie drugi start jest o niebo ważniejszy. To tam, mając już jakieś odniesienie, chcąc się poprawić, będziesz nie tylko trenować z głową, ale, co ważniejsze, będziesz startować z pewną taktyką. Z natury rzeczy pierwszy start ma dać ci możliwość posmakowania tego, w co brniesz i w co prawdopodobnie zaraz wsiąkniesz po pachy.

 

Miej z tego radość

Nie robisz tego dla nikogo innego poza sobą. Wiem, fajnie jest wypaść jak najlepiej, jednak z punktu widzenia Mistrza Świata tenże świat ma w pompie czy byłeś 234 czy 243 😉 Przyjdzie czas, że będziesz ścigał się o to jedno miejsce więcej i o to jedno miejsce wyżej, ale to dopiero czeka cię w startach kolejnych. Poza tym, jak ktoś zaczyna z wysokiego C, to potem straaaasznie mu trudno poprawić wynik .

Powodzenia!

Marcin Konieczny, MKON

 

Marcin Konieczny rocznik 1972, mistrz świata z Kona na Hawajach z 2017 roku, w kategorii wiekowej. Profesjonalny amator w każdym calu. Triathlon uprawia od 2008 roku. Specjalizuje się w dystansie Ironman (3,8 km pływanie, 180 km rower, 42 km bieg). W latach szkolnych trenowałem lekką atletykę w Gwardii Olsztyn pod opieką trenera Zbigniewa Ludwichowskiego. Obecnie współpracuje z Tomaszem Kowlski, Trinergy

 

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close