Rozmowa

Miziarski sześć dni po poważnej kontuzji wygrywa zawody ROZMOWA

W jakich okolicznościach doznałeś urazu nogi?
Podczas ostatniej pętli kolarskiej wyścigu na dystansie Ironman w Malborku zderzyłem się na rowerze z dublowanym zawodnikiem. To wydarzyło się na najwęższym fragmencie trasy. Było już bardzo tłoczno, bo na trasie były dwa dystanse: IM i ½ IM. Wyprzedzałem dublowanego zawodnika. Z przeciwnej strony zawodnicy też robili ten manewr. Na tak wąskiej drodze nie da się zachować bezpiecznej odległości. Wystarczył lekki ruch kierownicą w bok. Doszło do kraksy. Wyglądało to bardzo groźnie. Bo przy prędkości 40km/h przeleciałem przez kierownicę. Wylądowałem na środku drogi. Leżałem przez kilka minut. Wokół mnie zatrzymywali się inni zawodnicy.
 

Jednak kontynuowałeś wyścig…
Zaraz po tym, jak ktoś pomógł mi wstać, wsiadłem na rower pod wpływem adrenaliny. W ten sposób dojechałem do końca odcinka kolarskiego. Niestety, maratonu nie byłem w stanie przebiec. Po kilku kilometrach zszedłem z trasy.
 

Zobacz też:

Fundacja Jeppesena: Triathlon sposobem na integracje

Jakich doznałeś obrażeń w wyniku tego wypadku?
Dopiero po zejściu z trasy zobaczyłem, w jakim stanie jest moje ciało. Liczne obdarcia nie stanowiły żadnego problemu, żeby biec. Ból ręki też nie przeszkadzał. Niestety moja lewa noga była niesamowicie opuchnięta. Nie dość, że odnowiła się stara kontuzja, to do tego pojawiła się bardzo głęboka rana.

Jak odczuwałeś skutki wypadku już po zawodach?
Wieczór po zawodach mógłbym wymazać z pamięci. Bo leżałem i cierpiałem. Nie byłem w stanie nawet skupić się na prostych czynnościach, takich jak oglądanie TV.
 

Jak wyglądały kolejne dni?
Przez kolejne dwa dni ból stopniowo odpuszczał. Leżałem cały dzień z opuchniętą nogą do góry. Trzeciego dnia po zawodach zacząłem poruszać się o kulach. W końcu wyszedłem z domu. To był przełomowy dzień. Bo zacząłem tego dnia ekspresową rehabilitację.
 

Jak przebiegała?
Najpierw była praca z fizjoterapeutą. Potem zaliczyłem setki ćwiczeń aktywizujących stopę.  Tak pracowałem przez dwa dni. Czwartego dnia przyszedł czas na pierwsze próby treningów.
 

Jak było?
Na pływaniu rana szczypała, a noga pracowała jak kotwica. Na rowerze nie było żadnego problemu. Piątego dnia udałem się na krótką przebieżkę. Wtedy podjąłem decyzję, która dwa dni wcześniej wydawała się absurdalna: "wystartuję jutro w triathlonie". Bardzo mi na tym zależało. Bo kolejne zawody triathlonowe w Polsce będą dopiero za osiem miesięcy. A niedosyt po starcie w Malborku był ogromny.
 

W jakiej formie zdrowotnej przystąpiłeś do zawodów w Strykowie?
Szósty dzień od wypadku. Noga nie do końca sprawna, ale głowa gotowa do walki. Stoję na starcie w Strykowie na dystansie 1/4 IM. Teoretycznie jest jeden groźny rywal. Był  czwarty na pechowych dla mnie Mistrzostwach Polski w Malborku, Jakub Kimmer.

Jaką obrałeś taktykę?
Taktykę miałem przygotowaną bardzo prostą. Popłynąć na maxa. Jak najbardziej uciec na rowerze i być przygotowanym na to, że na bieganiu mogę mieć ogromne problemy z nogą.
 

Jak wyszło w praktyce?
Wszystko ułożyło się zupełnie na odwrót. Mimo wielkich starań popłynąłem najgorzej w życiu. Na rowerze nic nie uciekłem. Jechałem na drugiej pozycji, ale ostatecznie okazało się, że to był klucz do sukcesu tego dnia. Rower nie kosztował mnie wiele energii. Mojego rywala wykończyła tak mocna jazda na prowadzeniu. Na bieg zszedłem wypoczęty. Czułem się świetnie. Cudów nie ma. Moje odbicie z lewej nogi było o kilkanaście cm krótsze niż z prawej. Ale wystarczyło to na zmęczonego rywala w zupełności i odniosłem zwycięstwo!
 

Czego najbardziej żałujesz w tym sezonie?
Bardzo boli mnie fakt, że pomimo tylu przygotowań nie ukończyłem dystansu Ironmana. Jednak jestem bogatszy o wiele nowych doświadczeń. Wiem, gdzie zostały popełnione błędy oraz co można poprawić. Nie poddaję się, a w głowie jest już plan na sezon 2020.
 

Jaki to jest plan na przyszły sezon?
W przyszłym roku skupiam się w pełni na przygotowaniach do Ironmana. W planach mam starty w Polsce oraz za granicą.
 

Co uznajesz za największe osiągnięcie w tym sezonie?
Cieszę się ze wszystkich startów, które ukończyłem na podium: Enea Ironman 70.3 Gdynia dystans sprint, trzykrotnie Lotto Triathlon Energy, Gramin Triathlon Elbląg oraz ostatni start w Strykowie.
 

W jaki sposób kontuzje wpłynęły na Twoje starty oraz realizację założeń przed sezonowych?
W tym roku miałem pecha z kontuzjami. Od października 2018 do maja 2019 skupiłem się w pełni na przygotowaniach do nowego sezonu. Przebiegały bardzo dobrze. Dyspozycja była świetna. Niestety, na kilka dni przed pierwszym startem w sezonie  czyli Ironman 70.3 Wietnam, pojawiła się pierwsza kontuzja przeciążeniowa. Start w Wietnamie zapamiętam głównie z powodu okropnego bólu, z którym walczyłem ostatnie 10 kilometrów biegu. Mimo tego dotarłem do mety. W wyniku kontuzji przepadło mi kilka zaplanowanych później występów. Od lipca wszystko zaczęło znów dobrze wyglądać. Kolejne starty łączyłem z intensywnymi przygotowaniami do Ironmana. Udało się osiągnąć kilka fajnych rezultatów, ale najważniejszego wyścigu nie ukończyłem. Nie załamuje się i myślę już o kolejnym sezonie.
 

Rozmawiał: Przemysław Schenk
foto: Przemysław Schenk; materiały prywatne

 

Czytaj także:

Paweł Miziarski: Zaczynałem, kiedy nie było tylu imprez

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close