Wiadomości

Marcin Konieczny zmotywowany po porażce we Frankfurcie

Marcin Konieczny nie złamał podczas Frankfurt Maraton 2:30 h. Zabrakło 4 minut i 41 sekund. Jednak z zawodów wraca naładowany taką motywacją, że mógłby obdzielić nią kilka osób.

– Pierwszy raz startowałem w imprezie za granicą i tak jak w Polsce biegłem w tempie 3:30-3:35 sam, to w Niemczech mogłem przebierać, w której grupie chcę biec – mówi Marcin Konieczny na gorąco po starcie we Frankfurcie. – To niesamowite ilu ludzi biega na poziomie 2:30. Zobaczyłem, że mam jeszcze dużo czasu na bieganie na tak wysokim poziomie. Po zawodach poszliśmy z Maćkiem do knajpy na hamburgera. Obok nas siedział mężczyzna rocznik 1970, czyli dwa lata starszy ode mnie, który zrobił we Frankfurcie czas 2:33. Okazuje się, że mocne bieganie jeszcze przede mną – stwierdza z nadzieją w głosie MKON.

Czas Marcina Koniecznego we Frankfurcie to 2:34:40. Do planu A zabrakło 4 minut i 41 sekund. Do życiówki 41 sekund. Warto podkreślić, że warunki w Niemczech nie należały do najlepszych. Silny wiatr i temperatura odczuwalna minus dwa stopnie tego dnia „łamała” najlepszych.

– Mijałem na trasie Kenijki, które szły i się trzęsły z zimna – dodaje Konieczny. – Ale chcę podkreślić, że warunki dla mnie nie miały znaczenia. Biegłem w grupie i chowałem się przed zimnem.

Do 35 kilometra Marcinowi biegło się bardzo dobrze. Tempo 3:35 zapowiadało walkę o nowy rekord.

– Czułem się jak na wybieganiu – tłumaczy. – Niestety, na 36 kilometrze zaczęły mnie łapać skurcze „dwójki”. Z każdym krokiem było coraz gorzej. Musiałem zwolnić, a ostatecznie na 40 kilometrze zatrzymać się i porozciągać. Wrócił ten sam problem co podczas Mistrzostw Świata na Hawajach. Nie wiem co się dzieje. Może było za zimno, a może technika biegania zła, a może zabrakło dłuższych treningów. Będę musiała się zastanowić.

Wszystko to co wydarzyło się na trasie maratonu nie jest żadnym usprawiedliwieniem  niepowodzenia dla Marcina Koniecznego. Jak sam mówi, nie ma na co zwalać.

– Jakbym był przygotowany to by się udało. Taką mam filozofię – dodaje MKON. – Na wiosnę kolejny start. Bardzo mnie motywuje to niezrealizowanie celu. Chcę więcej. I tak jak tytuł Mistrza Świata na Hawajach mnie rozleniwił i zmniejszył motywację, to teraz jest odwrotnie.

Teraz jest czas na refleksje.

– Usiądę z trenerem i zaplanuję przyszły sezon – mówi Konieczny. – Lekki nie będzie, bo start „A” dopiero we wrześniu (Mistrzostwa Świata Ironamn 70.3 Nice – dop. Red.), ale ja lubię takie wyzwania. Im trudniej tym lepiej.

Marcin Dybuk

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button
X