Rozmowa

Łukasz Wietecki: Zawsze walczcie do końca

Maciej Mikołajczyk: Jesteś prawdziwym herosem. Mimo przeciwności losu uprawiasz triathlon i to na światowym poziomie. Kto zachęcił Cię do treningów?

Łukasz Wietecki: W pewnym sensie może i jestem herosem, bo nigdy nie było mi łatwo. Zawsze do wszystkiego dochodziłem ciężką pracą, bo jestem wyjątkowym antytalenciem sportowym. Do treningów nikt mnie nie zachęcał, wręcz mówili zostaw to, nic z tego nie masz, weź się za normalną pracę, dołóż się do mieszkania. I zresztą mieli trochę racji, bo przez osiem lat treningów, nie zarobiłem na sporcie ani złotówki. Wyniki też były przeciętne, a dodatkowo m.in. przez układy prezesowsko-trenerskie nie pojechałem na Igrzyska paraolimpijskie do Pekinu w 2008 roku. Można się załamać i to wszystko rzucić, ale ja mam inną naturę. Miłość do sportu zaszczepił we mnie ojciec, który nadal w Mastersach rywalizuje w rzucie dyskiem, a ja zacząłem od lekkiej atletyki, konkretnie biegania w 2000 roku, gdy chodziłem do Liceum Ogólnokształcącego nr 6 w Dąbrówce Górniczej. Mieszkałem wtedy w internacie, a starszy kolega zorganizował ćwiczenia z trenerką, którą była wtedy Agnieszka Rychlik. Jeśli chodzi o triathlon, to zacząłem uprawiać go dopiero we wrześniu 2013 roku i znów muszę powiedzieć, że wsparł mnie w tym tata. Triathlon, a w tym zwłaszcza pływanie, trenuję w dalszym ciągu przede wszystkim na obiektach CityZen w Poznaniu i muszę powiedzieć, że dobrze się tam czuję.

 

Teraz walczysz o przepustkę do Tokio. Jak wyglądają przygotowania? Co musisz zrobić, by otrzymać upragniony olimpijskie kwalifikacje?
Moje przygotowania od 2013 roku zbytnio się nie zmieniają. Cały czas pływam, jeżdżę i biegam. W szczegóły treningów może nie będę wchodził, ale trenuję podobnie jak inni profesjonalni triathloniści, może z tą różnicą, że ze względu na ograniczenia finansowe mam mało zgrupowań stricte triathlonowych i ogrom pracy muszę wykonać w Poznaniu, gdzie mieszkam. Wyjeżdżam czasem na obozy, ale większość to zgrupowania polskiej kadry w lekkiej atletyce osób niepełnosprawnych, gdzie główną jednostkę biegową wykonuję z grupą, a resztę pracy triathlonowej robię już sam. Mam nadzieję, że to się niedługo zmieni i większość zgrupowań już będzie triathlonowych i będę mógł przygotowywać się do zawodów wraz z moim przewodnikiem, którym jest Tomasz Domagała. Co jest dla mnie też bardzo ważne, część obozów chcę odbywać w warunkach wysokogórskich, bo wbrew obawom niektórych, są to bezpieczne i sprzyjające warunki w procesie treningowym, ale pod warunkiem, że słucha się organizmu, a trener słucha zawodnika. Jeśli chodzi o kwalifikacje na igrzyska, to sprawa wygląda tak, że trzeba być przynajmniej na dziewiątym miejscu w rankingu kwalifikacyjnym, który rozpoczyna się 28 czerwca tego roku i trwa równo rok. Do rankingu wliczają się trzy najlepsze zdobycze punktowe. Najmocniej punktowane są mistrzostwa świata, World Paratriathlon Series i mistrzostwa Europy, oczywiście w zależności od zdobytych pozycji. Szanse na tą kwalifikację są ogromne, natomiast walka o medale w Tokio na pewno będzie bardzo ciężka.

 

Obiła mi się o uszy informacja o zbiórce pieniężnej na nowy rower. Udało się? Śmigacie już na tandemie?
Tak, udało się, ale musieliśmy skorzystać z paru źródeł. Ze zbiórki na portalu zrzutka.pl uzbieraliśmy około czterech tysięcy złotych. Przy okazji bardzo dziękujemy wszystkim za wpłaty, a oprócz osób nam nieznajomych datki wpłacały także nasze rodziny i przyjaciele. Bardzo też chciałem podziękować przyjaciółce Basi, która bez mojej wiedzy napisała projekt i ze zorganizowanej aukcji pracowniczej również otrzymaliśmy podobną kwotę. Najwyższą sumę, bo 30 tysięcy dostaliśmy od stowarzyszenia Rotary Poznań. Za całą pomoc pięknie wszystkim dziękujemy. Jeszcze nie śmigamy na tym tandemie, bo jest aktualnie w procesie składania, ale będzie gotowy już na początku kwietnia, ponieważ sezon rozpoczynamy 27 kwietnia startem w Paratriathlon World Cup w Mediolanie.

Czym różni się ten rower od poprzedniego?
Nasz poprzedni tandem na ramie Matrix ma już 8 lat, tak więc jest już wysłużony i ma stare części na mechanice. Teraz będziemy mieć nowy tandem na ramie Duratec, osprzęt bezprzewodowy Sram Red eTap, komponenty Ceramic Speed, łańcuch łączący będzie z prawej strony, a nie jak poprzednio z lewej, więc będą tylko dwie korby, a nie trzy i rower będzie dużo lżejszy. Będę miał też pomiar mocy w pedałach firmy Garmin. To chyba takie najistotniejsze zmiany.

 

 

Wicemistrzostwo Europy wywalczone w Estonii, zwycięstwo w prestiżowych zawodach w Yokohamie, a może mistrzostwo globu w Duatriathlonie z Aviles – który sukces cenisz najbardziej?
Uważam, że takie dwa największe i najbardziej istotne dla mnie osiągnięcia w paratriathlonie to zdobycie brązowego medalu mistrzostw świata w Chicago w 2015 roku i srebrny krążek mistrzostw Europy w Tartu z zeszłego sezonu.

 

Dlaczego akurat te?
Bo medale z tych imprez są naprawdę bardzo ładne, poza tym to najlepsze nasze lokaty na zawodach tej rangi, a mistrzostwo globu w duatriathlonie jest tylko dodatkiem, gdyż ten sport nie jest konkurencją olimpijską.

 

Przed triathlonem postawiłeś na biegi. Na igrzyskach paraolimpijskich w Londynie zająłeś czwarte miejsce w rywalizacji na 800 metrów. Jak wspominasz tę imprezę? Nadal czujesz niedosyt?
Przed Londynem w głowie miałem tylko bieganie i to było dla mnie najbardziej naturalne i w sumie nadal takie jest. Nie może być inaczej, jeżeli biega się już 19 lat. Dopiero po igrzyskach w stolicy Anglii usłyszałem, że w Rio de Janeiro będzie paratriathlon i wtedy postanowiłem, że spróbuję szansy w nowej dyscyplinie. Zapisałem się wówczas na zawody Poznań Triathlon 2013 i tydzień po mistrzostwach świata w lekkiej atletyce w Lyonie, wystartowałem na żywca, bo bez żadnego przygotowania kolarskiego i pływackiego, bez przewodnika, ale musiałem to zrobić i musiałem zaryzykować. To była wtedy jedyna opcja. Wynik był przeciętny, ale wiedziałem, że mam mnóstwo rzeczy do poprawy i że warto na poważnie się tym zająć.

Wracając do igrzysk w Londynie, to wspominam je naprawdę bardzo dobrze, pomimo tego, iż faktycznie zająłem na nich czwartą lokatę i czułem wielki niedosyt. Szansa na zdobycie medalu była wtedy ogromna, a ja byłem doskonale przygotowany. Nie miałem wyjścia, musiałem zaakceptować ten stan rzeczy, ale nadal gdzieś to we mnie siedzi i męczy mnie. Nie wiem czy jeszcze będę miał taką okazję, by stanąć na olimpijskim podium. Medal na igrzyskach może sporo w życiu zmienić. Sam fakt jego zdobycia może sprawić, że sportowiec poczuje się w pełni spełniony.

 

Mieszkasz teraz w Poznaniu. Jesteś rozpoznawalny w tym mieście?
Pochodzę z Olkusza w Małopolsce, ale od 2008 roku postanowiłem, że zamieszkam w Poznaniu, bo w Olkuszu nie widziałem już perspektyw rozwoju, a tu chciałem trenować w AZS-ie Poznań z trenerem Janem Grendą. Po roku zacząłem studiować fizjoterapię, wyniki sportowe też się znacząco poprawiły, więc zdecydowanie te przemeblowanie było w moim życiu na plus. A czy jestem rozpoznawalny w Poznaniu? W środowisku triathlonowym i biegowym myślę, że tak, choć na pewno nie przez wszystkich.

Co powiedziałbyś osobom niepełnosprawnym? Dlaczego warto, by uprawiały sport?
Zawsze walczcie do końca, o siebie, o bliskie wam osoby, o swoje życie, bo w sporcie jak w życiu, a dla mnie sport, to też pół mojego życia i zostanę przy nim tak długo jak będę mógł. A wy róbcie to, co czujecie, co jest zgodne z wami.

Słuchajcie przede wszystkim siebie. Ufajcie sobie. To jest tylko i wyłącznie wasze życie i zawsze bierzecie za nie pełną odpowiedzialność.

Jeśli macie mieć kiedyś jakiekolwiek pretensje, to tylko do siebie. Kierujcie życiem według waszej natury i potrzeb, zgodnie z waszymi ideami i zasadami. Niech będzie ono wypełnione ekscytującymi doznaniami, tak byście czuli szczęście w sobie. Wasze myśli, słowa i czyny są ważne. Pomimo niepełnosprawności mamy ograniczenia w ciele, czasem przekładają się one na to co mamy w głowach, ale róbcie tak, by tych ograniczeń w ciele i umyśle było jak najmniej.

Przesuwajcie granice jak najdalej się da, bądźcie odważni, podejmujcie wyzwania, bo wiele możecie zmienić, osiągnąć, więc wierzcie w siebie.

Ja bardzo słabo widzę, ale zdarza mi się, że jeżdżę sam na rowerze, choć zaliczyłem parę kraks. Na szczęście nikomu nic się nie stało, tylko mi. To najważniejsze. Jeżdżę też na nartach, startowałem w Runmageddonie, gdzie złamałem mały palec w dłoni. Jako dziecko byłem notorycznym gościem izby przyjęć, ale przynajmniej sprawdzam siebie. Nie chcę, by ktoś mówił mi, gdzie są moje granice, ponieważ sam sprawdzę to najlepiej. Macie jedno życie i niech będzie ciekawe, pełne nietuzinkowych wrażeń, uśmiechu, pozytywnej energii i waszej dobrej woli.

 

Wywiad z Łukaszem Wieteckim przeprowadził Maciej Mikołajczyk z TriathlonLife.pl.
Foto Tomasz Domagała i tandemy.ugu.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close